Jak Amazon pracownikom radził

Jak Amazon pracownikom radził

Grudzień to tradycyjnie czas natężonej pracy w centrach logistycznych na całym świecie. W Amazonie jest ona jednak szczególnie wyczerpująca.

Agnieszka Mróz, przedstawicielka Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza w firmie Amazon mówiła dziś w TOK FM na temat upadlających warunków pracy w centrach logistycznych tego giganta. „Pracownice mówią: lepiej wstawiono by nam łóżka przy kantynie, niż żeby wożono nas do naszych miejscowości. Ktoś dzisiaj na takiej tablicy, na której pracownicy piszą swoje hasła, napisał: To nie jest peak time, ale death time” – opowiada związkowczyni (peak time to okres ogromnej zwyżki zamówień w przedsiębiorstwie).

Czas pracy w magazynach wynosi 10,5 godziny przez cztery dni w tygodniu, ale nie dotyczy to grudnia, gdy normy są wyśrubowane. Amazon potrafi w 24 godziny wysłać milion paczek.

Jak firma reaguje na uwagi pracowników i ich ogromne dostrzegalne zmęczenie? Na przykład za pomocą skierowanej do nich gazetki. Menadżerowie radzą w niej, jak przygotować się do pracy w okresie przedświątecznym. Z publikacji można się dowiedzieć, że należy kupić więcej jedzenia i magazynować je w domu, a czas wolny najlepiej przeznaczać na spanie.

[Zdjęcie: Burst; pexels.com]

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Zewnętrznie znaczy gorzej

Zewnętrznie znaczy gorzej

Autorzy raportu Ośrodka Myśli Społecznej im. Ferdynanda Lassalle’a o warunkach zatrudniania pracowników firm zewnętrznych w szpitalach publicznych przyjrzeli się tej formie pracy w 32 placówkach.

Wyniki raportu są jednoznaczne – outsourcing, czyli pozyskiwanie do wykonywania zleceń w szpitalach pracowników firm zewnętrznych (lub osób wypchniętych na przymusowe samozatrudnienie), jest niekorzystny nie tylko dla pracowników, ale i dla samych szpitali czy innych placówek, które z niego korzystają.

Stosowanie zatrudnienia zewnętrznego wynika przede wszystkim z oszczędności firm i placówek publicznych (wykonawca często wyłaniany jest na zasadzie przetargu, w którym liczy się przede wszystkim niska cena i elastyczność). Jednak same placówki w głębi duszy zdają sobie sprawę, że zleceniobiorcy zewnętrzni będą mniej zaangażowani w powierzone im zadania, co skutkuje kuriozalnymi sytuacjami – poważniejsze zlecenia i tak powierza się pracownikom etatowym placówki (np. sprzątanie sal operacyjnych i gabinetów dyrekcji powierza się osobom zatrudnionym na umowę o pracę, bo są nadzorowane przez oddział i znają odpowiednie procedury).

Salowe pracujące w ramach outsourcingu nie ukrywają, że doświadczyły wykluczenia, uprzedmiotowienia i dehumanizacji. Ich pracę nadzorują nie oddziałowe, a menedżerowie firm zewnętrznych, którzy na każdym kroku szukają oszczędności. Podczas rozmów z ankieterami salowe wskazywały, że dostają za mało środków czystości, a nawet worków na śmieci. Outsourcing wnosi do szpitala chaos, a nawet zagrożenie sanitarne – a przede wszystkim jest źródłem wyzysku.

Nie dadzą się

Nie dadzą się

Pracownicy administracyjni sądów trzeci dzień walczą o podwyżki wynagrodzeń. Ich protest jest dławiony i ograniczany.

By pracownicy administracji przerwali strajk, który polega na zbiorowym korzystaniu ze zwolnień L-4, sądy stosują różne taktyki – blokują w służbowych komputerach strony internetowe wspierających ich związków zawodowych, straszą niewypłaceniem nagród rocznych czy zatrudniają na ich miejsce studentów.

