Holandia mówi dość spekulantom

Holandia mówi dość spekulantom

Władze Amsterdamu chcą skończyć z gromadzeniem w pojedynczych rękach wielu mieszkań na wynajem. Właściciel będzie musiał w lokalu mieszkać, przynajmniej przez większą część roku.

Portal miasto2077.pl informuje, że Amsterdam ma pomysł, jak obniżyć koszty mieszkania w tym najbardziej popularnym mieście kraju. Konieczność zamieszkiwania w kupionym lokalu to najlepszy sposób, by amsterdamczycy kupując mieszkania nie musieli konkurować z bogatymi inwestorami z USA czy Chin, którzy zawsze są ich w stanie przelicytować, a wcale nie chcą tam mieszkać.

Chodzi o zablokowanie możliwości kupowania mieszkań przez inwestorów liczących głównie na wzrost ich wartości. Staje się to coraz większym problemem nie tylko dla Amsterdamu, ale dla wszystkich atrakcyjnych i modnych miast w Europie. W podobnej sytuacji są na przykład Wenecja, Kopenhaga czy Barcelona. Kupowanie w nich mieszkań przez prywatnych inwestorów powoduje szybki wzrost cen nieruchomości. W efekcie, choć przedstawiciele klasy średniej z europejskich stolic są w miarę zamożni, od jakiegoś czasu nie stać ich na kupienie własnego mieszkania w tych miastach. Gorzej oczywiście przedstawia się sytuacja uboższych mieszkańców.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, nowe prawo mogłoby zostać przyjęte na początku jesieni. Nieznane są na razie wszystkie szczegóły, na przykład jak długo nowy właściciel musiałby w nim realnie mieszkać, żeby móc kiedyś je wynająć. Na całym świecie rośnie determinacja, by zacząć bronić się przed inwestorami kupującymi mieszkania w hurtowych ilościach.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Mieszkań nie ma, chociaż są

Mieszkań nie ma, chociaż są

Prawie 50 tys. lokali stoi pustych. Kolejki po mieszkania komunalne się nie zmniejszają. Co trzecia czekająca rodzina dostałaby przydział, gdyby gminy remontowały pustostany.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, kolejka oczekujących na mieszkania zamiast maleć – rośnie. Rekordowe pod tym względem jest Pomorze, gdzie na przydział lokalu socjalnego czy komunalnego trzeba czekać nawet kilkanaście lat. W Polsce brakuje mieszkań, nie tylko komunalnych. Na tysiąc mieszkańców przypada tylko 366 lokali.

W 1990 r. było w Polsce 1980,3 tys. mieszkań komunalnych, co stanowiło 16,7 proc. całego zasobu mieszkaniowego. W 2016 r. liczba takich lokali spadła do 868,5 tys. Zasoby mieszkaniowe w gminach z roku na rok maleją, a gminy rzadko inwestują w budownictwo komunalne. W zasobach gminnych pozostaje 49,5 tys. mieszkań, które stoją puste. Stanowi to ok. 41 proc. wszystkich polskich pustostanów.

„Gruntowne remonty gminnych zasobów mieszkaniowych na większą skalę były w 2016 r. podejmowane niezwykle rzadko. Spośród analizowanych 669 miast aż w 306 takie działania w ogóle nie miały miejsca, od 0 proc. do 1 proc. lokali zostało wyremontowanych gruntownie w 122 jednostkach. Znaczna część miast w ostatnich latach nie prowadziła żadnej działalności remontowej. W 2016 21,2 proc. miast nie prowadzono w ogóle prac remontowych, a remontów gruntownych nie podjęto w ogóle w 45,7 proc. ankietowanych samorządów” – czytamy w raporcie Obserwatorium Polityki Miejskiej IRMiR.

Praca, praca i jeszcze raz praca

Praca, praca i jeszcze raz praca

Połowa pracowników spędza na realizacji swoich zawodowych zobowiązań powyżej 40 godzin tygodniowo. Jednym z głównych powodów takiej presji jest brak zadowolenia z wysokości podstawowej pensji.

Portal pulshr.pl opisuje coroczne badania przeprowadzone przez firmę Hays Poland. Raport „Nowa era motywacji” maluje dość przygnębiający obraz pracy i wolnego czasu Polaków. „Na taki stan rzeczy wpływa w dużej mierze środowisko pracy wymagające wykonywania obowiązków służbowych podczas choroby, urlopu oraz w nadgodzinach. Dlatego też wśród aspektów, których poprawa miałaby największy wpływ na ulepszenie równowagi, zatrudnieni wymieniają rozwiązania pracy elastycznej, czas dojazdu oraz godziny pracy” – mówi Agnieszka Czarnecka z Hays Poland.

