Korporacje zapłacą?

Korporacje zapłacą?

Holenderski rząd Marka Rutte planuje skorzystać z propozycji Zielonej Lewicy (GroenLinks), by skończyć z przywilejami dla krajowych korporacji począwszy od 2021 r.

Propozycja rządu obejmuje zakończenie z obecnymi ulgami podatkowymi dla międzynarodowych koncernów, takich jak Philips, Shell czy Akzo Nobel (branża chemiczna). Wedle nowych zasad, począwszy od 2021 r. korporacje byłby zobowiązane do dzielenia się częścią zysków osiągniętych na terytorium Holandii.

Partia Ludowa na rzecz Wolności i Demokracji (VVD) popiera w ten sposób inicjatywę Zielonej Lewicy. Poprzez zwiększenie zobowiązań dla dużych podmiotów gospodarczych, rząd zamierza poluzować obciążenia dla obywateli. Zmiany wspiera zarówno Partia Pracy (PvdA), jak i socjaliści (SP).

Inicjatywa Zielonej Lewicy ma na celu uczynienie systemu podatkowego sprawiedliwszym. Przedstawiciele ugrupowania argumentują, że obecny system, w którym „piekarz jest zobowiązany płacić podatki, a korporacja dzięki sztuczkom unika tego obowiązku”, jest niewłaściwy. Stąd pomysł, który podchwycił rząd.

W ubiegłym roku w Holandii wybuchł skandal, po tym jak tamtejsza prasa ujawniła, że Shell, posiadający główną siedzibę w Hadze, zyskał w ostatnich latach na odliczeniach podatkowych ponad 250 mln euro. W myśl nowych zasad, korporacje nie będą mogły zasłaniać się stratami ponoszonymi w zagranicznych spółkach zależnych, by uniknąć płacenia podatku od dochodów wypracowanych w Holandii. Obecnie, dzięki kreatywnej księgowości wyżej wspomniane firmy ponosiły minimalne obciążenie fiskalne. Dyrekcja Shell przyznała w maju tego roku, że w ostatnich latach uniknęła zapłacenia „wielu milionów” euro podatku, mimo że przez długi czas zaprzeczała tym doniesieniom.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Plastik kontratakuje

Plastik kontratakuje

Substancje pochodzące z plastiku wykryto w organizmach 97 proc. przebadanych w Niemczech dzieci.

Niepublikowany jeszcze raport Marike Kolossa-Gehring wyraźnie pokazuje korelację między wzrostem zużycia danej substancji w produkcji a wzrostem jej ilości w organizmie.
W organizmach prawie wszystkich dzieci można znaleźć substancje, które wchodzą w skład plastiku. Niektóre z nich mogą być szkodliwe dla zdrowia, jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie niemieckiego resortu środowiska. Substancje pochodzące z plastiku wykryto w organizmach 97 proc. przebadanych dzieci. Naukowcy z Instytutu Roberta Kocha (RKI) w Berlinie, którzy wykonywali zlecenie ministerstwa środowiska, przebadali próbki krwi i moczu 2,5 tys. dzieci w wieku od 3 do 17 lat w latach 2003-2017. Znaleźli tam produkty rozkładu 11 z 15 poddanych analizie składników.

Plastik może dostawać się do organizmu za pośrednictwem przyborów kuchennych, nieprzemakalnych ubrań, środki czystości oraz pochodzić z opakowań żywności. Nie wszystkie substancje wykryte w badaniu stanowią zagrożenie dla zdrowia. Część jednak z nich, jak przekonują naukowcy, może zakłócać gospodarkę hormonalną organizmu, zaburzać rozwój, a także powodować otyłość i nowotwory.

Szczególnie alarmująca jest obecność w organizmach dzieci kwasu perfluorooktanowego (PFOA), który jest stosowany m.in. przy produkcji nieprzywieralnych powłok na patelniach, czy nieprzemakalnych ubrań. PFOA może powodować problemy z płodnością i uszkadzać wątrobę. Od przyszłego roku jego użycie w ubraniach na terenie Unii będzie zabronione.

Odcinkowa kontrola prędkości to bubel

Odcinkowa kontrola prędkości to bubel

Najwyższa Izba Kontroli krytycznie wypowiada się o odcinkowym pomiarze prędkości – według niej przepada ponad połowa koniecznych do wystawienia mandatów za zbyt szybką jazdę, a rejestracja takich wykroczeń została znacząco ograniczona.

Ze względu na zbyt mało osób obsługujących system urządzenia zostały zaprogramowane tak, że nie rejestrowały wszystkich przypadków przekroczenia dozwolonej prędkości. Głównym powodem były braki kadrowe w Generalnym Inspektoracie Transportu Drogowego. Wielu łamiących przepisy nie zostało w żaden sposób ukaranych. „Główny Inspektorat Transportu Drogowego znacząco ograniczał rejestrację wykroczeń poprzez programowanie urządzeń nawet o 30 km powyżej prędkości dozwolonej na danym odcinku drogi, czyli znacznie powyżej wartości określonej w prawie o ruchu drogowym. Szacunkowo zmniejszyło to liczbę procedowanych spraw nawet ośmiokrotnie” – mówi rzeczniczka NIK – Ksenia Maćczak.

Jak informuje portal tokfm.pl, spośród 204 tys. zarejestrowanych i zweryfikowanych wykroczeń popełnionych w latach 2015-2017 na drogach objętych odcinkowym pomiarem prędkości, w Generalnym Inspektoracie Transportu Drogowego dopuszczono do przedawnienia aż 115 tys. spraw. Urządzenia używane do pomiarów prędkości kontrolują tylko 77 kilometrów dróg krajowych – to niespełna 1 procent długości dróg tego typu w Polsce. NIK zwraca uwagę, że tak niewielki zakres ich oddziaływania ma znikomy wpływ na poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego.

„Utrzymujący się od 2017 roku stopniowy wzrost liczby ofiar śmiertelnych wypadków drogowych, w zestawieniu z błędami popełnionymi na etapie planowania i realizacji projektu zakładającego budowę systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym, w ocenie NIK, wskazuje na konieczność podjęcia natychmiastowych zmian organizacyjnych i prawnych w tym zakresie” – czytamy też na stronie NIK.

Paryż strajkuje

Paryż strajkuje

Paryscy pracownicy transportu miejskiego protestują przeciwko planowanym przez rząd Macrona reformom emerytalnym. W stolicy nie działa 10 z 16 linii metra, a także dwie ważne linie pociągów podmiejskich.

Oczekuje się, że strajk będzie największym w Paryżu od 2007 roku. Związkowcy wzywający do protestu chcą, by był on ostrzeżeniem dla Macrona, który rozpoczyna jedną ze swoich najbardziej ryzykownych reform. Jego rząd planuje m.in. wprowadzić uniwersalny system emerytalny, by zamiast obecnych 42 różnych opcji emerytalnych, reguły przyznawania emerytur były dla wszystkich pracowników takie same. Oznacza to liczne ograniczenia dla wielu grup zawodowych.

Obecny system emerytalny pozwala niektórym pracownikom paryskiego transportu miejskiego RATP, m.in. maszynistom i innym ludziom pracującym pod ziemią, przejść na emeryturę w wieku 52 lat, czyli 10 lat wcześniej niż przewidują to ogólne zasady.