Łóżko czy nie-łóżko?

Łóżko czy nie-łóżko?

Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych alarmuje, że niektórzy dyrektorzy szpitali obchodzą przepisy dotyczące spełniania norm zatrudnienia pielęgniarek. Chodzi o likwidowanie łóżek i zwiększanie liczby tzw. dostawek. W prawie nie ma definicji łóżka szpitalnego.

Jak informuje portal Rynek Zdrowia, pielęgniarki podają, że łóżka ponadlimitowe dyrektorzy ustawiają najczęściej na internie, oddziałach zabiegowych, oddziałach dziecięcych i ortopedii. Dostawek nie uwzględnia się przy wyliczaniu norm, a te same pielęgniarki muszą opiekować się większą liczbą pacjentów. De facto więc nowe normy stają się iluzoryczne. Związek sygnalizuje, że kolejnym sposobem na ominięcie norm są fotele. To na nich, zamiast na łóżkach, mają być kładzeni pacjenci, u których wykonywane są procedury w trybie jednego dnia.

Zgłaszany przez OZZPiP problem zastępowania szpitalnych łóżek dostawkami lub fotelami zostanie szczegółowo zweryfikowany i poddany analizie – informuje Ministerstwo Zdrowia. Według resortu jako łóżko szpitalne należy rozumieć łóżko umieszczone na stałe na sali chorych, zaopatrzone w pościel, zajęte przez chorego, względnie przygotowane na jego przyjęcie. MZ zaznacza, że do liczby łóżek w szpitalu nie wlicza się łóżek (leżanek) wchodzących w skład wyposażenia stanowiska diagnostycznego, porodowego, dializacyjnego itp. oraz łóżek pomocniczych, na których pacjent przebywa chwilowo, np. wybudzeniowych. Dostawki, które funkcjonują w danym podmiocie leczniczym (oddziale szpitalnym) powyżej 14 dni, wymagają zgłoszenia do stosownego organu rejestrowego. W przypadku niezgłoszenia w terminie organ prowadzący rejestr może, w drodze decyzji administracyjnej, nałożyć na podmiot wykonujący działalność leczniczą karę pieniężną w wysokości do 10-krotnego minimalnego wynagrodzenia za pracę – ostrzega resort.

Jak informuje nas Krystyna Ptok, przewodnicząca OZZPiP, trwają już kontrole Ministerstwa Zdrowia w szpitalach dotyczące liczby i przeznaczenia łóżek. Ostrzega też, że Związek będzie opisywał i zgłaszał skrajne sytuacje do Rzecznika Praw Pacjenta. RPP również może skontrolować szpital, na dodatek wcześniej o tym nie zawiadamiając. Liczba pielęgniarek wpływa przecież na bezpieczeństwo chorego – podkreśla. Jeśli ktoś myśli, że łóżek nie można zliczyć, a dyrektorzy mogą w tym obszarze balansować tak, że nikt się nie dowie o nadużyciach, to jest w błędzie. Są rejestry wojewodów z podaną liczbą łóżek, poza tym pielęgniarki w szpitalu też potrafią liczyć – mówi Ptok.

Pytana o przykłady nieprawidłowości, podaje ich bardzo dużo, z różnych regionów kraju. Wskazuje nie tylko na kłopoty z dostawkami, ale także z pielęgniarkami, które z oddziałów są odwoływane do pracy w innych miejscach w szpitalu – do pracowni, poradni – często bez odpowiedniego przeszkolenia. W jednym ze szpitali na Podkarpaciu na hasło „kontrola” wywozi się łóżka z oddziałów, które stoją tam jako dostawki. Chorzy leżą też na dostawkach na korytarzach, przy łóżkach jest aparatura wspomagająca. Dotyczy to m.in. oddziałów hematologii. Z kolei innych łóżek mamy za dużo. Absurd – mówi. Kolejna sytuacja: oddział onkologiczny, 24 chorych, normy policzone według wskaźnika 0,6. O godz. 8 rano do oddziału wchodzi 10 pacjentów z zewnątrz, do dziennej chemioterapii. Przebywają tam często do godz. 20.00 lub 21.00. Siedzą na krzesłach, w fotelach lub w fotelach do podań. To ilu mamy tych pacjentów? – pyta.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Uzależnieni i nieskuteczni

Uzależnieni i nieskuteczni

Jak zbadała Najwyższa Izba Kontroli, inspektoraty budowlane są uzależnione finansowo i lokalowo od samorządów powiatowych, co powoduje konflikt interesów.

O sprawie pisze Portal Samorządowy. Zauważa on, że NIK bada uwarunkowania działania inspektoratów od 20 lat i wyniki są zawsze niezadowalające. Większość ustaleń NIK nie traci na aktualności: niepełna realizacja zadań ustawowych oraz naruszanie prawa przez organy nadzoru budowlanego, niskie finansowanie z budżetu państwa, a także obowiązujące przepisy, które nie gwarantują skutecznego nadzoru budowlanego w Polsce.

