Uciekamy z prowincji

Uciekamy z prowincji

Decyzja młodych ludzi o wyjeździe na studia to często pierwszy krok do migracji na stałe do dużych metropolii. Tracą na tym małe i średnie miasta.

Postępujący drenaż małych i średnich miast przez większe ośrodki, którego pierwszym etapem jest właśnie wybór miejsca studiów, pokazują badania prowadzone przez prof. Romualda Jończego z Katedry Ekonomii i Badań nad Rozwojem Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Wynika z nich, że o ile w przypadku nastoletnich wrocławian i mieszkańców pozostałych miast województwa dolnośląskiego ponad 80 proc. zamierza studiować w stolicy regionu, to w sąsiednim województwie opolskim taką chęć deklaruje niespełna 20 proc. pytanej młodzieży. Ponad połowa chce na studia wyjechać do Wrocławia, mniej więcej co dziesiąty planuje postawić na Poznań, Kraków, Katowice, Łódź lub Warszawę. Badania prowadzone w woj. opolskim pokazały, że ok. 1/3 ankietowanych planuje zamieszkać w rodzinnej miejscowości, niespełna 13 proc. w innej miejscowości regionu, ale ponad 1/3 nie widzi dla siebie miejsca w województwie.

Pytany o wyniki tych badań prof. Jończy nie pozostawia złudzeń – podobny drenaż występuje również w przypadku innych dużych ośrodków (np. Poznania czy Warszawy). Wszystkie one rosną kosztem nie tylko obszarów wiejskich czy małych miast, ale też ośrodków średniej wielkości. W przypadku niektórych małych czy średnich miast od 70 do nawet 93 proc. maturzystów wyjeżdża do dużych ośrodków regionalnych. Ta migracja ma charakter definitywny, a studia są tylko jej pierwszym etapem – mówi profesor.

Im większe mamy peryferie, tym mniejszy jest tam udział miejsc pracy dla osób wysoko wykształconych oraz dla kobiet. Upowszechniając studia wyższe, zwiększyliśmy aspiracje, ale zarazem nie stworzyliśmy w miejscu pochodzenia tych ludzi możliwości podjęcia przez nich pracy zawodowej. To powoduje, że jeśli ktoś kończy studia i ma wysokie wykształcenie, to – nawet jeśli początkowo nie zamierzał wyjeżdżać – staje się bardziej skłonny do wyjazdu. Masowy dostęp do kształcenia wyższego jest czynnikiem, który nasilił drenaż ludzi z peryferii do dużych centrów – tłumaczy Jończy.

Z przeprowadzonych przez Instytut badań wynika, że na decyzję o pozostaniu w mieście studiów wpływają przede wszystkim wysokie zarobki, atrakcyjny rynek pracy i możliwości dalszego rozwoju.

Skutki tych migracji mogą być dla mniejszych ośrodków katastrofalne. Utrata tak znacznej części młodej populacji w uderza w lokalną gospodarkę, boleśnie uszczupla dochody gmin, a także przynosi sporo problemów społecznych. Jak podkreśla prof. Jończy, walkę o zatrzymanie młodych ludzi w macierzystych miejscowościach należy rozpoczynać znacznie szybciej niż się to dziś czyni – zanim wejdą oni w wiek najbardziej sprzyjający wyjazdowi, tzn. między 19. a 30. rokiem życia (czyli między ukończeniem szkoły ponadgimnazjalnej a urodzeniem pierwszego dziecka). Jeśli już pozwoli im się wyjechać i zakorzenić gdzie indziej, to o ściągnięcie ich z powrotem w rodzinne strony będzie już dużo trudniej.

[Zdjęcie: Tomasz Chmielewski]

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

O lepsze jutro

O lepsze jutro

Fizjoterapeuci w całym kraju rozpoczęli protest pod hasłem „Maj bez fizjoterapeuty”. Domagają się podwyżek, dostępu do szkoleń i odpowiedniej wyceny świadczeń fizjoterapeutycznych. Dziś, 15 maja, sparaliżowali swoją nieobecnością pracę dwóch placówek.

Mowa o Górnośląskim Centrum Rehabilitacji „Repty” w Tarnowskich Górach i w Uzdrowisku Goczałkowice-Zdrój. W „Reptach” do pracy nie przyszło w środę ok. 100 osób ze 130-osobowej grupy fizjoterapeutów. W ramach protestu masowo korzystali ze zwolnień lekarskich lub urlopów na żądanie.

