Ziemniaczana ściema?

Ziemniaczana ściema?

Biedronka sprzedaje niemieckie i francuskie ziemniaki jako polskie, alarmuje Unia Warzywno-Ziemniaczana. Sieć przeprasza, ale rolnicy zapowiadają pozew.

Biedronka kolejny raz świadomie i celowo dobija w dół cenę polskich ziemniaków, sprzedając warzywa z importu jako polskie – alarmuje Unia Warzywno-Ziemniaczana. Traci rolnik. Oszukiwany jest konsument, który dostaje błędną informację i kiepskie jakościowo warzywo – przekonują związkowcy. We wpisach Unii na Facebooku pojawiły się zdjęcia niemieckich ziemniaków, które są oznaczone jako produkt polski. Sieć sprzedaje też jako polskie ziemniaki z innych krajów, na przykład z Francji – mówi Wirtualnej Polsce Michał Kołodziejczak z Unii.

Związkowcy już zapowiadają wytoczenie Biedronce procesu. To już jest kolejna taka sytuacja, trzeba działać – mówi Kołodziejczak. Na wytoczenie procesu będą zbierali środki w jednym z serwisów zbiórkowych.

Biedronka przeprasza i zapowiada wzmocnienie procedur, twierdząc, że dzienna rotacja worków z ziemniakami w poszczególnych sklepach jest tak duża, iż mogło dojść do błędu.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Godne umieranie nie dla każdego

Godne umieranie nie dla każdego

Nie wszyscy potrzebujący mają dostęp do odpowiedniej opieki paliatywnej i hospicyjnej. Powodem jest wąska lista chorób kwalifikujących do takiej opieki i mała jej dostępność na wsiach oraz wprowadzone przez NFZ limity w finansowaniu tego typu świadczeń, jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli.

Część chorych umiera nie otrzymawszy opieki hospicyjnej. NIK przestrzega, że sytuacja nie poprawi się dopóki m.in. nie zostanie opracowana strategia rozwoju opieki paliatywnej i hospicyjnej oraz  jej standardów. Dotychczasowe działania na rzecz poprawy jej jakości i dostępności  były nieskoordynowane i fragmentaryczne. Mimo znacznego wzrostu nakładów na opiekę paliatywną, hospicjom nadal brakuje środków na prowadzenie działalności.

NIK ocenia, że system opieki paliatywnej i hospicyjnej nie zapewnia dostępu do odpowiedniej jakości świadczeń wszystkim pacjentom, którzy potrzebują takiej opieki. Przede wszystkim lista chorób kwalifikujących do niej  jest wąska. Obowiązujące w Polsce w okresie objętym kontrolą prawo umożliwiało dostęp do opieki paliatywnej głównie pacjentom z chorobami onkologicznymi. Stanowią oni blisko 90 proc. pacjentów objętych tą opieką. NIK zauważa, że corocznie 45 tys. pacjentów umiera ze zdiagnozowanymi chorobami nienowotworowymi, na przykład cierpiących na niewydolność serca lub nerek, które to choroby nie kwalifikują do opieki paliatywnej i hospicyjnej.

Brakuje miejsc w hospicjach. W większości województw nie zapewniono minimalnej liczby łóżek w paliatywnej opiece stacjonarnej, zalecanej przez Europejskie Towarzystwo Opieki Paliatywnej (EAPC) – tj. 80-100 łóżek na 1 mln mieszkańców. Mimo, że ich liczba w latach 2015-2018 zwiększyła się o 23 proc., to w 2018 r. w 10 województwach brakowało aż 443 łóżek.

W sześciu województwach NFZ nie zapewnił perinatalnej opieki paliatywnej. W trzech w ogóle nie przeprowadzono konkursów na te świadczenia, a w pozostałych trzech  nie wyłoniono świadczeniodawcy. NIK zauważa, że od początku 2017 r. perinatalna opieka paliatywna stała się świadczeniem gwarantowanym.

Na ograniczony dostęp do świadczeń opieki paliatywnej wpływ ma również to, że nie mogą być one finansowane przez NFZ ponad limit określony w kontrakcie, ponieważ przepisy przewidują taką możliwość jedynie w odniesieniu do świadczeń ratujących życie. Tymczasem świadczenia opieki paliatywnej, to świadczenia szczególne, gdyż nie są ukierunkowane na ratowanie życia, lecz na zapewnienie godnych warunków umierania. Ograniczenie to powoduje powstawanie kolejek do hospicjów i sprawia, że część pacjentów nie doczekuje takiej pomocy. W tym kontekście NIK zwraca uwagę, że świadczenia  paliatywne były planowane przy braku informacji o zapotrzebowaniu na taką opiekę, ponieważ hospicja stacjonarne i domowe nie miały obowiązku przysyłania raportów dotyczących kolejek pacjentów oczekujących na przyjęcie. Zawieszono go w latach 2015-2018. W konsekwencji nie można było ustalić liczby wszystkich osób oczekujących na hospicjum, w tym oszacować, ilu z nich zmarło czekając w kolejce. Obowiązek przesyłania raportów o zapotrzebowaniu ma zostać przywrócony na początku 2020 r.

