Taksówką za darmo, ale… dwa razy w miesiącu

Taksówką za darmo, ale… dwa razy w miesiącu

Wrocław wdraża program Taxi 75+. Dzięki niemu seniorzy będą mogli pojechać do lekarza lub urzędu taksówką bez żadnych opłat. Niestety taki przejazd będzie przysługiwał tylko dwa razy na miesiąc.

Portal wroclaw.pl informuje, że Wrocław nową ofertę dla seniorów przygotował ze stowarzyszeniem Żółty Parasol. Miasto na darmowe taksówki dla seniorów w pilotażowym programie Taxi 75+ przeznaczy 400 tysięcy złotych. Z taxi dla seniorów mogą korzystać osoby, które ukończyły 75. rok życia i są użytkownikami Wrocławskiej Karty Seniora.

Niestety przejazd do lekarza i z powrotem liczy się jako dwa kursy – zatem wystarczy jedna wizyta lekarska lub w urzędzie i limit przejazdów jest na cały miesiąc wykorzystany. W dodatku kierowca czeka tylko przez kwadrans na powrót interesanta. Kurs osoba starsza musi zamówić aż z trzydniowym wyprzedzeniem.

Podobne rozwiązania na początku tego roku wdrożył Poznań. Były tam także inne pomysły ułatwiające życie osobom starszym, np. Bezpłatne wizyty specjalisty od usterek technicznych, tzw. złotej rączki.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Zachód za pół wieku?

Zachód za pół wieku?

Według raportu firmy Grant Thornton polskie płace „dogonią” płace unijne za 59 lat.

Grant Thornton analizuje dane Eurostatu dotyczące poziomu i dynamiki pensji Europejczyków. Opisuje w swoim raporcie średnie, mediany i stopy bezrobocia w krajach unijnych. Bada także relację wzrostu płac do PKB. Według serwisu praca.interia.pl, PKB to wskaźnik, który często jest używany przez ekonomistów jako wyznacznik dobrego rozwoju gospodarek państw. Jednak pomimo że od 2000 r. PKB Polski rośnie w szybkim tempie, warto przyjrzeć się innemu wskaźnikowi, by mieć całościowy obraz. Chodzi o udział płac w PKB.

Podczas gdy PKB wzrosło od 2000 r. nawet o ponad 80 proc., średnie polskie wynagrodzenie zwiększyło się, po uwzględnieniu inflacji, tylko o 59 proc. Jak wynika z raportu Grant Thornton, gdyby ta dynamika wynagrodzeń w Polsce rosła równo ze wzrostem PKB, przeciętny zatrudniony w Polsce pracownik w 2017 roku średnio zarabiałby o 1834 zł brutto więcej, niż ma to miejsce obecnie (średnia pensja wynosiłaby nie 4517 zł, a 6351 zł). A licząc łącznie od 2000 roku wszystkie „stracone” w ten sposób pensje, przeciętny Polak zarobiłby o 190,3 tys. zł więcej.

Polsce pod względem wynagrodzeń nadal wiele brakuje też do średniej unijnej. Według danych z Eurostatu, średnie miesięczne wynagrodzenie mieszkańca UE wynosi prawie 2,9 tys. euro brutto. Jest to niemal trzy razy więcej niż średnie zarobki mieszkańca Polski, którego miesięczna pensja wynosi 982 euro.

Na podstawie danych z Eurostatu w raporcie stworzono symulację procesu doganiania przez Polskę bogatszych państw UE pod względem średnich wynagrodzeń. Obliczenia oparto na założeniu, że dla każdego państwa dynamika wynagrodzeń z ostatnich trzech lat, dla których dostępne są porównywalne dane (2014-2016), utrzyma się na tym poziomie w przyszłości.

Gdyby w Polsce średnie wynagrodzenie wzrastało stale o 4,53 proc. rocznie (dynamika odnotowana w latach 2014-2016), to nasz kraj najszybciej dogoniłby Portugalię – stałoby się to już w marcu 2023 roku. Ostatnim doganianym krajem byłyby natomiast Niemcy – ze względu na relatywnie wysoką dynamikę wzrostu płac odnotowywaną w ostatnich latach u naszych zachodnich sąsiadów (w porównaniu do innych bogatszych krajów UE) wynagrodzenia Polski i Niemiec zrównałyby się dopiero w maju 2077 roku.

Niedopłacani

Niedopłacani

Jeden na czworo Brytyjczyków, którzy są objęci narodowym programem „living wage”, otrzymuje mniej niż określona w nim kwota.

