Nie dadzą się

Nie dadzą się

Pracownicy administracyjni sądów trzeci dzień walczą o podwyżki wynagrodzeń. Ich protest jest dławiony i ograniczany.

By pracownicy administracji przerwali strajk, który polega na zbiorowym korzystaniu ze zwolnień L-4, sądy stosują różne taktyki – blokują w służbowych komputerach strony internetowe wspierających ich związków zawodowych, straszą niewypłaceniem nagród rocznych czy zatrudniają na ich miejsce studentów.

Jak pisze pulshr.pl, w niektórych placówkach na L4 przeszło ponad 80 proc. załogi. Niektóre sądy, jak w Sulęcinie, są całkowicie zamknięte. Protest ma trwać do 21 grudnia. W środę dołączyli do niego pracownicy z Sądu Okręgowego w Katowicach. Jednak nie pójdą oni na zwolnienie lekarskie, a jedynie odeszli od biurek. Wyszli wyrazić swoje niezadowolenie z plakatami w rękach. Jak twierdzą, są zastraszani, dlatego nie decydują się wziąć zwolnienia lekarskiego.

Iwona Nałęcz-Idzikowska, przewodnicząca Krajowej Rady Związku Zawodowego Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości RP przyznaje, że informacje o różnych sposobach zniechęcenia pracowników do wzięcia udziału w akcji protestacyjnej docierają do związków zawodowych z całej Polski. Wskazuje też, że kolejnym z elementów jest zastąpienie protestujących pracowników studentami, którzy do protokołowania zostają zatrudnieni na umowy zlecenie. „Są pieniądze na wypłatę im pensji, a na podwyżki dla nas nie ma” – komentuje. Przypomina też, że protest w formie masowego przechodzenia na zwolenianie lekarskie został zainicjowany oddolnie przez samych pracowników. „A leczyć się każdy może”– podkreśla przewodnicząca związku. Dodaje też, że w środę kolejni pracownicy zdecydowali się dołączyć do protestu. Na przykład w Sądzie Rejonowym w Rzeszowie na 200 pracowników na zwolnieniach przebywa już ok. 160.

„Pracownicy administracji sądowej są przemęczeni, schorowani i zestresowani. Nie wytrzymują presji psychicznej i wysiłku fizycznego. Do tego nikt im nie płaci za nadgodzinny” – mówi Justyna Przybylska, przewodnicząca Krajowego Niezależnego Związku Zawodowego Ad Rem. Jak dodała, są to osoby, które bardzo poważnie i odpowiedzialnie podchodzą do swojej pracy, które zdają sobie sprawę, że na co dzień mają do czynienia nie z teczką papierów do wypełnienia, a z trudnymi losami ludzi. „Potwierdziły to wyniki przeprowadzonego w 2015 roku badania stanu zdrowia pracowników wymiaru sprawiedliwości. Okazało się wtedy, że 58 proc. z nich mimo bardzo złego stanu zdrowia, przychodziło do pracy”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nadal nieprawidłowo

Nadal nieprawidłowo

Według Państwowej Inspekcji Pracy agencje zatrudnienia wciąż generują wiele nieprawidłowości.

Pomimo zmiany przepisów regulujących działanie agencji zatrudniania, nadal generują one szereg nieprawidłowości – przyznał Wiesław Łyszczek, Główny Inspektor Pracy. O sprawie informuje portal pulshr.pl, który pisze, że wśród najczęściej odnotowywanych nieprawidłowości są nieodprowadzanie składek na fundusz pracy i brak zaznaczenia w ofercie, że chodzi o pracę tymczasową. Niektóre z agencji w ogóle nie informowały marszałka województwa, że działają na jego terenie.

W 2017 i 2018 roku Państwowa Inspekcja Pracy dokonała ponad 1200 kontroli agencji zatrudnienia. W tych latach aż 56 procent kontrolowanych podmiotów nie przestrzegało przepisów, a nielegalne świadczenie usług stwierdzono w 107 podmiotach.

Mnożyć można również przykłady nieprawidłowości przy zawieraniu umów, wypłacie wynagrodzeń czy ustalaniu warunków zatrudnienia. Były również przypadki, w których firma korzystająca z usług agencji starała się wywierać nacisk, aby jedyną formą zatrudnienia był umowy cywilno-prawne.

Postulujemy doprecyzowanie zakazu zastępowania pracowników uczestniczących w strajkach, doprecyzowanie definicji tymczasowości, która musi uwzględniać obowiązującą sytuację na rynku. Konieczne jest również wprowadzenie odpowiedzialności pracodawcy, bo, niestety, nadal są przypadki wymuszania zatrudnienia na umowach cywilno-prawnych – precyzuje Lisiewski, gdy mówi o proponowanych przez PIP zmianach prawa.

Ratownicy wywalczyli podwyżki

Ratownicy wywalczyli podwyżki

Od stycznia 2019 r. 16 tysięcy ratowników medycznych otrzyma podwyżki w wysokości 400 zł brutto miesięcznie. To nieco ponad 200 zł netto.

O sprawie informuje śląsko-dąbrowska „Solidarność”. Podwyżki mają zostać wypłacone w formie dodatku do wynagrodzenia. Po odprowadzeniu składek podwyżka wyniesie ok. 228 zł „na rękę”.

Środki na ten cel będą pochodziły z Narodowego Funduszu Zdrowia. To trzecia podwyżka od lipca 2017 r. Ratownicy medyczni domagali się takiego samego wzrostu płac, jaki w 2015 r. minister zdrowia Marian Zembala przyznał pielęgniarkom, czyli 4 razy 400 zł brutto.

Związkowcy chcą także doprowadzić do włączenia dodatków do płacy zasadniczej ratowników medycznych. „Jeżeli pracownik otrzymuje jakieś pieniądze w formie dodatku do wynagrodzenia, to nigdy nie ma stuprocentowej pewności, że ten dodatek za kilka lat nie zostanie mu odebrany” – mówi Łukasz Fica, przewodniczący Solidarności w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach.

Tanio, ale niebezpiecznie

Tanio, ale niebezpiecznie

Komisja Europejska alarmuje – aż 28 proc. polskich aut ma problemy z ogumieniem. Część Polaków kupuje opony z drugiej ręki, na giełdach lub szrotach.

Analiza Komisji Europejskiej z 2017 r. pokazuje, że średnia dla problemów z oponami wynosi dla krajów Unii Europejskiej 20 proc. W Polsce ta średnia jest wyższa – ponad jedna czwarta kierowców jeździ na oponach starych, wadliwych, niskiej jakości, źle przechowywanych lub dla oszczędności nabytych z niepewnego źródła. Opony używane mogą mieć uszkodzenia wewnętrzne, które nie ujawnią się na początku eksploatacji, ale mogą spowodować nagłą awarię i doprowadzić do wypadku.

Jak pisze serwis wyborcza.biz, oszczędność jest jednak pozorna, bo stosowanie używanych opon zamiast nowych zwiększa spalanie paliwa, a więc i tak powoduje wzrost kosztów.