W rękach garstki

W rękach garstki

Połowa ziemi w Anglii jest własnością mniej niż jednego procenta ludności tego kraju – pisze „The Guardian”.

Brytyjski dziennik powołuje się na dane z książki Guy’a Shrubsole’a „Who Owns England?”, która opisuje kwestię własności gruntów w Anglii. Autor zebrał dane, zgodnie z którymi w rękach około 25 tysięcy właścicieli ziemskich znajduje się ponad połowa angielskich gruntów. Są to zazwyczaj przedstawiciele arystokracji i właściciele firm.

Kilka tysięcy osób posiada „znacznie więcej niż cała środkowa Anglia razem wzięta”, jak pisze Shrubsole. Dodaje, że w takim razie własność angielskiej ziemi jest silnie skoncentrowana w rękach wąskiej elity arystokratycznej i finansowej.

„Dramatyczna koncentracja własności ziemi jest przypomnieniem, że nasz kraj jest dla nielicznych, a nie dla wielu – mówi poseł Partii Pracy i minister spraw wewnętrznych w gabinecie cieni Jon Trickett. „To jest po prostu nie w porządku. Arystokratyczne rodziny, które są właścicielami tych samych terenów przez wieki oraz korporacje wywierają większy wpływ na lokalne sąsiedztwa – zarówno jeśli chodzi o obszary miejskie, jak i wiejskie – niż ludzie, którzy tam mieszkają” – dodaje Trickett.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Transport do zmiany

Transport do zmiany

Z najnowszego raportu Obserwatorium Polityki Miejskiej Instytutu Rozwoju Miast i Regionów wynika, że polskie systemy transportu publicznego zazwyczaj nie rozwiązują lokalnych problemów komunikacyjnych.

Autorzy opracowania zwracają uwagę, że rosnąca popularność samochodów, a także problemy finansowe samorządów zachęciły część miast do ograniczenia roli transportu zbiorowego i do inwestycji wyłącznie w infrastrukturę samochodową. W efekcie w mniejszych miastach nieraz całkowicie likwidowano tę formę komunikacji, zaś w innych doszło do skracania niektórych tras lub zmniejszania częstotliwości kursów. Rezultatem jest mniejsza dostępność usług publicznych dla mieszkańców mniejszych ośrodków i obszarów wiejskich wokół nich.

Miastami o największej intensywności wykorzystania linii miejskich są Warszawa, Białystok i Bydgoszcz. W większych ośrodkach transport publiczny pozwala odciążyć układ drogowy z samochodów – ale tylko tam.

Jak podkreślają autorzy raportu, w ostatnich dekadach zwiększyły się zarówno odległości pomiędzy miejscem zamieszkania, pracy i zaspokajania innych podstawowych potrzeb, jak też zakres aktywności podejmowanych przez mieszkańców. To wszystko – jak stwierdzają – generuje dodatkowe potrzeby związane z przemieszczaniem się w przestrzeni zurbanizowanej. Malejąca gęstość zaludnienia w obszarach centralnych i rosnące rozproszenie ludności na peryferiach czynią dotychczasowy system coraz mniej efektywnym. Poziom dostępności transportu się zmniejsza. Wskutek chaotycznej i skokowej suburbanizacji obszary nowej zabudowy lokalizowane są często w miejscach bez dostępu do transportu publicznego. „W efekcie nowi mieszkańcy takich obszarów skazani są na korzystanie z samochodu. W ciągu pierwszego ćwierćwiecza po upadku żelaznej kurtyny bezwzględna liczba zarejestrowanych pojazdów zwiększyła się w Polsce niemal czterokrotnie. W wielu polskich miastach liczba samochodów jest już większa niż w podobnych wielkościowo ośrodkach w Europie Zachodniej. Popełnionych błędów w tym zakresie w zasadzie nie można już cofnąć ani łatwo naprawić” – czytamy w opracowaniu.

Jednocześnie już w 15 miastach Polski funkcjonuje całkowicie bezpłatna komunikacja publiczna. Jednak najczęstszym rozwiązaniem jest przyznanie uprawnień do korzystania z bezpłatnych przejazdów wybranych grupom społecznym, np. uczniom lub osobom starszym.

Jak pisze Portal Samorządowy, oceniając miejską politykę w dziedzinie komunikacji publicznej autorzy raportu mówią wręcz o hipokryzji. „Patrząc na politykę transportową przez pryzmat dokumentów strategicznych przyjmowanych przez polskie miasta, można zauważyć trend do redefiniowania priorytetów w zakresie wspieranych form mobilności miejskiej. Niestety realne decyzje inwestycyjne czy organizacyjne nierzadko pozostają w jawnej sprzeczności z celami zapisanymi na papierze” – komentują.

