Polak nigdy nie odpoczywa

Polak nigdy nie odpoczywa

Z badania firmy Michael Page „Życie w Pracy” wynika, że w czasie urlopu pracuje niemal połowa Polaków (48 proc.), a wielu z nas nie rozstaje się ze służbowym komputerem czy telefonem.

Jak informuje Puls Biznesu, ankieta przeprowadzona przez tę firmę pokazała, że zatrudnieni nie mogą nawet na kilka dni zniknąć z radaru pracodawcy. 65 proc. respondentów oceniło, iż muszą być w kontakcie z pracą, bo wymaga tego jej specyfika, a ponad 42 proc. przyznało, że czuje się zobligowane do tego wobec swojego pracodawcy.

Z drugiej jednak strony większość badanych (61 proc.) uważa, że ciągłe zaangażowanie w pracę, co ułatwiają telefony i laptopy, ma negatywny wpływ na równowagę życiową.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Walka o hutę

Walka o hutę

Związki zawodowe działające w hucie ArcelorMittal żądają od władz koncernu metalurgicznego wycofania decyzji o wstrzymaniu pracy wielkiego pieca. Grożą protestem.

Walka o niewygaszanie pieca w dawnej hucie im. Sendzimira w Krakowie trwa od kilku miesięcy. Ma on zostać wygaszony już we wrześniu. Związkowy z huty podjęli szereg działań w obronie zakładu pracy. Ich efektem było między innymi wprowadzenie ustawy o refundacji części cen energii elektrycznej dla przemysłu energochłonnego. Związkowcy zwracają też uwagę, że dzięki ich naciskom trwają rozmowy przedstawicieli rządu i ArcelorMittal.

Niestety, nie możemy dostrzec żadnych działań ze strony zarządu ArcelorMittal Poland oraz dyrekcji ArcelorMittal, które doprowadziłyby do wycofania się z decyzji o wstrzymaniu pracy wielkiego pieca i stalowni krakowskiej huty” – piszą związkowcy w liście do prezesa Geerta Verbeecka . – „W dalszym ciągu nie otrzymaliśmy żadnych informacji ilu pracowników pozostanie na dotychczasowych miejscach pracy, ilu pracowników będzie zatrudnionych na innych stanowiskach pracy, ile osób i na jak długo będzie musiało skorzystać z postojowego”. Hutnicy twierdzą, że przekazywane im informacje są bardzo ogólne i nie zawierają żadnych konkretnych rozwiązań.

Związkowcy nie kryją, że taka sytuacja powoduje narastanie frustracji wśród pracowników i wzywają do wycofania się z decyzji o wstrzymaniu pracy wielkiego pieca oraz stalowni. Domagają się zorganizowania spotkania, na którym można by wyjaśnić wszystkie wątpliwości. Grożą,że jeśli w ciągu dwóch tygodni nie będzie „satysfakcjonującej pracowników odpowiedzi, organizacje związkowe będą zmuszone do podjęcia bardziej radykalnych rozwiązań w obronie miejsc pracy”. Związkowcy nie precyzują,co zrobią,ale zapowiadają, że w najbliższym czasie zostanie zorganizowana akcja protestacyjna hutników.

O sprawie pisaliśmy w maju tutaj: https://nowyobywatel.pl/2019/05/08/nie-dadza-wygasic/

Bezdomny nie znaczy gorszy

Bezdomny nie znaczy gorszy

Przed budynkiem krakowskiego magistratu zebrało się w akcie protestu kilkadziesiąt osób bezdomnych oraz działaczy organizacji pozarządowych.

Akcja była pokłosiem skandalicznych wypowiedzi jednego z krakowskich radnych, Łukasza Wantucha. Polityk chciał piętnować osoby w kryzysie bezdomności, zgłaszając poprawki do uchwały o ich dożywianiu, polegające na uzależnieniu zjedzenia przez osobę bezdomną posiłku od pracy na rzecz miasta i odbycia raz w tygodniu kąpieli. Sugerował też, że osoby bezdomne powinny zniknąć z krakowskich Plant, ponieważ szpecą krajobraz turystom.

„Jest Pan potworem, Panie Wantuch”. Takie między innymi hasła padały w środę na sali sesyjnej Rady Miasta Krakowa z widowni. Wykrzykiwało je kilkadziesiąt osób bezdomnych i aktywistów, którzy im pomagają.

Chciałem Panu spojrzeć w oczy. Pan jest bez empatii. Pan nie ma serca, bo Pan po prostu traktuje ludzi jak zwierzęta – mówił podczas sesji Rady Miasta pan Tomasz, który na ulicy spędził 3 lata życia.