Jak informuje Ogólnopolski Związek Zawodowy Pracowników Fizjoterapii, fizjoterapeuta po studiach magisterskich zarabia 1,6-1,8 tys. zł netto.

Niedobrze z dziećmi

Niedobrze z dziećmi

Liczba dzieci żyjących w skrajnym ubóstwie przekroczyła w Wielkiej Brytanii 3,7 miliona.

Jak donosi portal independent.co.uk, na przestrzeni roku liczba ta wzrosła o ponad 200 tysięcy, by łącznie sięgnąć 3,7 miliona. Jest to wzrost po niewielkim spadku, jaki notowano od 2012 r. Politycy dwoją się i troją, by to wyjaśnić, bowiem do tej pory wzrost we wskaźnikach ubóstwa relatywnego tłumaczyli tym, że nie jest tak źle, skoro spada poziom ubóstwa skrajnego. Tymczasem oba wskaźniki ostatnio rosną.

Główne przyczyny takiego stanu rzeczy to cięcia w zasiłkach i wsparciu socjalnym. Uderzyły one szczególnie mocno w rodziny z więcej niż dwójką dzieci. Co interesujące, liczba dzieci wzrastających w biedzie zwiększa się w rodzinach, których członkowie pracują, pomimo niskiego bezrobocia i wysokiego poziomu zatrudnienia. Powód? Gospodarka niskich płac i kilkuletnie zamrożenie dodatków na dzieci, przy rosnących kosztach życia.

Badania Resolution Foundation wskazują, że skrajnie ubogich dzieci będzie coraz więcej, jeśli rząd brytyjski nie zrobi czegoś, by pomóc rodzinom. Rekordowo wysokie wskaźniki mają być odnotowane w latach 2023-24.

Pirat nie poszaleje

Pirat nie poszaleje

Chociaż Polacy często łamią ograniczenia prędkości w ruchu drogowym, coraz więcej osób sygnalizuje policji obecność w ruchu piratów drogowych lub brak OC u innych osób.

Rośnie liczba sygnalistów informujących o sytuacjach wpływających na bezpieczeństwo na polskich drogach – podaje Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. W 2018 r. trafiło do niego ponad 4500 zgłoszeń od osób prywatnych o podejrzeniu braku ubezpieczenia OC u innego właściciela pojazdu. Polacy coraz mniej akceptują jazdę nieubezpieczonym autem. Z badań opinii publicznej przeprowadzonych przez UFG wynika, że niechętna takiemu zachowaniu na drodze jest blisko jedna czwarta Polaków i liczba ta uległa podwojeniu w ciągu ostatnich sześciu lat.

Jak informuje portal wyborcza.biz.pl, zmienia się podejście Polaków do łamania przepisów drogowych. Coraz mniej akceptujemy takie zachowania i upowszechniają się działania, które do niedawna uważane były za donosicielstwo. Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG), do którego zadań należy m.in. kontrola, czy posiadacze aut kupują obowiązkowe polisy OC, podał, że z roku na rok o jedną piątą wzrosła liczba zgłoszeń o podejrzeniach, że inny kierowca nie ma polisy OC.

Także policja zwraca uwagę na zmianę nastrojów wśród kierowców i na zmianę podejścia do piratów. Notuje ona rekordową popularność akcji „Stop agresji drogowej”, w ramach której kierowcy wysyłają filmy o niebezpiecznych sytuacjach na drogach. W 2018 roku przesłali ich ponad 16 tys., czyli o połowę więcej niż rok wcześniej.

Z listy dziesięciu negatywnych zachowań drogowych najbardziej nieakceptowane są: kierowanie pojazdem pod wpływem alkoholu, przekraczanie dozwolonej prędkości oraz jazda na czerwonym świetle. Poruszanie się po drogach pojazdem bez ważnej polisy OC jest na szóstym miejscu tej listy.

W polskim społeczeństwie przez lata panowało przekonanie, że czymś niestosownym jest informowanie o naruszeniach przepisów prawa przez innych kierowców – mówi Hubert Stoklas, wiceprezes Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. – To się jednak zmienia. Coraz więcej osób nie traktuje już tego jako denuncjacji, ale jako postawę obywatelską mającą na celu poprawę bezpieczeństwa na drogach.