Jak pisze pulshr.pl, w niektórych placówkach na L4 przeszło ponad 80 proc. załogi. Niektóre sądy, jak w Sulęcinie, są całkowicie zamknięte. Protest ma trwać do 21 grudnia. W środę dołączyli do niego pracownicy z Sądu Okręgowego w Katowicach. Jednak nie pójdą oni na zwolnienie lekarskie, a jedynie odeszli od biurek. Wyszli wyrazić swoje niezadowolenie z plakatami w rękach. Jak twierdzą, są zastraszani, dlatego nie decydują się wziąć zwolnienia lekarskiego.

Iwona Nałęcz-Idzikowska, przewodnicząca Krajowej Rady Związku Zawodowego Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości RP przyznaje, że informacje o różnych sposobach zniechęcenia pracowników do wzięcia udziału w akcji protestacyjnej docierają do związków zawodowych z całej Polski. Wskazuje też, że kolejnym z elementów jest zastąpienie protestujących pracowników studentami, którzy do protokołowania zostają zatrudnieni na umowy zlecenie. „Są pieniądze na wypłatę im pensji, a na podwyżki dla nas nie ma” – komentuje. Przypomina też, że protest w formie masowego przechodzenia na zwolenianie lekarskie został zainicjowany oddolnie przez samych pracowników. „A leczyć się każdy może”– podkreśla przewodnicząca związku. Dodaje też, że w środę kolejni pracownicy zdecydowali się dołączyć do protestu. Na przykład w Sądzie Rejonowym w Rzeszowie na 200 pracowników na zwolnieniach przebywa już ok. 160.

„Pracownicy administracji sądowej są przemęczeni, schorowani i zestresowani. Nie wytrzymują presji psychicznej i wysiłku fizycznego. Do tego nikt im nie płaci za nadgodzinny” – mówi Justyna Przybylska, przewodnicząca Krajowego Niezależnego Związku Zawodowego Ad Rem. Jak dodała, są to osoby, które bardzo poważnie i odpowiedzialnie podchodzą do swojej pracy, które zdają sobie sprawę, że na co dzień mają do czynienia nie z teczką papierów do wypełnienia, a z trudnymi losami ludzi. „Potwierdziły to wyniki przeprowadzonego w 2015 roku badania stanu zdrowia pracowników wymiaru sprawiedliwości. Okazało się wtedy, że 58 proc. z nich mimo bardzo złego stanu zdrowia, przychodziło do pracy”.

Nadal nieprawidłowo

Nadal nieprawidłowo

Według Państwowej Inspekcji Pracy agencje zatrudnienia wciąż generują wiele nieprawidłowości.

Pomimo zmiany przepisów regulujących działanie agencji zatrudniania, nadal generują one szereg nieprawidłowości – przyznał Wiesław Łyszczek, Główny Inspektor Pracy. O sprawie informuje portal pulshr.pl, który pisze, że wśród najczęściej odnotowywanych nieprawidłowości są nieodprowadzanie składek na fundusz pracy i brak zaznaczenia w ofercie, że chodzi o pracę tymczasową. Niektóre z agencji w ogóle nie informowały marszałka województwa, że działają na jego terenie.

W 2017 i 2018 roku Państwowa Inspekcja Pracy dokonała ponad 1200 kontroli agencji zatrudnienia. W tych latach aż 56 procent kontrolowanych podmiotów nie przestrzegało przepisów, a nielegalne świadczenie usług stwierdzono w 107 podmiotach.

Mnożyć można również przykłady nieprawidłowości przy zawieraniu umów, wypłacie wynagrodzeń czy ustalaniu warunków zatrudnienia. Były również przypadki, w których firma korzystająca z usług agencji starała się wywierać nacisk, aby jedyną formą zatrudnienia był umowy cywilno-prawne.

Postulujemy doprecyzowanie zakazu zastępowania pracowników uczestniczących w strajkach, doprecyzowanie definicji tymczasowości, która musi uwzględniać obowiązującą sytuację na rynku. Konieczne jest również wprowadzenie odpowiedzialności pracodawcy, bo, niestety, nadal są przypadki wymuszania zatrudnienia na umowach cywilno-prawnych – precyzuje Lisiewski, gdy mówi o proponowanych przez PIP zmianach prawa.