Polskie wybrzeże zagrożone dewastacją

Polskie wybrzeże zagrożone dewastacją

Najwyższa izba Kontroli alarmuje – organy administracji morskiej nie współpracują z samorządami. Przepisy porządkowe nie są ujednolicane ani egzekwowane, a wydmy i klify ulegają dewastacji.

Coraz więcej inwestycji powstaje przy samych plażach, na krawędziach klifów czy wałach wydm. Gminy prześcigają się w pomysłach zagospodarowania tych terenów. Rozległe zejścia na plażę i tarasy widokowe, utwardzone ścieżki rowerowe na koronie wydmy czy klifu to tylko niektóre przykłady nowych inwestycji. Niestety rozwój turystyki często nie uwzględnia ochrony nadmorskiej przyrody, przez co nieuchronnie prowadzi do jej dewastacji – stwierdza Najwyższa Izba Kontroli. Nieodpowiedzialne inwestowanie bez badań geotechnicznych na koronach klifów niesie ze sobą ryzyko katastrof budowlanych, co może stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi – alarmuje NIK.

Instytucją, która powinna podejmować działania na rzecz ograniczenia negatywnych zjawisk, są urzędy morskie. Ich dyrektorzy mają szerokie kompetencje związane z gospodarowaniem polskim wybrzeżem. W praktyce wygląda to jednak tak, że gminy planują szereg nowych inwestycji i wywierają naciski na urzędy morskie, aby te pozytywnie opiniowały pozwolenia na budowę udzielane przez stosowne organy (np. przez wojewodę). W konsekwencji w pasie technicznym oraz w pasie ochronnym coraz częściej powstają – za zgodą urzędów morskich – nowe, duże, stałe obiekty turystyczne. Inwestycje są często realizowane nawet 2-5 m od brzegu klifu lub na koronach wydm, co nieuchronnie narusza stabilność naturalnie ukształtowanego brzegu.

We wnioskach z kontroli działań ochronnych wybrzeża NIK zwrócił się do ministra o określenie granicznych warunków dopuszczalnego inwestowania w obszarach położonych na koronach klifów, podjęcie działań mających na celu uregulowanie współpracy terenowych organów administracji morskiej z organami samorządów gmin i województw nadmorskich w zakresie zarządzania lądowo-morską strefą przybrzeżną oraz sprawowanie przez ministra skutecznego nadzoru nad jednolitym interpretowaniem przez dyrektorów UM przepisów ustawowych dotyczących pasa technicznego.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

500 dla niepełnosprawnych pewne

500 dla niepełnosprawnych pewne

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę w tej sprawie. Nowe świadczenie będzie wypłacane od 1 października br.

O świadczenie w kwocie 500 zł miesięcznie będą mogły wystąpić osoby, które ukończyły 18 lat i mają orzeczenie o niezdolności do samodzielnej egzystencji (istnieje kilka rodzajów tych orzeczeń).

Dodatek będzie wynosił do 500 zł miesięcznie, jednocześnie jednak łączna kwota tego świadczenia i świadczeń finansowanych ze środków publicznych nie może przekroczyć 1600 zł.

Oznacza to, że osoby otrzymujące obecnie świadczenia nieznacznie przekraczające wysokość renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy (czyli 1100 zł) nie zostaną pozbawione możliwości uzyskania świadczenia uzupełniającego.

Świadczenie będzie zwolnione z opodatkowania, a jego wysokość nie będzie zaliczana do dochodów, od których odlicza się wydatki na cele rehabilitacyjne. Zakłada ona również niewliczanie kwoty świadczenia do dochodu, od którego ustala się prawo do dodatku mieszkaniowego czy świadczeń pieniężnych z pomocy społecznej.

Ładny uśmiech tylko z przodu

Ładny uśmiech tylko z przodu

Za leczenie stomatologiczne NFZ płaci tak mało, że dentyści stosują technologie, które szkodzą zębom.

Według informacji „Rzeczpospolitej”, NFZ zapewnia leczenie kanałowe tylko 12 z 32 zębów – od trójki do trójki na górze i na dole. Jeśli inny ząb wymaga leczenia, NFZ oferuje nam jedynie jego wyrwanie i włożenie tzw. protezy nakładanej, która wkrótce bezpowrotnie uszkodzi sąsiadujące zęby, i je również trzeba będzie usunąć.

Powołując się na wyliczenia Okręgowej Rady Lekarskiej (ORL) w Warszawie, „Rz” wskazuje, że na leczenie zębów każdego z Polaków NFZ przeznacza ok. 40 zł, a to suma, która nie pokrywa najprostszego zabiegu. Efektem jest coraz mniejsza liczba stomatologów, którzy decydują się na podpisanie kontraktu z NFZ i coraz dłuższe kolejki. „W 2018 r. kontrakt z NFZ podpisało 7121 stomatologów. To o 730 mniej niż rok wcześniej” – pisze dziennik.

Polecamy nasz felieton na temat polskiej opieki dentystycznej: https://nowyobywatel.pl/2019/08/01/zegnaj-prochnico/

Prywatne, a słabe

Prywatne, a słabe

Pacjenci narzekają na brak zaangażowania lekarzy i krótkie wizyty oraz błędne diagnozy – także w przypadku prywatnej opieki medycznej.

Z raportu „Prywatna oraz publiczna służba zdrowia – opinie Polaków nt. jakości świadczonych usług” sporządzonego na zlecenie Centrum Medycznego Damiana wynika, że o korzystaniu z prywatnej opieki medycznej decyduje tylko brak kolejek, nie zaś jakość.

Ankieterzy przeprowadzili pogłębione wywiady z ponad pół tysiącem osób. Na pytanie „Dlaczego korzystasz z prywatnej służby zdrowia?” badani odpowiadali zgodnie: jest szybciej. A poza tym: „Czasem to jedyna szansa, żeby dostać się do specjalisty”. Tak uważało 48 proc. badanych. Dopiero na trzecim miejscu znalazła się jakość. Opinię, że „Prywatnie mogę dostać się do lepszego lekarza”, podzielało tylko 3 proc. badanych osób.

Z odpowiedzi ankietowanych wynika, że w obu rodzajach placówek – prywatnych i publicznych – nie są traktowani poważnie. Niemal 40 proc. badanych przyznawało, że doktor nie poświęca im zbyt dużo uwagi. A niemal co dziesiąty badany, który wykupił prywatną opiekę, deklarował, że lekarz nie tylko nie angażuje się w rozwiązanie problemu zdrowotnego pacjenta, ale także nie przedstawia żadnego dobrego rozwiązania. I jak się okazuje, niemal takie same odczucia mamy niezależnie od tego, czy zapłaciliśmy za wizytę, czy nie. Odsetek tych, którzy uważają, że nie otrzymali trafnej diagnozy, również jest podobny w obu rodzajach placówek: ok. 35 proc. badanych przyznaje, że taka sytuacja zdarza się od czasu do czasu lub często zarówno w publicznej, jak i prywatnej służbie zdrowia.

To zjawisko potwierdzają raporty OECD. Polska zawsze sytuowała się w nich na szarym końcu, jeżeli chodzi o umiejętność rozmowy i czas, który lekarze poświęcają chorym.