Do Jastrzębia wróci kolej

Do Jastrzębia wróci kolej

Jastrzębie Zdrój zniknie z listy miast pozbawionych dostępu do kolei. Przez miasto będzie przebiegać część trasy kolejowej Katowice-Ostrava.

Inwestycja ma zostać zrealizowana przez CPK wspólnie z czeskim zarządcą torów SŽDC. Nowy odcinek linii kolejowej, która połączy Jastrzębie- Zdrój ze światem, ma stanowić brakujące ogniwo na Transeuropejskiej Sieci Transportowej TEN-T. Powstanie on w ramach budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Jak poinformowali w trakcie katowickiej konferencji Impact mobility rEVolution przedstawiciele CPK, spółce przyznane zostało prawie 2 mln euro ze środków UE na prace przygotowawcze do budowy 30 kilometrów linii kolejowej w pobliżu granicy Polski i Czech. Chodzi konkretnie o fragment od granicy do Jastrzębia Zdroju i o połączenie z istniejącą linią Chybie-Żory. Odcinek ten stanowić ma brakujące ogniwo na Transeuropejskiej Sieci Transportowej TEN-T (docelowo ma tędy przebiegać transgraniczna linia dużych prędkości V4 Budapeszt-Bratysława-Brno-Warszawa). W ramach prac zaproponowany zostanie też przebieg nowego korytarza kolejowego Jastrzębie Zdrój-Katowice.

Inwestycja pozwoli nie tylko na lepsze skomunikowanie kolejowe Polski z sąsiadami, ale włączy też do sieci połączeń dalekobieżnych prawie 90-tysięczne Jastrzębie-Zdrój, czyli obecnie największe w Polsce miasto bez dostępu do kolei.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

I tak wyjadą?

I tak wyjadą?

24 proc. pracowników rozważa wyjazd do pracy za granicę w ciągu najbliższego roku. To wyniki 37. edycji badania „Monitor Rynku Pracy”.

Niemal jedna czwarta badanych pracowników rozważa wyjazd do pracy za granicę w ciągu najbliższego roku – 4 proc. ogółu pracowników na stałe, 10 proc. na czas określony (zazwyczaj na okres kilku miesięcy – do pół roku lub na rok-dwa lata), a 10 proc. jeszcze nie wie, na jak długo. Takie wnioski płyną z 37. edycji badania „Monitor Rynku Pracy” firmy Randstad. Najwięcej osób chce wyjechać ze wschodniej Polski – aż 30 proc. badanych.

Częściej wyjazd za granicę w celach zarobkowych rozważają osoby z najmłodszej grupy wiekowej (34 proc.), osoby z wykształceniem podstawowym (aż 36 proc.), pracownicy fizyczni – zarówno wykwalifikowani (36 proc.), jak i niewykwalifikowani (29 proc.), a także inżynierowie (33 proc.). Wyjechać chcą budowlańcy i pracownicy hotelarstwa oraz gastronomii.

Głównym powodem, dla którego zatrudnieni rozważają emigrację jest chęć otrzymania lepiej płatnej pracy, na lepszych warunkach. Na ten czynnik wskazało aż 63 proc.

Dość niewolnictwa niskich płac

Dość niewolnictwa niskich płac

Komisja Młodych OPZZ domaga się zwiększenia płacy minimalnej do wysokości 68 proc. przeciętnego wynagrodzenia, a także ogólnego wzrostu płac w gospodarce.

7 października obchodzony jest Światowy Dzień Godnej Pracy. Tego dnia młodzi związkowcy z Komisji Młodych Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych zorganizowali happening pod Ministerstwem Rodziny i Polityki Społecznej w Warszawie obrazując w formie humorystycznej, jak wygląda sytuacja młodych pracowników. Przebrani za więźniów trzymali transparenty: „Polska Potrzebuje Wyższych Płac”, „50% Polek i Polaków zarabia mniej niż 2513 zł”, „Z pracownika nie ma niewolnika”, czy „Uczciwa praca = godziwa płaca”.

Czujemy się niewolnikami niskich pensji. Pomimo zapowiedzi rządzących sytuacja pod względem zarobków dalej wygląda fatalnie. Pensja minimalna wzrasta zbyt wolno. W Polsce to jedynie 2250 zł brutto (1634 zł netto). Dla porównania w Niemczech wynosi ona 1557 euro, czyli 6726 zł, a w Irlandii 1656 euro, czyli 7154 zł. Jednocześnie w tym państwach poziom usług publicznych stoi na dużo wyższym poziomie – nie trzeba za nie dodatkowo płacić. Nawet po podniesieniu płacy minimalnej do 4000 zł brutto, czyli 2853 zł „na rękę”, będziemy żyli od pierwszego do pierwszego – mówi Konrad Więcek, Przewodniczący Komisji Młodych OPZZ.

