Zerowy PIT dla młodych

Zerowy PIT dla młodych

Na początku lipcu rząd przyjął zapowiadany od dawna PIT 0 dla podatników poniżej 26. roku życia. Obejmie on pracujących na umowach o pracę i zleceniach. Nadal opodatkowane będą umowy o dzieło i samozatrudnienie.

Jak informuje portal wyborcza.biz, osoby, które mają mniej niż 26 lat już od 1 sierpnia br. będą zwolnione z płacenia podatku PIT. Zwolnienie ma jednak granice: przysługuje do maksymalnej kwoty 85 528 zł rocznie. Kto w ciągu roku zarobi więcej, zapłaci podatek od nadwyżki. W 2019 roku, z racji faktu, że rozwiązanie wejdzie w życie 1 sierpnia br., limit będzie niższy i wyniesie 35 637 zł.

Według szacunków z rozwiązania skorzysta ok. 2 mln osób. Ci, którzy pracują za niskie stawki (a to zdecydowana większość młodych), zaoszczędzą ok. 100 zł netto miesięcznie. Pracującym w dochodowych branżach zostanie w kieszeni nawet 300 zł miesięcznie, czyli 4 tysiące w skali roku.

Zerowy PIT uszczupli za to przychody samorządów – na braku wpływów od młodych osób stracą część środków, które zasilały ich budżet.

Przeciwko nowemu rozwiązaniu głosowała w czwartek tylko czwórka posłów, m.in. Ryszard Petru.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Koniec berlińskich spekulacji

Koniec berlińskich spekulacji

Miasto Berlin zamroziło stawki czynszów, by zapobiec drożyźnie na rynku wynajmu mieszkań.

Sprawę opisuje portal miasto2077.pl, który donosi, że blokada stawek ma obowiązywać przez kolejne pięć lat. Chociaż Berlin jest relatywnie tanim miejscem do życia, to koszty najmu już niekoniecznie – sięgają okolic 900 euro za kawalerkę. To nie są najwyższe ceny w Europie, ale stawki są podbijane przez branżę IT i startuperów. W stolicy Niemiec 85 proc. mieszkańców żyje w wynajętych mieszkaniach, które wcześniej zgromadziły duże fundusze nieruchomościowe, takie jak Deutsche Wohnen (tylko ta jedna instytucja posiada 110 tys. z 1,9 mln wszystkich stołecznych lokali).

Berliński senat już w styczniu zdecydował się wkroczyć na rynek mieszkaniowy. Nie chodzi tylko o budowę nowych domów, ale także o skup mieszkań na rynku, który zaczął się już na początku roku – burmistrz Michael Müller obiecał, że stworzy komunalny pakiet 50 tys. lokali.

Według nowego prawa nie tylko nie będzie można podwyższać wysokich już stawek, ale te, które zostaną uznane za zbyt wyśrubowane, będą musiały zostać zredukowane poniżej poziomu ustalonego przez ratusz.

Zmierzch świetności

Zmierzch świetności

Huta Częstochowa, kiedyś zakład utrzymujący miasto, jest zagrożona upadłością likwidacyjną. Hutnicy są na urlopach lub mają tzw. postojowe. OPZZ apeluje do rządu o nacjonalizację zakładu. Może go też uratować brytyjski inwestor, który jednak ma za sobą marną przeszłość, jeśli chodzi o wyciąganie fabryk z kłopotów.

ISD Huta Częstochowa może upaść. Przedsiębiorstwo jest zadłużone, w maju wstrzymano produkcję. Od 1 do 30 czerwca wprowadzono przerwy w pracy. W lipcu prawdopodobnie będzie podobnie.

W zakładzie jest zatrudnionych 1235 osób. Ich sytuacja jest dramatyczna – tylko 159 z nich pracuje przy bieżących obowiązkach, ponieważ wstrzymano prace walcowni. Reszta hutników jest na postojowym za dużo mniejsze pieniądze. Obawiają się o wysokość wypłaty, którą otrzymają 10 lipca.

Zarząd ISD Polska, (od 2005 roku właścicielem huty jest Związek Przemysłowy Donbasu (ISD) ) prowadzi rozmowy z bankami wierzycielami – PKO SA (większościowy wierzyciel) i PKO BP. Związkowcy napisali list do banków z prośbą o przyspieszenie decyzji, które pozwolą wznowić produkcję i uchronić miejsca pracy. Jest jeden chętny do kupienia częstochowskiej firmy – Greybull Capital LLP. Jak mówią związkowcy, ten potencjalny inwestor jest gotowy na bieżąco wyłożyć 15 mln dolarów na płace hutników. Banki wyraziły na to zgodę. Inwestor ma jednak złą prasę, jeśli chodzi o utrzymanie płynności finansowej zakładów po ich początkowym dokapitalizowaniu.

