Zmierzch świetności

Zmierzch świetności

Huta Częstochowa, kiedyś zakład utrzymujący miasto, jest zagrożona upadłością likwidacyjną. Hutnicy są na urlopach lub mają tzw. postojowe. OPZZ apeluje do rządu o nacjonalizację zakładu. Może go też uratować brytyjski inwestor, który jednak ma za sobą marną przeszłość, jeśli chodzi o wyciąganie fabryk z kłopotów.

ISD Huta Częstochowa może upaść. Przedsiębiorstwo jest zadłużone, w maju wstrzymano produkcję. Od 1 do 30 czerwca wprowadzono przerwy w pracy. W lipcu prawdopodobnie będzie podobnie.

W zakładzie jest zatrudnionych 1235 osób. Ich sytuacja jest dramatyczna – tylko 159 z nich pracuje przy bieżących obowiązkach, ponieważ wstrzymano prace walcowni. Reszta hutników jest na postojowym za dużo mniejsze pieniądze. Obawiają się o wysokość wypłaty, którą otrzymają 10 lipca.

Zarząd ISD Polska, (od 2005 roku właścicielem huty jest Związek Przemysłowy Donbasu (ISD) ) prowadzi rozmowy z bankami wierzycielami – PKO SA (większościowy wierzyciel) i PKO BP. Związkowcy napisali list do banków z prośbą o przyspieszenie decyzji, które pozwolą wznowić produkcję i uchronić miejsca pracy. Jest jeden chętny do kupienia częstochowskiej firmy – Greybull Capital LLP. Jak mówią związkowcy, ten potencjalny inwestor jest gotowy na bieżąco wyłożyć 15 mln dolarów na płace hutników. Banki wyraziły na to zgodę. Inwestor ma jednak złą prasę, jeśli chodzi o utrzymanie płynności finansowej zakładów po ich początkowym dokapitalizowaniu.

Walcownia może produkować milion ton blachy rocznie. Ale po upadku przemysłu stoczniowego w Polsce, który był głównym odbiorcą produkcji z częstochowskiej huty, trudno było znaleźć kontrahenta. Związkowcy proponują, aby huta produkowała stal dla przemysłu zbrojeniowego.

Jednym z powodów tragicznej kondycji Huty jest zalew taniej stali spoza Unii Europejskiej, której producenci nie muszą ponosić rosnących opłat emisyjnych.

 Częstochowskie skrzydło Partii Razem popiera starania związków o nacjonalizację. Oto fragment listu do rządu RP: Popieramy apel związków zawodowych oraz Rady Powiatowej OPZZ Częstochowa do Rządu RP o nacjonalizację Huty Częstochowa. Uważamy, że państwo polskie musi wziąć odpowiedzialność za sytuację zakładu. Losu tysięcy ludzi nie możemy zawierzać inwestorowi z Wielkiej Brytanii, któremu nie udało się już kilka inwestycji w przemysł stalowy. Regułą jest, że „ratowane” przez niego przedsiębiorstwa szybko tracą płynność i w następstwie popadają w stan likwidacji.
Huta jest jednym z większych zakładów pracy w mieście i regionie. Zakład zatrudnia 1235 osób, które boją się, że 10 lipca nie dostaną wypłat. To jednak nie wszyscy – łącznie z hutą związanych jest prawie 5 tys. osób, które w różnych firmach świadczą usługi na jej rzecz oraz rodziny pracowników. Są to często ludzie, którzy poświęcili całe swoje życie dla pracy w tym właśnie zakładzie, a teraz zostają pozostawieni sami sobie, bez źródła utrzymania. Taką sytuację mieliśmy już w latach 90-tych na Śląsku i w Wałbrzychu, gdzie przez nieprzemyślaną likwidację tysięcy miejsc pracy w górnictwie, całe społeczności pozostawiono na bruku. Nie pozwólmy, by to samo spotkało Częstochowę.

[Zdjęcie: portal Życie Częstochowy]

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

500 czy mniej?

500 czy mniej?

Obiecane przez rząd świadczenie będzie wynosiło do 500 zł miesięcznie, a jego wysokość będzie zależna od innych otrzymywanych przez osobę świadczeń.

Obiecane przez premiera Morawieckiego w maju świadczenie będzie przyznawane osobom niezdolnym do samodzielnej egzystencji oraz posiadającym orzeczenie o całkowitej niezdolności do pracy, które mają ustalone prawo do świadczenia, np. emerytury, renty, renty socjalnej, zasiłku stałego, czy innego wskazanego w projekcie ustawy, a które otrzymują łącznie nie więcej niż 1600 złotych.

