Niewolnicy za zachodnią granicą

Niewolnicy za zachodnią granicą

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych uruchamia punkt konsultacyjny dla opiekunek i opiekunów osób starszych delegowanych do Niemiec. Związek uważa, że ich sytuacja zawodowa jest zła i często przypomina nawet niewolnictwo.

Szczególnie narażone na złe warunki pracy są opiekunki oddelegowane do pracy w Niemczech, które w ramach skomplikowanego modelu zatrudnienia (w większości przypadków zatrudnione przez polskie agencje na podstawie umowy zlecenia przekazywane są agencji niemieckiej, która wysyła je do pracy do rodzin w Niemczech) borykają się nie tylko niskimi zarobkami, ale również brakiem kontaktu i wsparcia ze strony pracodawców.

Przyjeżdżający ze wschodu opiekunowie i opiekunki często zamieszkują z osobami, którymi się zajmują, wobec czego są w pracy właściwie całą dobę. Nie istnieją dokładne dane o liczbie opiekunów osób starszych w Niemczech, szacuje się jednak, że w tym kraju pracuje około 300 tys. tego rodzaju opiekunów, z czego większość z nich stanowią obywatele Polski.

15 kwietnia 2019 r. Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych uruchamiło punkt konsultacyjny dla opiekunów i opiekunek osób starszych delegowanych do pracy do Niemiec. Biuro powstało w ramach realizacji dwuletniego projektu współfinansowanego przez Komisję Europejską: „Sprawiedliwe warunki pracy: Dostęp do sprawiedliwych warunków pracy dla pracowników delegowanych poprzez udzielanie informacji i współpracy w wybranych sektorach”.

Punkt konsultacyjny opiekunek osób starszych delegowanych do Niemiec, mieści się w siedzibie OPZZ ul. Kopernika 36/40 00-924 Warszawa. Porad udziela dr Adam Rogalewski, specjalista w tematyce opieki, który wspierał pracownice i pracowników sektora opieki w Szwajcarii. Z Adamem Rogalewskim można kontaktować się za pomocą poczty elektronicznej (opieka@opzz.org.pl), telefonicznie od numerem 0048 572 249 473 oraz osobiście w siedzibie OPZZ.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kolejny strajk na horyzoncie?

Kolejny strajk na horyzoncie?

Nauczyciele nadal protestują, a tymczasem do strajku przygotowuje się pomoc społeczna. Związkowcy właśnie rozpoczęli zbieranie deklaracji przyłączenia się do ogólnopolskiego strajku sektora.

Protest pracowników pomocy społecznej trwa już od jesieni. Na razie jego uczestnicy wybierali nieinwazyjne metody protestu. To jednak ma się zmienić. Planowane jest wejście w spory zbiorowe w placówkach pomocy społecznej. Na końcu tej drogi jest zaś strajk.

Jak przypomina na swojej stronie internetowej Polska Federacja Związkowa Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej od października 2018 r. trwa ogólnopolski protest pracowników pomocy społecznej.

„Jest on odpowiedzią na wieloletnie zaniedbania w sferze pomocy społecznej, ale także na trwające lekceważenie i ignorowanie naszych postulatów przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Nasze nieinwazyjne metody protestu – pikieta w Warszawie, Czarny Tydzień w Pomocy Społecznej oraz pozostałe, były wydarzeniami bez precedensu w historii polskiej pomocy społecznej. Nigdy dotąd tak wielu z nas, z tak ogromnym zaangażowaniem nie wystąpiło w obronie prawa do godnego wynagrodzenia, właściwych warunków pracy oraz profesjonalnego pomagania” – czytamy w komunikacie. Jego autorzy stwierdzają, że nadeszła pora, by potwierdzić determinację, upór i konsekwencję w walce o oczekiwane zmiany w pomocy społecznej.

„Niezbędna jest masowość działań protestacyjnych, którą może zapewnić solidarny udział w akcji wszystkich związków zawodowych działających w pomocy społecznej, ale przede wszystkim gotowość i udział osób niezrzeszonych w żadnej organizacji związkowej” – piszą działacze przygotowujący strajk. „Przykład strajkujących nauczycieli pokazał, że ok. 400 tys. pracowników oświaty nie należących do żadnego związku zawodowego, ale z pomocą związków zawodowych może doprowadzić do największego strajku tej grupy zawodowej. Nasz sprawdzian przed nami. Teraz albo nigdy” – nawołują związkowcy.

[Zdjęcie: rmf24.pl]

Niski czynsz prawem

Niski czynsz prawem

Co dziesiąty Europejczyk płaci zbyt dużo za czynsz. Inicjatywa obywatelska chce to zmienić, ale potrzebuje poparcia miliona osób.

Obywatele krajów Unii Europejskiej mogą podpisywać się pod inicjatywą sprzeciwiającą się horrendalnym czynszom. – „Nie możemy zostawić Europy rynkom finansowym i liberałom gospodarczym” – mówi Reiner Wild z Niemieckiego Związku Lokatorów. Stowarzyszenie to razem z DGB, niemiecką organizacją zrzeszającą związki zawodowe, popiera inicjatywę obywatelską sprzeciwiającą się wygórowanym czynszom.

Inicjatywa ma rok na zebranie co najmniej miliona podpisów Europejczyków z przynajmniej siedmiu krajów UE. W samych Niemczech podpis musi złożyć minimum 72 tys. osób. Jeśli inicjatorzy do 18 marca 2020 r. zyskają poparcie miliona osób, ich żądaniami będą musiały zająć się Komisja Europejska i Parlament Europejski. Ta pierwsza musi wtedy zaproponować sposób realizacji postulatów.

„W całej Europie spekuluje się w niewyobrażalny sposób prawem człowieka do mieszkania” – mówi rzeczniczka inicjatywy obywatelskiej, Austriaczka Karin Zauner-Lohmeyer. „W efekcie opłaty za mieszkania za bardzo obciążają mieszkańców UE, zmuszają ich do opuszczania miast, a w najgorszym przypadku stają się przyczyną bezdomności. Europa znalazła się w głębokim kryzysie mieszkaniowym” – podkreśla.

Według danych Eurostatu ok. 52 mln Europejczyków (czyli 10,4 proc.) płaci zbyt wysoki czynsz. Na opłaty związane z mieszkaniem przeznaczają ponad 40 proc. swoich dochodów. W Polsce ta sytuacja w przypadku wynajmu mieszkań wygląda jeszcze gorzej.

Petycję można podpisać tutaj.

Życie w komunikacji

Życie w komunikacji

Z badań wynika, że pracownicy nie chcą spędzać życia na dojazdach do pracy. Nawet 30 minut dojazdu do pracy (w jedną stronę) daje nam rocznie łącznie ok. 240 godzin spędzonych w autobusie bądź w samochodzie.

Jak podaje brytyjskie Office of National Statistics i Boston Brigham and Women’s Hospital, długie dojazdy do pracy zmniejszają zarówno poziom zadowolenia z pracy, jak i z życia, a dodatkowo są męczące, co skutkuje zmniejszeniem efektywności i produktywności.

Zanim osiągniemy wiek emerytalny, spędzimy na dojazdach ponad rok i dwa miesiące.
Według danych CBOSu spędzamy w pracy średnio 44 godziny tygodniowo – a to sprawia, że coraz silniej odczuwamy potrzebę minimalizowania czasu spędzanego na dojazdach.