Jak podaje firma, średnio połowa pracowników spędza na realizacji swoich zawodowych zobowiązań powyżej 40 godzin tygodniowo. Zaczynają oni odczuwać przeciążenie związane z nadmiarem obowiązków. Presja, jaką sobie narzucają, wynika często z braku satysfakcji z pensji, a dążenie do wyższych dochodów jest jednym z głównych powodów pracy po godzinach.

Przeciążenie nakładem pracy oraz brak czasu negatywnie przekłada się na samopoczucie oraz relacje z innymi. Bliskie relacje utrzymujemy przeciętnie z 2-3 osobami. Niekoniecznie jednak dbamy o nie w szczególny sposób. Tej niewielkiej liczbie bliskich Polacy poświęcają mało czasu – partnerom życiowym średnio 6 godzin tygodniowo, a dzieciom tylko 9 godzin tygodniowo.

Presja zadań odbija się też na zdrowiu. Z raportu wynika, iż najczęściej odczuwamy bóle pleców, głowy, karku oraz mięśni. Im większy stres, tym więcej dolegliwości. Wśród najbardziej uciążliwych Polacy wymieniają kłopoty ze snem oraz przewlekłe zmęczenie.

Aż 34 proc. osób pracujących w nadgodzinach robi to pod presją swoich przełożonych. Większość doświadcza też dużych zaburzeń w niemal wszystkich ważnych sferach życia, jak chociażby bezpieczeństwo finansowe, relacje z innymi, zdrowie oraz rozwój osobisty.

Chory jak pracownik

Chory jak pracownik

Medicover Polska po raz piąty przygotował raport prezentujący stan zdrowia pracujących Polaków. Wynika z niego, że najwięcej problemów zdrowotnych mają osoby pracujące w systemie zmianowym.

Raport „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2013-2017” powstał na podstawie badania stanu zdrowia prawie 300 tysięcy pracowników w wieku 18-67 lat, z czego 30 proc. stanowiła grupa wiekowa 30-39 lat. Eksperci podzielili ich na pięć grup zawodowych, uwzględniając charakter wykonywanej przez nich pracy: pracowników produkcji pracujących w systemie zmianowym, pracowników produkcji bez pracy zmianowej, pracowników biurowych, pracowników mobilnych oraz decyzyjnych. Okazało się, że pracownicy produkcji pracujący zmianowo chorują najczęściej.

Autorzy raportu wskazują, że wśród wszystkich grup zawodowych najpowszechniejszym problemem zdrowotnym jest nieprawidłowe BMI. Prawidłowe wartości wskaźnika masy ciała BMI ma mniej niż połowa przebadanych przez Medicover pracowników. Dwie na trzy kobiety oraz tylko jeden na trzech mężczyzn mają prawidłowe wartości BMI. Większość ma nadwagę lub otyłość. Nieprawidłowe ciśnienie tętnicze stwierdzono u 30 proc. pracowników produkcji zmianowej. 34 proc. badanych osób zgłaszało się do lekarza z powodu infekcji układu oddechowego, głównie w sezonie jesienno-zimowym. Są to najczęściej infekcje górnych dróg oddechowych. 20 proc. pracowników zgłasza się do lekarza z powodu przewlekłej choroby układu ruchu. Najczęściej występujące to bóle pleców, choroba zwyrodnieniowa kręgosłupa oraz choroby zwyrodnieniowe stawów.
Z kolei 14 proc. osób zgłasza się do lekarza z powodu chorób układu pokarmowego, 11 proc. z powodu chorób układu krążenia – głównie nadciśnienia tętniczego, a 10 proc. z powodu urazu lub zatrucia.

Intensywny tryb pracy nie sprzyja zdrowemu odżywianiu. Codzienny stres prowadzi do problemów ze snem, przez co organizm jest zmęczony i domaga się więcej kalorii, z których może wyprodukować energię. Praca po godzinach często powoduje też brak czasu na aktywność fizyczną i zdrowe odżywianie.

Jak wynika z danych WHO, przeciętny europejski pracownik opuszcza od 10 do nawet 50 dni pracy w celu leczenia schorzeń wynikających z otyłości.