Kolejna kontrola potwierdza, że powiatowe inspektoraty budowlane są uzależnione od samorządu powiatowego – finansowo, ale i lokalowo. Izba ponownie zwraca uwagę na ryzyko konfliktu interesu, szczególnie w miastach na prawach powiatu. Dotyczy to sytuacji, kiedy prezydenci tych miast, którzy podlegają nadzorowi i kontroli PINB (jako zarządcy nieruchomości bądź inwestorzy) wykonują zadania starosty. Dodatkowo, zgodnie z przepisami ustawy Prawo budowlane, starosta ma wpływ na powołanie i odwołanie  powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Sprawa ta nie została uregulowana od czasu reformy z 1998 r.

W żadnym ze skontrolowanych inspektoratów nie stworzono systemu, który pozwalałby na zapobieganie powstawaniu samowoli budowlanych, ich wykrywanie oraz sprawne podejmowanie odpowiednich działań. W PINB Warszawa kontrole planowe stanowiły zaledwie 1 proc. wszystkich przeprowadzonych, a w 3 powiatowych inspektoratach kontroli nie planowano w ogóle. Działania kontrolne podejmowano najczęściej w odpowiedzi na spływające do inspektoratów skargi albo w ramach działań sezonowych, gdzie kontrola dotyczyła np. obiektów wypoczynkowych dla dzieci przed feriami letnimi czy zimowymi.

Zdarzało się, że inspektoraty w ogóle nie reagowały na złożone skargi. Tak było m.in. w PINB Zakopane, który nie zrobił nic w odpowiedzi na 10 z 40 objętych kontrolą skarg, z których 8 dotyczyło samowoli budowlanej. Niektóre ze skarg, wobec których nie podjęto żadnych działań pochodziły z 2015 i 2016 r.

Kontrola NIK wykazała znaczące zmiany poziomu zatrudnienia w badanych inspektoratach nadzoru budowlanego. Najgorzej było w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego (PINB) Zakopane, gdzie w 2017 r. z pracy odeszli wszyscy pracownicy merytoryczni, poza kierownictwem inspektoratu. W tym samym roku w PINB Łódź Wschód zwolniło się 75 proc. pracowników.

Huta Częstochowa chwilowo uratowana?

Huta Częstochowa chwilowo uratowana?

Po tygodniach niepewności syndyk masy upadłościowej ISD Huty Częstochowa podpisał z Sunningwell International Polska umowę dzierżawy Huty Częstochowa. Firma musi wznowić produkcję w październiku i nie może nikogo zwolnić bez zgody syndyka.

Umowa dzierżawy została zawarta na 12 miesięcy. „Strony ustaliły wysokość czynszu dzierżawnego na kwotę 1 800 000 zł netto. Przed zawarciem umowy dzierżawca wpłacił kaucję w wysokości ponad 6 000 000 złotych oraz uiścił kwotę trzymiesięcznego czynszu. Zgodnie z zawartą umową czynsz za kolejne trzy miesiące ma zostać uiszczony do dnia 2 października 2019 r” – czytamy w komunikacie.

Dzierżawca zobowiązał się również do uruchomienia produkcji w październiku 2019 roku zgodnie z załączonym do umowy harmonogramem, a gdyby do uruchomienia produkcji nie doszło, syndykowi przysługuje prawo do rozwiązania umowy ze skutkiem natychmiastowym.

Hutnicy mają otrzymać do końca września wynagrodzenie – z kieszeni syndyka.

Ziemniaczana ściema?

Ziemniaczana ściema?

Biedronka sprzedaje niemieckie i francuskie ziemniaki jako polskie, alarmuje Unia Warzywno-Ziemniaczana. Sieć przeprasza, ale rolnicy zapowiadają pozew.

Biedronka kolejny raz świadomie i celowo dobija w dół cenę polskich ziemniaków, sprzedając warzywa z importu jako polskie – alarmuje Unia Warzywno-Ziemniaczana. Traci rolnik. Oszukiwany jest konsument, który dostaje błędną informację i kiepskie jakościowo warzywo – przekonują związkowcy. We wpisach Unii na Facebooku pojawiły się zdjęcia niemieckich ziemniaków, które są oznaczone jako produkt polski. Sieć sprzedaje też jako polskie ziemniaki z innych krajów, na przykład z Francji – mówi Wirtualnej Polsce Michał Kołodziejczak z Unii.

Związkowcy już zapowiadają wytoczenie Biedronce procesu. To już jest kolejna taka sytuacja, trzeba działać – mówi Kołodziejczak. Na wytoczenie procesu będą zbierali środki w jednym z serwisów zbiórkowych.

Biedronka przeprasza i zapowiada wzmocnienie procedur, twierdząc, że dzienna rotacja worków z ziemniakami w poszczególnych sklepach jest tak duża, iż mogło dojść do błędu.