Według informacji „Guardiana”, jest bardziej prawdopodobne, że problem niedopłacania dotknie kobiet niż mężczyzn. Rządowa komisja o nazwie Low Pay Commission zbadała sprawę i ujawniła wyniki analiz – 369 tys. pracowników powyżej 25. roku życia, którzy na papierze objęci są living wage, nie otrzymuje wcale takiej kwoty. Dlaczego w tej defaworyzowanej grupie są głównie kobiety? Ponieważ najniższe płace są w sektorach sprzedaży detalicznej, sprzątania i opieki.

National living wage to „pensja wystarczająca na przeżycie”, wprowadzana stopniowo od kwietnia 2016 r. i w kwietniu 2020 r. mająca wynieść 60 proc. brytyjskiej mediany. Według jej założeń pracownicy powyżej 25. roku życia powinni obecnie otrzymywać od 7,20 funta za godzinę pracy i „dobić” do kwoty 9 funtów za godzinę pracy w 2020 r.

Złym sygnałem jest, że rok temu liczba pracujących zarabiających mniej niż kwota living wage wynosiła 339 tys., czyli o 30 tys. osób mniej.

1,6 miliona pracowników powinno otrzymywać living wage, jednak jedna czwarta z nich jej nie otrzymuje ze względu na nielegalne postępowanie szefów lub ich błędy. Niewypłacanie określonych prawem kwot jest w Wielkiej Brytanii przestępstwem. Grozi za to kara w wysokości 200 proc. niezapłaconych kwot.

[Zdjęcie: iStock]

Liście zatkały system

Liście zatkały system

Polacy koszą zbyt dużo trawy i liści. Gminy przyznają, że nie radzą sobie z odbiorem i utylizacją tzw. odpadów zielonych.

Z każdym rokiem rośnie ilość zbieranych przez Polaków odpadów tego rodzaju. Jak pisze Portal Samorządowy, jest to kolejny problem w polskiej gospodarce odpadami, ale taki, który nie był brany pod uwagę w ogólnej kalkulacji kosztów. Skala zjawiska prowadzi do wzrostu kosztów i w konsekwencji do niewydolności systemu.

Kolejne gminy przyznają, że nie radzą sobie z odbiorem liści i skoszonej trawy, a prywatne firmy, które zajmują się ich wywozem na mocy wygranego przetargu, żądają od gmin podwyżek stawek, ponieważ ilość odpadów biodegradowalnych rośnie nawet o 20 proc. w stosunku do ustaleń ze specyfikacji przetargowej.

Gmina Piaseczno informuje, że „opóźnienia w odbiorze odpadów ulegających biodegradacji (zielonych), występujące od pewnego czasu na jej terenie, spowodowane są bardzo dużą ilością tych odpadów wytworzoną na wskazanym terenie, jak również ograniczoną możliwością ich zagospodarowania w regionalnych instalacjach przetwarzania odpadów RIPOK”. Chrzanów chce całkowitego zakazu odbioru odpadów zielonych od mieszkańców.

– Na wniosek gminy Chrzanów zamierzamy zmienić regulamin i wprowadzić całkowity zakaz odbioru odpadów zielonych. Wcześniej uzyskaliśmy w tej kwestii pozytywną opinię Sanepidu. Jeżeli zgromadzenie związku podejmie uchwałę, mieszkańcy gmin Chrzanów, Libiąż i Trzebinia będą musieli zagospodarować tego typu odpady na własną rękę – mówi Przemysław Deda, przewodniczący zarządu Związku Międzygminnego Gospodarka Komunalna w Chrzanowie dla portalu przełom.pl.

– To, że te odpady nie powinny w ogóle trafiać do RIPOK-ów, a na przydomowe kompostowniki, powinno być oczywistością – mówi Piotr Rymarowicz z Towarzystwa na Recz Ziemi. – Wyważamy otwarte drzwi, a pomijamy oczywistą sprawę – kompostowanie części odpadów zielonych i wykorzystanie reszty w biogazowniach, co jest praktykowane na całym świecie od lat – dodaje. Zwraca jednak uwagę, że jeśli już nie potrafimy tych odpadów zielonych wykorzystać tak, jak powinniśmy, to już lepsze ich odbieranie w nadmiarze niż praktykowane przez wiele lat spalanie liści czy trawy.

[Zdjęcie: Skitterphoto, pexels.com]