Nadal nie ma czym jeździć

Nadal nie ma czym jeździć

Rząd obiecał przywrócenie połączeń autobusowych na prowincji. Na drogi wsi i małych miasteczek od 1 września miała powrócić komunikacja. Stanie się tak jednak w znikomym stopniu.

Autobusy wyjadą na deficytowe trasy 1 września – jednak nie w takiej skali, jaką zakładało Ministerstwo Infrastruktury. Z danych, które spływają z urzędów wojewódzkich, wynika, że większość pieniędzy z funduszu pekaesowego nie zostanie wykorzystana. W niektórych województwach będzie to niewiele ponad 1 proc. finansów, które można było wydać.

Pomysł rządu nie oznaczał przywrócenia do życia instytucji PKS-ów, lecz złożenie organizacji komunikacji lokalnej na barki samorządów, oczywiście z dofinansowaniem do nierentownych i nieuczęszczanych odcinków. Była mowa o 800 mln zł rocznie, potem już o 300. Lokalne władze muszą znaleźć operatorów tras i same zorganizować transport.

Szczytna idea rozbiła się jednak o kwestie organizacyjne: samorządy nie aplikują o środki (lub ubiegają się o ich niewielką część), bo jest za mało czasu na formalności. Na złożenie odpowiednich dokumentów i kosztorysów miały tylko 10 dni.

W województwie zachodniopomorskim samorządy złożyły 10 wniosków o dofinansowanie, z czego pozytywnie rozpatrzono pięć opiewających na kwotę 257 tys. zł. Odtworzonych ma zostać 29 połączeń autobusowych, a łączna długość linii komunikacyjnych objętych wnioskami to ponad 3 tys. km. Przy czym maksymalna suma dla tego województwa na ten rok z funduszu pekaesowego to 17,9 mln zł. Samorządy tego województwa wykorzystają więc jedynie prawie 1,5 proc. przysługujących im pieniędzy.

Podobnie jest w województwie warmińsko-mazurskim, które jest jednym z trzech z najwyższą kwotą dofinansowania z funduszu pekaesowego – do wydania w tym roku ma 22,9 mln zł. Z danych urzędu wojewódzkiego wynika, że samorządom uda się uruchomić 36 nowych linii. Do wojewody wpłynęło dziewięć wniosków o dopłatę z funduszu na łączną kwotę prawie 300 tys. zł, co oznacza, że samorządy w najlepszym wypadku wykorzystają jedynie 1,3 proc. środków.

Znacznie lepiej jest na Mazowszu, gdzie do urzędu wojewódzkiego wpłynęło 19 wniosków od powiatów i 21 wniosków od gmin na sumę ok. 2,5 mln zł. To województwo ma do zagospodarowania 19,7 mln zł. Z kasy funduszu samorządy wydadzą jednak tylko niecałe 13 proc. przysługujących im pieniędzy. Najwięcej, choć wciąż mało, wyda łódzkie: do wojewody wpłynęły 22 wnioski o objęcie dopłatą 92 linii autobusowych – wszystkie zostały ocenione pozytywnie. W tym roku województwo wyda więc ponad 2,5 mln zł z funduszu pekaesowego. Przewidziana pula maksymalna dla tego regionu to 15,6 mln zł.

Miliony złotych w tym roku zostaną więc w kasie funduszu. – Nie dziwi mnie to. Przebrnięcie przez wszystkie procedury w tak krótkim czasie, w sezonie urlopowym, było zadaniem karkołomnym – mówi ekspert ds. transportu Marcin Gromadzki z Public Transport Consulting. Dopiero druga tura składnia wniosków o dopłaty do nowych, deficytowych połączeń autobusowych pokaże rzeczywiste zainteresowanie samorządów. Będą miały więcej czasu na przygotowania i pierwsze doświadczenia za sobą. Z informacji pochodzących od wojewodów wynika, że nabór na rok 2020 ma ruszyć już w pierwszej połowie października. Pula środków do podziału to 800 mln zł.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Huta Pokój w tarapatach

Huta Pokój w tarapatach

Związki zawodowe działające w Hucie Pokój zwróciły się do premiera Mateusza Morawieckiego z prośbą o pomoc i interwencję w sprawie przyszłości firmy. Huta potrzebuje ratunku, jest zadłużona na 60 mln zł.

„Zgodnie z wcześniejszymi zapewnieniami Pana Premiera, że Huta Pokój będzie uratowana od likwidacji i że jest perspektywicznym zakładem, z żalem informujemy, iż kierunek ten sabotowany przez ludzi podległych Panu, w tym głównie przez zarząd Węglokoksu. Tym bardziej to dziwi, gdy weźmiemy pod uwagę to, że Huta Pokój jest przygotowana na proces restrukturyzacji i potrafi ponieść ten ciężar” – czytamy w liście podpisanym przez liderów zakładowych organizacji NSZZ Solidarność i Sierpień 80.

8 sierpnia Węglokoks i Huta Pokój podpisały porozumienie, które zapewni hucie utrzymanie produkcji. Według komunikatu Węglokoksu prace nad biznesplanem dla Huty Pokój są kontynuowane i zakładają m.in. repolonizację firmy. Według Węglokoksu rozwiązaniem, które zapewni rozwój przedsiębiorstwa, jest odzyskanie majątku przez Skarb Państwa.

Według hutników Węglokoks nie wypełnia jednak warunkach porozumienia. „Zapadły decyzje i zobowiązania do natychmiastowego wykonania pewnych działań, lecz po dziś dzień nie uczyniono tego. Ten sposób sabotowania działań doprowadzi szybko do upadku naszej Huty, likwidacji naszych miejsc pracy i zniszczenia niezwykle bogatej historii tego miejsca” – piszą związkowcy.

