Nowe nie pójdzie do kosza

Nowe nie pójdzie do kosza

Jako pierwszy kraj na świecie Francja chce zabronić sprzedawcom niszczenia niesprzedanej odzieży, kosmetyków i elektroniki.

Jak informuje „The Telegraph”, Francja zabroniła już supermarketom wyrzucania niesprzedanej żywności i zmusiła je do przekazywania jedzenia instytucjom dobroczynnym. Teraz premier Francji Edouard Philippe chce pójść dalej i zabronić producentom i sieciom handlowym wyrzucania niesprzedanej odzieży, kosmetyków i elektroniki. Na śmietnik trafiają tam niesprzedane towary warte nawet 650 mln euro.

Producenci i handlarze zamiast na składowiska odpadów, mieliby niesprzedane towary oddawać instytucjom dobroczynnym lub do przetworzenia. Nowe przepisy mają przejść przez parlament w lipcu, a wejść w życie mogą, zależnie od branży, w 2021 lub 2023 r.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Niemiec śmiał się, jak sprzedawał?

Niemiec śmiał się, jak sprzedawał?

Niemieckie serwisy internetowe udzielają porad jak sprzedać m.in. do Polski poważnie uszkodzone i niespełniające tamtejszych norm emisji spalin samochody. Według statystyk SAMAR w pierwszym kwartale 2019 roku do Polski sprowadzono 241 663 pojazdów z zagranicy. Pojazdy z Niemiec stanowią blisko 58 proc. importu.

Jak donosi serwis biznes.interia.pl, sprawdzenie historii pojazdu importowanego do Polski z Niemiec jest obecnie niemożliwe. Numer VIN traktowany jest w Niemczech jako dana osobowa i jest zastrzeżony. W związku z tym dostęp do tych informacji jest niemożliwy. Jest to tym bardziej zaskakujące, że inne europejskie kraje, takie jak np. Polska, Belgia czy Holandia udostępniają dane dotyczące historii pojazdu.

Zatajając historię pojazdu, Niemcy pozbywają się z kraju powypadkowych i przestarzałych technologicznie pojazdów. Trafiają one głównie do Afryki, na południe i wschód Europy. Polska również jest na liście odbiorców uszkodzonych i przestarzałych pojazdów z Niemiec.

W Niemczech eksport samochodów kwitnie, ponieważ pojazd z uszkodzoną skrzynią biegów lub uszkodzonym silnikiem według tamtejszych przepisów nie kwalifikuje się nawet do kontroli TÜV czy DEKRA – instytucji czuwających nad dopuszczeniem pojazdów do ruchu. Kwalifikowane są one jako niebezpieczne i otrzymują zakaz ponownego wprowadzenia do ruchu drogowego. W związku z tym niemiecki właściciel pojazdu ma kosztowny problem. Rozwiązaniem dla niego jest sprzedaż pojazdu za granic – mówi Agnieszka Celejowska, ekspertka Autobazy.

Do Polski trafiają głównie pojazdy niespełniające niemieckich norm dotyczących limitów zanieczyszczeń powietrza. Ubezpieczenie takich pojazdów jest kosztowne i nieopłacalne dla tamtejszych kierowców. W związku z tym pojazd ciężko jest sprzedać na krajowym rynku, trafia on więc na eksport.

Mamy prawo do transportu

Mamy prawo do transportu

Zdesperowani mieszkańcy Raszówki zablokowali wczoraj tory w proteście przeciwko faktowi, że pociągi przywróconej po latach relacji Wrocław-Lubin nie będą zatrzymywały się po drodze ani w ich wsi, ani w żadnej innej miejscowości. Triumfalny przejazd pociągu z notablami został odwołany z powodu blokady.

Od niedzieli ruszają po wyremontowanej linii kolejowej połączenia między Lubinem a Wrocławiem przez Legnicę. Niestety, nie dla wszystkich jest to radosna wiadomość – siedem tysięcy mieszkańców wiosek położonych przy tej linii będzie mogło tylko popatrzeć na przejeżdżające składy. Na ich świeżo wyremontowanych przystankach pociągi się nie zatrzymają. Mieszkańcy postanowili zaprotestować.

W Rzeszotarach i Raszówce mieszkańcy przyszli na bezużyteczne stacje kolejowe, by przywitać pociąg, który miał wieźć oficjeli na koncert w Lubinie, zorganizowany właśnie z okazji ponownego uruchomienia linii kolejowej. O ile mieszkańcy Rzeszotar ograniczyli protest do terenu peronu, o tyle ludzie z Raszówki wykazali się większą odwagą i desperacją – tłumnie zablokowali tory. Część z nich spacerowała tam i z powrotem, część stała z transparentami. Założeniem mieszkańców było maksymalne opóźnienie przejazdu specjalnego pociągu i zademonstrowanie podróżującym nim politykom swojego sprzeciwu wobec wykluczenia ich wiosek z transportu kolejowego. Po godzinie 19:00 przy przejeździe było już ok. 200 osób: dorosłych, młodzieży a nawet dzieci.

Policja zażądała od protestujących opuszczenia przejazdu informując, że w razie nie wykonania polecenia zastosowane zostaną środki przymusu. Po kilku minutach funkcjonariusze przystąpili do spisywania nazwisk protestujących. Jednego z nich doprowadzono do radiowozu, gdyż odmawiał podania danych.

Przejazd VIP-oskiego pociągu został odwołany. Do protestujących przyjechał Tymoteusz Myrda, wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego, odpowiedzialny za transport. Nieudolnie próbował wyjaśnić mieszkańcom, dlaczego pociągi nie będą zatrzymywały się na małych stacjach. Został wyśmiany. Po rozmowie zobowiązał się skierować w poniedziałek pismo do PLK o jak najszybsze wprowadzenie zmian do rozkładu polegających na uwzględnieniu wsi na trasie na liście przystanków.

Ucywilizować przewozy

Ucywilizować przewozy

Zgodnie z nowelizacją przepisów ustawy o transporcie drogowym Uber i Bolt mają zostać objęte nowymi obowiązkami. Przewóz osób będzie mógł być prowadzony jedynie przez kierowców z licencją taksówkarską i w oznakowanych samochodach.

We wtorek prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o transporcie drogowym. Przewoźnicy będą traktowani na równi z korporacjami taksówkowymi. Konieczne będzie zdobycie licencji od Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Zdaniem rządu regulacje mają zlikwidować szarą strefę i poprawić bezpieczeństwo pasażerów.

Jak czytamy na stronie prezydent.pl, celem nowelizacji jest „wprowadzenie jednakowych dla wszystkich przedsiębiorców warunków prowadzenia pośrednictwa przy przewozie osób, zapewniając uczciwą i równą konkurencję, bezpieczeństwo pasażerów oraz skuteczną kontrolę prawidłowości wykonywania tego rodzaju działalności gospodarczej”.

Nowelizacja ustawy zakłada jednocześnie szereg niepokojących liberalizacji: wobec przedsiębiorców ubiegających się o licencję w zakresie przewozu osób taksówką zniesiono obowiązek posiadania zaświadczenia o ukończeniu szkolenia w zakresie transportu drogowego taksówką, potwierdzonego zdanym egzaminem potwierdzającym znajomość topografii miejscowości oraz przepisów prawa miejscowego, przez przedsiębiorcę osobiście wykonującego przewozy lub kierowcę przez niego zatrudnionego. Należy zatem posiadać licencję taksówkarską, ale niekonieczny będzie odpowiedni egzamin. Nowelizacja rozprawia się więc z nielegalną konkurencją, ale nie przykłada wagi do jakości świadczonych usług przewozowych.