Chciałam oddać głos tym, których Pan Radny bardzo skrzywdził swoimi wpisami na Facebooku. Uważam, że to jest niegodne, żeby człowiek z wyższym wykształceniem, reprezentujący miasto, wybrany w wolnych wyborach w ten sposób wypowiadał się o osobach najbardziej pokrzywdzonych, o osobach ubogich – mówi Adrianna Porowska, członkini Rady Społecznej przy Rzeczniku Praw Obywatelskich oraz ​dyrektorka Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej.

Po fali krytyki, także ze strony innych radnych, poprawki Łukasza Wantucha zostały ostatecznie odrzucone.

Być pieszym to walczyć o życie?

Być pieszym to walczyć o życie?

Ministerstwo Infrastruktury ujawniło wreszcie ukrywany od kilku miesięcy przed opinią publiczną zatrważający raport. Wynika z niego, że tylko jeden na dziesięciu kierowców nie przekracza dozwolonej prędkości w rejonie przejść dla pieszych.

Dane mówią same za siebie i nie potrzebują nawet komentarza, bo są jednoznaczne: prawie wszyscy kierowcy jeżdżą w pobliżu przejść dla pieszych za szybko. W terenie zabudowanym aż 85 procent, a poza nim nawet 90. Raport pod tytułem „Badanie zachowań pieszych i relacji pieszy-kierowca wrzesień-grudzień 2018” przeprowadzili na zlecenie Ministerstwa Infrastruktury naukowcy z Instytutu Transportu Samochodowego. Wyniki okazały się tak zatrważające, że zostały na jakiś czas utajnione. O publikację raportu walczyli m.in. aktywiści miejscy.

W Polsce od trzech lat rośnie liczba pieszych zabijanych na przejściach. W ubiegłym roku w wypadkach na zebrach zginęło 271 osób. W sumie we wszystkich wypadkach drogowych zginęło 803 pieszych, a całkowita liczba ofiar śmiertelnych to 2862 osób. Prawie osiem osób każdego dnia. W przeliczeniu na milion mieszkańców to jeden z najgorszych wyników w UE. Jeszcze gorzej wypadamy, jeśli przeliczymy liczbę ofiar śmiertelnych na miliard przejechanych kilometrów. Tutaj jesteśmy na ostatnim miejscu ze wskaźnikiem 14,6 przy unijnej średniej 5,8.

Jeździmy zdecydowanie za szybko. – Pomiary terenowe prędkości pojazdów wykazały, że w obszarach o dopuszczalnej prędkości 50 km/h, czyli w obszarach zlokalizowanych w miastach i małych miejscowościach, ok. 85 proc. zbadanych kierowców przekracza dozwoloną prędkość, a poza obszarami zabudowanymi o dopuszczalnej prędkości 70 km/h, aż 90 proc. zbadanych kierowców przekracza dozwolony limit prędkości – czytamy w dokumencie.

A właśnie prędkość jest dla bezpieczeństwa kluczowa. Pieszy, jako niechroniony uczestnik ruchu, ma nawet 50 procent szans na przeżycie starcia z samochodem jadącym nie szybciej niż 50 km/h. Zwiększenie tej prędkości tylko o 20 km/h redukuje te szanse praktycznie do zera. Natomiast przy prędkości 30 km/h przeżyć zderzenie może nawet 90 procent pieszych.

Ciekawe natomiast są wnioski dotyczące zachowań pieszych. Przeczą one powtarzanym od lat stereotypom o „zapatrzonych w smartfony i piszących wiadomości”. Okazało się, że z telefonami w rękach chodzi jedynie 5 procent pieszych. A tylko jeden procent cokolwiek w tym czasie pisze. – Nie stwierdzono znacznych problemów związanych z nieprawidłowymi zachowaniami pieszych. Co prawda 7 proc. zbadanych pieszych przekraczało jezdnię na czerwonym świetle, ale takie zachowanie w większości przypadków wystąpiło przy bardzo niesprzyjających warunkach dla pieszych, np. przy długim czasie oczekiwania na zielone światło przy jednoczesnym braku pojazdów. Nieznaczna grupa pieszych rozmawiała przez telefony komórkowe (5 proc.), pisała wiadomości tekstowe (1 proc.) czy słuchała muzyki (1 proc.). Przechodzenie w miejscach niedozwolonych (8 proc.) występowało przede wszystkim na ulicach osiedlowych o małych natężeniach ruchu pojazdów – czytamy w raporcie.