Autorzy opracowania zwracają uwagę, że tak naprawdę niewiele wiadomo o lokalnych systemach transportowych. Dzieje się tak, ponieważ wiele mniejszych ośrodków w ogóle nie prowadzi monitoringu w tym zakresie, zaś te większe prowadzą badania ruchu lub preferencji transportowych, wykorzystując własną unikalną metodologię, co uniemożliwia jakiekolwiek porównania.

[Zdjęcie: Tomasz Chmielewski]

Niewolnicy za zachodnią granicą

Niewolnicy za zachodnią granicą

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych uruchamia punkt konsultacyjny dla opiekunek i opiekunów osób starszych delegowanych do Niemiec. Związek uważa, że ich sytuacja zawodowa jest zła i często przypomina nawet niewolnictwo.

Szczególnie narażone na złe warunki pracy są opiekunki oddelegowane do pracy w Niemczech, które w ramach skomplikowanego modelu zatrudnienia (w większości przypadków zatrudnione przez polskie agencje na podstawie umowy zlecenia przekazywane są agencji niemieckiej, która wysyła je do pracy do rodzin w Niemczech) borykają się nie tylko niskimi zarobkami, ale również brakiem kontaktu i wsparcia ze strony pracodawców.

Przyjeżdżający ze wschodu opiekunowie i opiekunki często zamieszkują z osobami, którymi się zajmują, wobec czego są w pracy właściwie całą dobę. Nie istnieją dokładne dane o liczbie opiekunów osób starszych w Niemczech, szacuje się jednak, że w tym kraju pracuje około 300 tys. tego rodzaju opiekunów, z czego większość z nich stanowią obywatele Polski.

15 kwietnia 2019 r. Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych uruchamiło punkt konsultacyjny dla opiekunów i opiekunek osób starszych delegowanych do pracy do Niemiec. Biuro powstało w ramach realizacji dwuletniego projektu współfinansowanego przez Komisję Europejską: „Sprawiedliwe warunki pracy: Dostęp do sprawiedliwych warunków pracy dla pracowników delegowanych poprzez udzielanie informacji i współpracy w wybranych sektorach”.

Punkt konsultacyjny opiekunek osób starszych delegowanych do Niemiec, mieści się w siedzibie OPZZ ul. Kopernika 36/40 00-924 Warszawa. Porad udziela dr Adam Rogalewski, specjalista w tematyce opieki, który wspierał pracownice i pracowników sektora opieki w Szwajcarii. Z Adamem Rogalewskim można kontaktować się za pomocą poczty elektronicznej (opieka@opzz.org.pl), telefonicznie od numerem 0048 572 249 473 oraz osobiście w siedzibie OPZZ.

Kolejny strajk na horyzoncie?

Kolejny strajk na horyzoncie?

Nauczyciele nadal protestują, a tymczasem do strajku przygotowuje się pomoc społeczna. Związkowcy właśnie rozpoczęli zbieranie deklaracji przyłączenia się do ogólnopolskiego strajku sektora.

Protest pracowników pomocy społecznej trwa już od jesieni. Na razie jego uczestnicy wybierali nieinwazyjne metody protestu. To jednak ma się zmienić. Planowane jest wejście w spory zbiorowe w placówkach pomocy społecznej. Na końcu tej drogi jest zaś strajk.

Jak przypomina na swojej stronie internetowej Polska Federacja Związkowa Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej od października 2018 r. trwa ogólnopolski protest pracowników pomocy społecznej.

„Jest on odpowiedzią na wieloletnie zaniedbania w sferze pomocy społecznej, ale także na trwające lekceważenie i ignorowanie naszych postulatów przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Nasze nieinwazyjne metody protestu – pikieta w Warszawie, Czarny Tydzień w Pomocy Społecznej oraz pozostałe, były wydarzeniami bez precedensu w historii polskiej pomocy społecznej. Nigdy dotąd tak wielu z nas, z tak ogromnym zaangażowaniem nie wystąpiło w obronie prawa do godnego wynagrodzenia, właściwych warunków pracy oraz profesjonalnego pomagania” – czytamy w komunikacie. Jego autorzy stwierdzają, że nadeszła pora, by potwierdzić determinację, upór i konsekwencję w walce o oczekiwane zmiany w pomocy społecznej.

„Niezbędna jest masowość działań protestacyjnych, którą może zapewnić solidarny udział w akcji wszystkich związków zawodowych działających w pomocy społecznej, ale przede wszystkim gotowość i udział osób niezrzeszonych w żadnej organizacji związkowej” – piszą działacze przygotowujący strajk. „Przykład strajkujących nauczycieli pokazał, że ok. 400 tys. pracowników oświaty nie należących do żadnego związku zawodowego, ale z pomocą związków zawodowych może doprowadzić do największego strajku tej grupy zawodowej. Nasz sprawdzian przed nami. Teraz albo nigdy” – nawołują związkowcy.

[Zdjęcie: rmf24.pl]