Walcownia może produkować milion ton blachy rocznie. Ale po upadku przemysłu stoczniowego w Polsce, który był głównym odbiorcą produkcji z częstochowskiej huty, trudno było znaleźć kontrahenta. Związkowcy proponują, aby huta produkowała stal dla przemysłu zbrojeniowego.

Jednym z powodów tragicznej kondycji Huty jest zalew taniej stali spoza Unii Europejskiej, której producenci nie muszą ponosić rosnących opłat emisyjnych.

 Częstochowskie skrzydło Partii Razem popiera starania związków o nacjonalizację. Oto fragment listu do rządu RP: Popieramy apel związków zawodowych oraz Rady Powiatowej OPZZ Częstochowa do Rządu RP o nacjonalizację Huty Częstochowa. Uważamy, że państwo polskie musi wziąć odpowiedzialność za sytuację zakładu. Losu tysięcy ludzi nie możemy zawierzać inwestorowi z Wielkiej Brytanii, któremu nie udało się już kilka inwestycji w przemysł stalowy. Regułą jest, że „ratowane” przez niego przedsiębiorstwa szybko tracą płynność i w następstwie popadają w stan likwidacji.
Huta jest jednym z większych zakładów pracy w mieście i regionie. Zakład zatrudnia 1235 osób, które boją się, że 10 lipca nie dostaną wypłat. To jednak nie wszyscy – łącznie z hutą związanych jest prawie 5 tys. osób, które w różnych firmach świadczą usługi na jej rzecz oraz rodziny pracowników. Są to często ludzie, którzy poświęcili całe swoje życie dla pracy w tym właśnie zakładzie, a teraz zostają pozostawieni sami sobie, bez źródła utrzymania. Taką sytuację mieliśmy już w latach 90-tych na Śląsku i w Wałbrzychu, gdzie przez nieprzemyślaną likwidację tysięcy miejsc pracy w górnictwie, całe społeczności pozostawiono na bruku. Nie pozwólmy, by to samo spotkało Częstochowę.

[Zdjęcie: portal Życie Częstochowy]

500 czy mniej?

500 czy mniej?

Obiecane przez rząd świadczenie będzie wynosiło do 500 zł miesięcznie, a jego wysokość będzie zależna od innych otrzymywanych przez osobę świadczeń.

Obiecane przez premiera Morawieckiego w maju świadczenie będzie przyznawane osobom niezdolnym do samodzielnej egzystencji oraz posiadającym orzeczenie o całkowitej niezdolności do pracy, które mają ustalone prawo do świadczenia, np. emerytury, renty, renty socjalnej, zasiłku stałego, czy innego wskazanego w projekcie ustawy, a które otrzymują łącznie nie więcej niż 1600 złotych.

Autorzy projektu proponują, by świadczenie dla osób całkowicie niezdolnych do pracy i niezdolnych do samodzielnej egzystencji przysługiwało w wysokości do 500 zł miesięcznie, w zależności od wysokości pobieranego przez osoby uprawnione świadczenia. Jednocześnie łączna kwota świadczenia dla osoby niezdolnej do samodzielnej egzystencji oraz pobieranego świadczenia z systemu emerytalno-rentowego (lub innego w ramach zabezpieczenia społecznego) nie będzie mogła przekraczać łącznej kwoty 1600 zł. W sytuacji, gdy osoba z niepełnosprawnością przestanie pobierać świadczenia z systemu emerytalno-rentowego lub gdy renta lub emerytura wzrosną powyżej 1600 zł, to utraci ona prawo do nowego świadczenia. Trudno zatem mówić o bezwarunkowej „pięćsetce” dla osób niepełnosprawnych.

Świadczenie ma być przyznawane na podstawie decyzji wydanej przez odpowiedni organ emerytalno-rentowy (np. Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, Zakład Emerytalno-Rentowy) na wniosek osoby uprawnionej. Nie będzie od niego pobierana składka na ubezpieczenie zdrowotne, będzie wolne od egzekucji i potrąceń, jak również nie będzie uwzględniane w dochodzie osób i ich rodzin przy ustaleniu prawa do niektórych świadczeń pieniężnych przysługujących na podstawie innych ustaw. Przepisy miałyby wejść w życie 1 września 2019 r.