Autorzy projektu proponują, by świadczenie dla osób całkowicie niezdolnych do pracy i niezdolnych do samodzielnej egzystencji przysługiwało w wysokości do 500 zł miesięcznie, w zależności od wysokości pobieranego przez osoby uprawnione świadczenia. Jednocześnie łączna kwota świadczenia dla osoby niezdolnej do samodzielnej egzystencji oraz pobieranego świadczenia z systemu emerytalno-rentowego (lub innego w ramach zabezpieczenia społecznego) nie będzie mogła przekraczać łącznej kwoty 1600 zł. W sytuacji, gdy osoba z niepełnosprawnością przestanie pobierać świadczenia z systemu emerytalno-rentowego lub gdy renta lub emerytura wzrosną powyżej 1600 zł, to utraci ona prawo do nowego świadczenia. Trudno zatem mówić o bezwarunkowej „pięćsetce” dla osób niepełnosprawnych.

Świadczenie ma być przyznawane na podstawie decyzji wydanej przez odpowiedni organ emerytalno-rentowy (np. Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, Zakład Emerytalno-Rentowy) na wniosek osoby uprawnionej. Nie będzie od niego pobierana składka na ubezpieczenie zdrowotne, będzie wolne od egzekucji i potrąceń, jak również nie będzie uwzględniane w dochodzie osób i ich rodzin przy ustaleniu prawa do niektórych świadczeń pieniężnych przysługujących na podstawie innych ustaw. Przepisy miałyby wejść w życie 1 września 2019 r.

Wenecja broni się przed turystami

Wenecja broni się przed turystami

Od stycznia 2020 r. osoby wjeżdżające na jeden dzień do Wenecji, by ją zwiedzać, będą płaciły od kilku do 10 euro. Miasto chce w ten sposób walczyć z hałasem i zalewem śmieci. Tłok w mieście przekracza jego możliwości.

Obowiązkowa opłata za wstęp i wjazd do Wenecji wejdzie w życie nie, jak planowano, od 1 września, ale w styczniu przyszłego roku – zdecydowała w poniedziałek rada miasta. Przesunięcie terminu jest związane z logistycznym rozplanowaniem zmiany. Kwota za wjazd do miasta będzie pobierana np. w pociągach.

Płacić będą oczywiście nie tylko turyści”jednodniowi”. Goście hoteli i pensjonatów wnoszą obowiązującą w całym kraju opłatę turystyczną za każdą dobę noclegową.

Celem tej nowej opłaty ma być w założeniu władz ograniczenie masowego napływu turystów na jednodniowe zwiedzanie, bo to ich jest najwięcej nad Canal Grande i to ta grupa zwiedzających, w tym pasażerów wielkich statków wycieczkowych, jest główną przyczyną tłoku w mieście

Przedszkole dla wybranych?

Przedszkole dla wybranych?

Najwyższa Izba Kontroli odwiedziła przedszkola w polskich gminach i sporządziła raport. Rozmawiała także z rodzicami dzieci. Wyniki badań nie są wesołe.

W niemal połowie gmin objętych kontrolą NIK były problemy z dostępnością opieki przedszkolnej. Liczba wniosków o przyjęcie dzieci przekraczała liczbę dostępnych miejsc o średnio 30-60%. Prawie ⅓ dzieci nie dostała się do wybranego przedszkola, z czego niemal wszystkie to trzy- i czterolatki. W części gmin rodzicom nie wskazywano alternatywnych placówek albo proponowano takie, które były nieatrakcyjne np. ze względu na ich lokalizację lub godziny pracy rodziców dzieci.