Zdaniem protestujących obecna wysokość płacy minimalnej nie daje możliwości samodzielnego utrzymania się. Zapowiedzi jej wzrostu przyjmują ze zrozumieniem, ale ich zdaniem to niestety kropla w morzu potrzeb. – Uważamy, że ta zapowiadana kwota niestety je zbyt niska, a rządzącym brakuje wizji wzrostu płac w całej gospodarce. Po pierwsze chcemy, by zgodnie z wytycznymi Komitetu Niezależnych Ekspertów Rady Europy, płaca minimalna wynosiła co najmniej 68% przeciętnego wynagrodzenia, a po drugie by to przeciętne wynagrodzenie, by płace w całej gospodarce, były na tyle wysokie, by to 68% wynosiło tyle, ile płaca minimalna u naszych zachodnich sąsiadów. Żadna z partii politycznych nie ma aktualnie takiej wizji, dlatego tu jesteśmy – mówią młodzi związkowcy z Komisji Młodych Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych.

Niepełnosprawni poczekają?

Niepełnosprawni poczekają?

Procedowane w przyspieszonym tempie 500+ dla osób niepełnosprawnych jest pewne, ale pojawiają się problemy z niedoborem lekarzy orzeczników oraz z gromadzeniem potrzebnych dokumentów. Chorzy pieniądze mogą otrzymać nawet w grudniu, choć z wyrównaniem wstecz.

Jak informuje portal wyborcza.biz, uprawnionych do wypłaty ma być ok. 850 tys. Polaków. Na razie wpłynęło jednak tylko 168,5 tys. wniosków, wielu osobom bowiem brakuje wymaganych zaświadczeń.

Wnioski o świadczenie ZUS przyjmował od początku września, ale do tej pory żadnego nie rozpatrzył. Zgodnie z prawem może się tym zająć dopiero po wejściu w życie ustawy, czyli od 1 października br. Zazwyczaj wypłacał każde świadczenie w ciągu 30 dni od ustalenia wszystkich okoliczności w sprawie konkretnego beneficjenta, ale tym razem raczej się to nie uda. W ustawie zapisano, że w przypadku wniosków złożonych do 30 listopada Zakład będzie miał na wydanie decyzji, czy komuś się pieniądze należą, aż 60 dni „od wyjaśnienia ostatniej okoliczności niezbędnej do ustalenia prawa do 500 plus”.

Do wniosku trzeba dołączyć wymagane dokumenty – ale wielu Polaków nie jest w stanie tego warunku spełnić. Aby dostać pieniądze, trzeba będzie mieć orzeczenie wydawane przez lekarza orzecznika ZUS o całkowitej niezdolności do pracy i samodzielnej egzystencji albo orzeczenie o całkowitej niezdolności do samodzielnej egzystencji. Wielu Polaków nie ma jednak wymaganych w ustawie orzeczeń. Mają za to inne, np. o znacznym stopniu niepełnosprawności, ale ich ZUS nie uwzględnia.

Jak szacuje ZUS, uprawnionych do wypłaty świadczenia będzie 850 tys. Polaków. Ale blisko 600 tys. z nich trzeba będzie zbadać „pod kątem orzeczeń o niezdolności do samodzielnej egzystencji”. Takie badania m.in. będzie musiało przejść ok. 300 tys. emerytów, którzy skończyli 75 lat i pobierają dodatek pielęgnacyjny. Ale ZUS ma tylko 656 lekarzy do badań, którzy ledwo nadążają z bieżącą pracą. Będzie się ratował zewnętrznymi konsultantami.

500 zł dostaną tylko osoby mające dochód do 1100 zł brutto. Osoby z dochodem między 1100-1600 zł brutto będą miały świadczenie obniżone zgodnie z zasadą złotówka za złotówkę (np. ktoś, kto ma 1300 zł renty, dostanie tylko 300 zł dodatku). Kto otrzymuje powyżej 1600 zł brutto, nie zostanie objęty świadczeniem. Są jednak dobre wiadomości dla najuboższych: świadczenie będzie zwolnione z opodatkowania, a więc nie będzie od niego pobierany podatek i składki na ubezpieczenie społeczne. Dodatek nie będzie wliczany do dochodów, od którego odlicza się wydatki na cele rehabilitacyjne. Nie będzie on także wliczany do dochodu przy ubieganiu się o świadczenia z innych systemów wspierających rodzinę (dotyczy to np. prawa do świadczeń pomocy społecznej, dodatku mieszkaniowego, dodatku energetycznego). Dodatkowo ze świadczenia uzupełniającego nie będą dokonywane potrącenia i egzekucje. A to oznacza, że nie będzie miał do niego dostępu komornik.

Środki na sfinansowanie 500+ dla osób niepełnosprawnych będą pochodzić z Funduszu Solidarnościowego. Od 2020 r. najlepiej zarabiający Polacy zapłacą dodatkową składkę (tzw. daninę solidarnościową na rzecz osób niepełnosprawnych). Jak szacuje rząd, będzie to dotyczyć ok. 25 tys. osób. Każdy, którego roczny dochód przekracza 1 mln zł, czyli ok. 87 tys. zł miesięcznie, przekaże do funduszu solidarnościowego 4 proc. od nadwyżki ponad tę kwotę.