Cztery dni zamiast pięciu

Cztery dni zamiast pięciu

Europejczycy chcą pracować krócej – cztery dni w tygodniu. Pomysł najmniej podoba się… Polakom.

Raport „The Workforce View in Europe 2019″ przygotowany został przez ADP na podstawie opinii 10 tys. pracowników z Francji, Hiszpanii, Holandii, Niemiec, Polski, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii oraz Włoch. Ankietowani pytani byli o swoje aktualne środowisko pracy oraz oczekiwania co do przyszłości. Najbardziej entuzjastyczni wobec czterodniowego tygodnia pracy są Hiszpanie. Prawie dwie trzecie z nich (63 proc.) twierdzi, że jest to ich wymarzony system” – czytamy w Pulsie Biznesu.

Najmniej chętnie do takiej koncepcji podchodzą Polacy. Przez cztery, a nie pięć dni, chciałoby pracować jedynie 38 proc. naszych rodaków.

Osoby, które deklarowały chęć skrócenia tygodnia pracy, były w stanie pogodzić się ze zmniejszeniem wynagrodzenia za pracę.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nowe nie pójdzie do kosza

Nowe nie pójdzie do kosza

Jako pierwszy kraj na świecie Francja chce zabronić sprzedawcom niszczenia niesprzedanej odzieży, kosmetyków i elektroniki.

Jak informuje „The Telegraph”, Francja zabroniła już supermarketom wyrzucania niesprzedanej żywności i zmusiła je do przekazywania jedzenia instytucjom dobroczynnym. Teraz premier Francji Edouard Philippe chce pójść dalej i zabronić producentom i sieciom handlowym wyrzucania niesprzedanej odzieży, kosmetyków i elektroniki. Na śmietnik trafiają tam niesprzedane towary warte nawet 650 mln euro.

Producenci i handlarze zamiast na składowiska odpadów, mieliby niesprzedane towary oddawać instytucjom dobroczynnym lub do przetworzenia. Nowe przepisy mają przejść przez parlament w lipcu, a wejść w życie mogą, zależnie od branży, w 2021 lub 2023 r.

Sucho w kranach

Sucho w kranach

Kilka dni upałów i wynikające z tego zwiększone zapotrzebowanie na wodę spowodowało, że w niektórych gminach wystosowano apele o oszczędne korzystanie z wody. Spada ciśnienie w sieci wodociągowej.

W niektórych gminach zapotrzebowanie na wodę wzrosło w ostatnich dniach nawet o 100 proc. Podlewanie, napełnianie basenów, mycie aut powoduje, że spada ciśnienie w sieci. Braki wody mogą być odczuwalne szczególnie w mniejszych ośrodkach. W dużych miastach sieci są przystosowane do zwiększonego poboru.

Jak informuje Portal Samorządowy, w piątek w Skierniewicach zabrakło wody w kranach. Sytuacja w mieście jest na tyle poważna, że prezydent miasta powołał sztab kryzysowy. Kłopoty są spowodowane upałem i większym niż zwykle poborem wody przez mieszkańców. Wstrzymano przepływ wody do wszystkich ogródków działkowych. Miasto apeluje, aby nie podlewać trawników, nie myć samochodów i nie napełniać przydomowych basenów – a zużycie wody ograniczyć tylko do celów spożywczo-sanitarnych. Według władz miasta normalny pobór wody w mieście wynosi około 6 tys. metrów sześciennych w ciągu doby. W kilku ostatnich dniach wzrósł do ok. 12 tys. metrów sześciennych, a możliwości Zakładu Wodociągów i Kanalizacji sięgają maksymalnie 8,5 tys. metrów sześciennych.

Skierniewice to nie jedyna gmina, gdzie w ostatnich dniach wystąpiły problemy z wodą. Spółka wodna z wielkopolskiego Dopiewa zaapelowała właśnie, by maksymalnie ograniczyć podlewanie ogródków. Mieszkańcy Dopiewa narzekają, że ciśnienie wody jest zbyt niskie, by wziąć prysznic. W Białogardzie opublikowano apel Regionalnych Wodociągów i Kanalizacji z prośbą do wszystkich mieszkańców regionu, by oszczędnie korzystali z wody.

Wójt Dobroszyc Artur Ciosek wydał z kolei zakaz „korzystania z wody pochodzącej z gminnych wodociągów do innych celów niż socjalno-bytowe”.

Niemiec śmiał się, jak sprzedawał?

Niemiec śmiał się, jak sprzedawał?

Niemieckie serwisy internetowe udzielają porad jak sprzedać m.in. do Polski poważnie uszkodzone i niespełniające tamtejszych norm emisji spalin samochody. Według statystyk SAMAR w pierwszym kwartale 2019 roku do Polski sprowadzono 241 663 pojazdów z zagranicy. Pojazdy z Niemiec stanowią blisko 58 proc. importu.

Jak donosi serwis biznes.interia.pl, sprawdzenie historii pojazdu importowanego do Polski z Niemiec jest obecnie niemożliwe. Numer VIN traktowany jest w Niemczech jako dana osobowa i jest zastrzeżony. W związku z tym dostęp do tych informacji jest niemożliwy. Jest to tym bardziej zaskakujące, że inne europejskie kraje, takie jak np. Polska, Belgia czy Holandia udostępniają dane dotyczące historii pojazdu.

Zatajając historię pojazdu, Niemcy pozbywają się z kraju powypadkowych i przestarzałych technologicznie pojazdów. Trafiają one głównie do Afryki, na południe i wschód Europy. Polska również jest na liście odbiorców uszkodzonych i przestarzałych pojazdów z Niemiec.

W Niemczech eksport samochodów kwitnie, ponieważ pojazd z uszkodzoną skrzynią biegów lub uszkodzonym silnikiem według tamtejszych przepisów nie kwalifikuje się nawet do kontroli TÜV czy DEKRA – instytucji czuwających nad dopuszczeniem pojazdów do ruchu. Kwalifikowane są one jako niebezpieczne i otrzymują zakaz ponownego wprowadzenia do ruchu drogowego. W związku z tym niemiecki właściciel pojazdu ma kosztowny problem. Rozwiązaniem dla niego jest sprzedaż pojazdu za granic – mówi Agnieszka Celejowska, ekspertka Autobazy.

Do Polski trafiają głównie pojazdy niespełniające niemieckich norm dotyczących limitów zanieczyszczeń powietrza. Ubezpieczenie takich pojazdów jest kosztowne i nieopłacalne dla tamtejszych kierowców. W związku z tym pojazd ciężko jest sprzedać na krajowym rynku, trafia on więc na eksport.