Korporacje zapłacą?

Korporacje zapłacą?

Holenderski rząd Marka Rutte planuje skorzystać z propozycji Zielonej Lewicy (GroenLinks), by skończyć z przywilejami dla krajowych korporacji począwszy od 2021 r.

Propozycja rządu obejmuje zakończenie z obecnymi ulgami podatkowymi dla międzynarodowych koncernów, takich jak Philips, Shell czy Akzo Nobel (branża chemiczna). Wedle nowych zasad, począwszy od 2021 r. korporacje byłby zobowiązane do dzielenia się częścią zysków osiągniętych na terytorium Holandii.

Partia Ludowa na rzecz Wolności i Demokracji (VVD) popiera w ten sposób inicjatywę Zielonej Lewicy. Poprzez zwiększenie zobowiązań dla dużych podmiotów gospodarczych, rząd zamierza poluzować obciążenia dla obywateli. Zmiany wspiera zarówno Partia Pracy (PvdA), jak i socjaliści (SP).

Inicjatywa Zielonej Lewicy ma na celu uczynienie systemu podatkowego sprawiedliwszym. Przedstawiciele ugrupowania argumentują, że obecny system, w którym „piekarz jest zobowiązany płacić podatki, a korporacja dzięki sztuczkom unika tego obowiązku”, jest niewłaściwy. Stąd pomysł, który podchwycił rząd.

W ubiegłym roku w Holandii wybuchł skandal, po tym jak tamtejsza prasa ujawniła, że Shell, posiadający główną siedzibę w Hadze, zyskał w ostatnich latach na odliczeniach podatkowych ponad 250 mln euro. W myśl nowych zasad, korporacje nie będą mogły zasłaniać się stratami ponoszonymi w zagranicznych spółkach zależnych, by uniknąć płacenia podatku od dochodów wypracowanych w Holandii. Obecnie, dzięki kreatywnej księgowości wyżej wspomniane firmy ponosiły minimalne obciążenie fiskalne. Dyrekcja Shell przyznała w maju tego roku, że w ostatnich latach uniknęła zapłacenia „wielu milionów” euro podatku, mimo że przez długi czas zaprzeczała tym doniesieniom.

Plastik kontratakuje

Plastik kontratakuje

Substancje pochodzące z plastiku wykryto w organizmach 97 proc. przebadanych w Niemczech dzieci.

Niepublikowany jeszcze raport Marike Kolossa-Gehring wyraźnie pokazuje korelację między wzrostem zużycia danej substancji w produkcji a wzrostem jej ilości w organizmie.
W organizmach prawie wszystkich dzieci można znaleźć substancje, które wchodzą w skład plastiku. Niektóre z nich mogą być szkodliwe dla zdrowia, jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie niemieckiego resortu środowiska. Substancje pochodzące z plastiku wykryto w organizmach 97 proc. przebadanych dzieci. Naukowcy z Instytutu Roberta Kocha (RKI) w Berlinie, którzy wykonywali zlecenie ministerstwa środowiska, przebadali próbki krwi i moczu 2,5 tys. dzieci w wieku od 3 do 17 lat w latach 2003-2017. Znaleźli tam produkty rozkładu 11 z 15 poddanych analizie składników.

Plastik może dostawać się do organizmu za pośrednictwem przyborów kuchennych, nieprzemakalnych ubrań, środki czystości oraz pochodzić z opakowań żywności. Nie wszystkie substancje wykryte w badaniu stanowią zagrożenie dla zdrowia. Część jednak z nich, jak przekonują naukowcy, może zakłócać gospodarkę hormonalną organizmu, zaburzać rozwój, a także powodować otyłość i nowotwory.

Szczególnie alarmująca jest obecność w organizmach dzieci kwasu perfluorooktanowego (PFOA), który jest stosowany m.in. przy produkcji nieprzywieralnych powłok na patelniach, czy nieprzemakalnych ubrań. PFOA może powodować problemy z płodnością i uszkadzać wątrobę. Od przyszłego roku jego użycie w ubraniach na terenie Unii będzie zabronione.