Poziom upowszechnienia wychowania przedszkolnego, szczególnie w odniesieniu do dzieci w wieku trzech i czterech lat, nie osiągnął jednak w roku szkolnym 2017/2018 poziomu zaplanowanego w dokumentach krajowych, tj. 90% dla dzieci czteroletnich i 83% dla trzyletnich. Od roku szkolnego 2017/2018 każda gmina ma obowiązek zapewnić możliwość korzystania z wychowania przedszkolnego dzieciom w wieku od trzech do sześciu lat, zamieszkałych na jej obszarze i zgłoszonym podczas postępowania rekrutacyjnego. Jednak tylko w 17 z 30 skontrolowanych gmin nadano odpowiedni priorytet temu zadaniu, tj. prowadzono tam bieżące analizy zapotrzebowania na miejsca w placówkach, uwzględniające liczbę dzieci kontynuujących wychowanie przedszkolne oraz liczbę dzieci trzy- i czteroletnich, których rodzice mogą dopiero ubiegać się o objęcie ich taką opieką, zmiany wynikające np. z reformy oświatowej oraz podejmowano adekwatne do wyników tych analiz działania. W konsekwencji w prawie połowie gmin objętych kontrolą  (14 z 30 objętych kontrolą NIK) nie zapewniono pełnej dostępności opieki przedszkolnej. Było to niezgodne z art. 31 ust. 8 i 9 ustawy – Prawo oświatowe.  W tamtejszych samorządowych przedszkolach, oddziałach przedszkolnych w szkołach i innych formach wychowania przedszkolnego przygotowano miejsca dla najwyżej 80% dzieci, w tym w niektórych gminach zaledwie dla 23%-60% uprawnionych dzieci. Liczba złożonych wniosków o przyjęcie dziecka do przedszkoli w gminach tych była większa (średnio o 30%-60%) od liczby dostępnych miejsc.

W prawie połowie gmin, gdzie najwięcej dzieci nie dostało się do wybranych placówek, nie zapewniono części z nich innych odpowiednich miejsc. W sześciu gminach, w których zabrakło miejsc w przedszkolach zapewniających dziesięciogodzinną opiekę, wskazywano nieprzyjętym do nich dzieciom trzyletnim miejsca w oddziałach przedszkolnych w szkołach podstawowych o pięciogodzinnym czasie pracy. Dodatkową trudnością dla rodziców mogła być konieczność dowożenia dzieci do odległych placówek w innych sołectwach (nawet do 22 km).

Gminy przyjmowały kryteria rekrutacji, które w ocenie NIK nie służyły realizacji potrzeb dziecka i jego rodziny, a także naruszały zasadę równego dostępu do wychowania przedszkolnego. Kryteria te obejmowały np.: wiek dzieci, deklarowany czas pobytu w przedszkolu, czy też nie uwzględniały sytuacji dzieci wychowywanych przez samotnych rodziców. Na przykład w części gmin więcej punktów uzyskiwały dzieci pięcio- i sześcioletnie, w innych liczba przydzielonych punktów zależała od zadeklarowanych przez rodziców godzin pobytu przez dziecko w placówce. Prowadziło to do sytuacji, w której rodzice deklarowali dłuższy pobyt w przedszkolu tylko po to, by uzyskać więcej punktów w procesie rekrutacji.

W gminach, w których brakowało miejsc w przedszkolach zdarzały się sytuacje niezapewnienia odpowiednich warunków jej realizacji. Dochodziło do przekroczenia liczebności grup przedszkolnych (dziewięć gmin) lub niezapewnienia opieki przedszkolnej w odpowiednim wymiarze czasowym (po zakończeniu zajęć w oddziale przedszkolnym małe dzieci przebywały w świetlicach szkolnych). W pięciu z tych gmin rodzice nie mogli posyłać swoich dzieci do przedszkola w czasie wakacji.  Problemem dla większości gmin było także zapewnienie opieki dzieciom z alergiami i chorującym na przewlekłe schorzenia, wymagające ciągłej kontroli i podawania leków.

Na zlecenie NIK przeprowadzono badanie opinii publicznej. Wzięło w nim udział 800 rodziców (z całej Polski), których dzieci korzystały przez co najmniej rok z opieki przedszkolnej w latach szkolnych 2016/2017-2018/2019. W opinii 27% rodziców objętych badaniem proces rekrutacji do placówek wychowania przedszkolnego i informowania o jego wynikach, nie był w pełni jasny i przejrzysty. Tylko połowa badanych była świadoma, że gmina ma obowiązek zapewnić miejsce w przedszkolu wszystkim dzieciom. Dla rodziców biorących udział w badaniu najważniejsze czynniki decydujące o wyborze przedszkola obejmowały: odległość do placówki, jakość oferowanej opieki oraz dostosowanie czasu pracy do potrzeb rodziców. Większość respondentów nie była w pełni zadowolona z wyposażenia przedszkoli oraz z zakresu czasowego oferowanej opieki (w tym braku możliwości korzystania z opieki przedszkolnej także w czasie wakacji). Duża grupa rodziców (16%) ubolewała, że przedszkola nie zapewniały odpowiednich warunków dla dzieci ze specyficznymi potrzebami zdrowotnymi, wynikającymi przede wszystkim z alergii i chorób przewlekłych.