„Pozwalamy sobie tym pismem wznieść alarm i prosić Pana Premiera o interwencję, gdyż wiemy, że zależy Panu aby Huta Pokój i nasze miejsca pracy w niej ocalały. Wiemy, że Pan Premier gorąco kibicuje naszej Hucie. Pamiętamy Pana wypowiedzi, także te składane podczas osobistych wizyt w Hucie Pokój. Głęboko wierzymy w szczerość tamtych słów, które były dla nas niezwykle ważne i dające ogrom nadziei i siły, aby wspólnie z Rządem uczynić wszystko, aby uratować Hutę Pokój w Rudzie Śląskiej. I stanie się tak pod warunkiem, że nie będzie sabotowania tych działań i robienia wbrew obietnicom składanym przez Pana Premiera. Zarząd Węglokoksu nie może być ponad Prezesem Rady Ministrów” – napisano w piśmie.

Facebook jednak pozbiera?

Facebook jednak pozbiera?

Niemiecki sąd tymczasowo zawiesił nakaz ograniczenia gromadzenia danych przez portal Facebook. Wydał go niedawno krajowy urząd antymonopolowy. Tym samym koncern nie będzie musiał wprowadzać postanowienia w życie do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia tej sprawy.

Miało być pięknie: Bundeskartellamt, czyli urząd antymonopolowy, orzekł w lutym, że bez świadomie wyrażonej na to zgody Facebook nie może zbierać danych o użytkownikach internetu z użyciem wtyczek społecznościowych poza swoim serwisem. Niemiecki urząd stwierdził także, iż koncern musi ograniczyć łączenie zebranych danych z informacjami w swoich bazach. Facebook został zobligowany do zaproponowania rozwiązań, które będą zgodne z orzeczeniem sądu.

Organ zezwolił wtedy Facebookowi na gromadzenie danych o internautach korzystających z serwisów należących do tego koncernu, takich jak WhatsApp czy Instagram. Bundeskartellamt podkreślił jednak, że przypisywanie zebranych informacji do profilu konkretnej osoby na Facebooku może odbywać się jedynie za jej wyraźną i dobrowolną zgodą. Jeśli nie zostanie ona udzielona, dane muszą pozostać zamknięte wewnątrz systemu usługi, przez którą zostały zgromadzone, i nie mogą być przetwarzane w połączeniu z informacjami z Facebooka.

Niestety Facebook odwołał się od wyroku, a sąd w poniedziałkowej decyzji właśnie uchylił tymczasowo postanowienia urzędu antymonopolowego.

Prywatne jest droższe

Prywatne jest droższe

Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, jak kształt umów koncesyjnych oraz modele finansowania i utrzymywania autostrad wpływają na ceny za przejechanie danego odcinka. Skontrolowała też, w jaki sposób w takich umowach zabezpieczane są interesy Skarbu Państwa oraz samych użytkowników dróg. Okazało się, że stawki ustalane przez prywatnych koncesjonariuszy są znacznie wyższe od ustalanych przez stronę publiczną.

W 1993 r. rząd polski opracował Program Budowy Autostrad, którego jednym z założeń była budowa kluczowych dróg z wykorzystaniem kapitału prywatnego. Efektem realizacji tego programu było zawarcie z prywatnymi inwestorami czterech umów koncesyjnych dotyczących czterech odcinków autostrad. Zawarcie umów na przestrzeni szesnastu lat (1997-2013), w różnych uwarunkowaniach ekonomicznych, prawnych i organizacyjnych spowodował, że umowy te różnią się od siebie. Różnice polegają m.in. na przyjętych metodach rozliczeń pomiędzy stroną publiczną a koncesjonariuszami, wysokości oraz sposobie ustalania opłat pobieranych od użytkowników, a także podziale przychodów z opłat pomiędzy koncesjonariuszy i Skarb Państwa. Przejechanie kilometra drogi może kosztować 20 gr lub 40 gr, a więc dwukrotnie więcej.

Ustalane przez koncesjonariuszy stawki opłat za przejechanie 1 km autostrady są zatem znacznie wyższe niż te ustalone przez stronę publiczną. Co więcej, porównując wysokość opłat za przejazd koncesyjnymi odcinkami autostrad należy także pamiętać, że na tych odcinkach, na których stawki opłat ustalała strona publiczna, wynagrodzenie koncesjonariusza za udostępnienie autostrady wypłacane jest z budżetu państwa, a opłaty pokrywają jedynie część kosztów utrzymania.

Zdaniem NIK umowy te zawierają szereg postanowień niekorzystnych zarówno dla strony publicznej, jak i użytkowników autostrad, a dotyczących m.in. modelu finansowania utrzymania dróg, kształtowania wysokości opłat, rozkładu ryzyka oraz mechanizmów rozstrzygania sporów. Zawierają ponadto postanowienia w całości wykluczające ich jawność, co nie spełniało przesłanek konstytucyjnej dopuszczalności ograniczania prawa obywateli do uzyskiwania informacji. W konsekwencji, kierowcy korzystający z autostrad nie dysponują nawet podstawowymi informacjami o standardach obsługi, jakich mają prawo oczekiwać od koncesjonariuszy.

Najwyższa Izba Kontroli zaleca dbałość o należyte zabezpieczanie interesów strony publicznej w umowach o partnerstwo publiczno-prawne.