Ludzie bezdomni

Ludzie bezdomni

Według raportu think tanku HRE w Polsce pod koniec 2017 r. brakowało ponad 2 mln mieszkań.

Raport pt. „Ile mieszkań brakuje w Polsce?” powstał pod patronatem UN Global Compact Network Poland. Pisze o nim portal nieruchomosci.dziennik.pl, który przytacza także kolejną informację z raportu – deficyt tanich mieszkań socjalnych dla rodzin o średnich i niskich dochodach wyniósł w 2017 r. nawet 200 tys. lokali.

W Polsce oddaje się do użytku nawet 120-180 tys. mieszkań rocznie. Liczba ta z roku na rok rośnie. Są one jednak zlokalizowane w zaledwie czterech czy pięciu województwach, w których są największe polskie aglomeracje, jak wskazano w raporcie. I najczęściej są to nowe, nietanie mieszkania na osiedlach deweloperskich.

Dużym problemem pozostaje w dalszym ciągu zapewnienie mieszkań gospodarstwom domowych o średnich i niskich dochodach, którym zarobki uniemożliwiają osiągnięcie zdolności kredytowej i zakup mieszkania. Takie osoby bez pomocy publicznej nie są w stanie samodzielnie zrealizować swoich potrzeb mieszkaniowych.

„Pomoc publiczna w tym zakresie jest niewystarczająca. Zbyt mało buduje się w systemie społecznego budownictwa czynszowego oraz spółdzielczego lokatorskiego przeznaczonego dla takich gospodarstw. Brakuje również mieszkań socjalnych. Deficyt mieszkań w tym segmencie wynosił na koniec ubiegłego roku, co najmniej 150-200 tys. mieszkań” – wskazał Michał Cebula z HRE.

[Zdjęcie: Anete Lusina; pexels.com]

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Jak Amazon pracownikom radził

Jak Amazon pracownikom radził

Grudzień to tradycyjnie czas natężonej pracy w centrach logistycznych na całym świecie. W Amazonie jest ona jednak szczególnie wyczerpująca.

Agnieszka Mróz, przedstawicielka Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza w firmie Amazon mówiła dziś w TOK FM na temat upadlających warunków pracy w centrach logistycznych tego giganta. „Pracownice mówią: lepiej wstawiono by nam łóżka przy kantynie, niż żeby wożono nas do naszych miejscowości. Ktoś dzisiaj na takiej tablicy, na której pracownicy piszą swoje hasła, napisał: To nie jest peak time, ale death time” – opowiada związkowczyni (peak time to okres ogromnej zwyżki zamówień w przedsiębiorstwie).

Czas pracy w magazynach wynosi 10,5 godziny przez cztery dni w tygodniu, ale nie dotyczy to grudnia, gdy normy są wyśrubowane. Amazon potrafi w 24 godziny wysłać milion paczek.

Jak firma reaguje na uwagi pracowników i ich ogromne dostrzegalne zmęczenie? Na przykład za pomocą skierowanej do nich gazetki. Menadżerowie radzą w niej, jak przygotować się do pracy w okresie przedświątecznym. Z publikacji można się dowiedzieć, że należy kupić więcej jedzenia i magazynować je w domu, a czas wolny najlepiej przeznaczać na spanie.

[Zdjęcie: Burst; pexels.com]

Się walczy, się ma

Się walczy, się ma

Pracownicy przemysłu związanego z grami komputerowymi i grami video zrzeszyli się w Wielkiej Brytanii w związku zawodowym. Game Workers Unite UK to pierwszy na świecie związek zawodowy w tej branży.

Pracownicy sektora gier zrzeszyli się, ponieważ zależy im na poprawie warunków zatrudnienia. Game Workers będzie przybudówką do większego związku zawodowego, Independent Workers Union of Great Britain, który podkreśla, że kwestie niepłatnych nadgodzin lub wymogu pracy ponad siły (nawet do stu godzin tygodniowo) powinny nareszcie zostać poruszone i rozwiązane. Związkowcy sprzeciwiają się także stosowaniu w branży tzw. zero hours contracts, często używanych w przypadku pracy przy testach gier lub w dziale Q&A (praca polegająca na odpowiadaniu online na zapytania klientów lub użytkowników w czasie rzeczywistym). „Zero godzin” polega na takich ustaleniach, które pozwalają pracodawcy wzywać pracowników tylko wtedy, gdy ich potrzebuje, i płacić im tylko za przepracowany czas, a nie za oczekiwanie i gotowość do pracy.

W Wielkiej Brytanii jest najwięcej w całej Europie firm zajmujących się tworzeniem gier.

Zewnętrznie znaczy gorzej

Zewnętrznie znaczy gorzej

Autorzy raportu Ośrodka Myśli Społecznej im. Ferdynanda Lassalle’a o warunkach zatrudniania pracowników firm zewnętrznych w szpitalach publicznych przyjrzeli się tej formie pracy w 32 placówkach.

Wyniki raportu są jednoznaczne – outsourcing, czyli pozyskiwanie do wykonywania zleceń w szpitalach pracowników firm zewnętrznych (lub osób wypchniętych na przymusowe samozatrudnienie), jest niekorzystny nie tylko dla pracowników, ale i dla samych szpitali czy innych placówek, które z niego korzystają.

Stosowanie zatrudnienia zewnętrznego wynika przede wszystkim z oszczędności firm i placówek publicznych (wykonawca często wyłaniany jest na zasadzie przetargu, w którym liczy się przede wszystkim niska cena i elastyczność). Jednak same placówki w głębi duszy zdają sobie sprawę, że zleceniobiorcy zewnętrzni będą mniej zaangażowani w powierzone im zadania, co skutkuje kuriozalnymi sytuacjami – poważniejsze zlecenia i tak powierza się pracownikom etatowym placówki (np. sprzątanie sal operacyjnych i gabinetów dyrekcji powierza się osobom zatrudnionym na umowę o pracę, bo są nadzorowane przez oddział i znają odpowiednie procedury).

Salowe pracujące w ramach outsourcingu nie ukrywają, że doświadczyły wykluczenia, uprzedmiotowienia i dehumanizacji. Ich pracę nadzorują nie oddziałowe, a menedżerowie firm zewnętrznych, którzy na każdym kroku szukają oszczędności. Podczas rozmów z ankieterami salowe wskazywały, że dostają za mało środków czystości, a nawet worków na śmieci. Outsourcing wnosi do szpitala chaos, a nawet zagrożenie sanitarne – a przede wszystkim jest źródłem wyzysku.