Nie chcą PKS-ów?

Nie chcą PKS-ów?

Drugi nabór do rządowego programu dofinansowania transportu zbiorowego zakończył się porażką. Niektórzy wojewodowie nie otrzymali ani jednego wniosku.

Po cichu zakończono drugi nabór na dofinansowanie transportu zbiorowego z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych. Nie ma się czym chwalić – po pierwszym naborze w puli pozostało na dofinansowania ok. 280 mln zł. Jednak zainteresowanie tymi środkami było podczas drugiego naboru nadal śladowe.

Jak informuje Portal Samorządowy, w województwie wielkopolskim, lubuskim i warmińsko-mazurskim w drugim naborze nie wpłynął ani jeden wniosek. W pozostałych regionach łączna wartość składanych wniosków rzadko kiedy przekraczała 200 tys. zł. Trzeba stworzyć system, a dopiero potem go dofinansować. Nie zaś dofinansowywać system, który jest kulawy i niewydolny – komentuje dr Michał Wolański z Instytutu Infrastruktury, Transportu i Mobilności Szkoły Głównej Handlowej.

Na Mazowszu (do wzięcia było 17, 1 mln zł) wnioski na kwotę 256 tys. zł złożyło 11 samorządów; na Pomorzu Zachodnim (w puli było 17,6 mln zł) wnioski za 21,7 tys. zł (!) złożyły powiat szczecinecki oraz gmina Gościno; na Dolnym Śląsku (19,3 mln zł w puli) o dofinansowanie kwotą 100 tys. zł wystąpiło 6 samorządów; na Pomorzu (do wzięcia było 14,5 mln zł) wnioski na 225,5 tys. zł przedstawiły trzy samorządy; na Podlasiu (w puli było po pierwszym naborze ponad 23,9 mln zł) zainteresowanie sprawą i niespełna 50 tys. zł wykazały 4 samorządy. Wynik dla Podkarpacia to 4 wnioski na 108,8 tys. zł (w puli było 16,34 mln zł), dla województwa lubelskiego 6 wniosków na kwotę 95,6 tys. zł (do wzięcia było 23,27 mln zł), natomiast dla opolskiego 7 wniosków na sumę 61,1 tys. zł (po pierwszym naborze zostało 10,53 mln zł).

Dlaczego samorządy nie składają wniosków? Winien jest chaos organizacyjny i nieżyciowe założenia programu – konieczność znalezienia firmy przewozowej na daną linię przed złożeniem wniosku (dofinansowywane są linie istniejące, a nie nowe), która musiałaby się podjąć obsługi trasy bez wiedzy, czy za chwilę gmina nie zakończy z nią współpracy, bo nie otrzyma środków na przewozy.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nie można marnować, ale ciężko oddać

Nie można marnować, ale ciężko oddać

Do 18 lutego 2020 roku przedsiębiorstwa o powierzchni powyżej 250 metrów kwadratowych, których sprzedaż żywności stanowi co najmniej połowę przychodów, mają obowiązek podpisania umów z organizacjami pozarządowymi i oddawania im niesprzedanych produktów. Jeśli nie wywiążą się z tego, będą płaciły kary. Jednak kontrole nie będą rychliwe.

Poza nielicznymi wyjątkami większość sieci nie podaje, ile konkretnie marnuje żywności. Trudno im to określić, bo to są zmienne ilości. Poważnym problemem bywa też znajdowanie odbiorców nadwyżek. To ma związek ze sztywnymi i srogo rozliczanymi terminami przydatności oraz przepisami sanitarno-zdrowotnymi. Opanowanie wiedzy o zapasach, stopniu psucia się niektórych towarów i zmianach pogody jest bardzo trudne – mówi dr Andrzej Faliński, specjalista od rynku detalicznego.

Zmniejszanie odpadów wymaga lepszej organizacji pracy na wszystkich poziomach. Tam, gdzie przetwarzana jest żywność, bardzo często przestrzegane są normy HACCP. Sieci starają się je usprawniać, np. poprzez zakup urządzeń pomiarowych. Samo raportowanie, tj. generowanie i przetwarzanie informacji w czasie rzeczywistym, jest jednak ograniczone przez obecne sposoby komunikacji, czyli papier, długopis i e-mail. Takie podejście jest mało wydajne, bo zabiera pracownikowi dużo czasu. Jednak jest wymagane przepisami i dlatego się je stosuje – zwraca uwagę Sebastian Starzyński, prezes fundacji TakeTask. Jeżeli wywróci się np. paleta z jogurtem i towar zostanie częściowo uszkodzony, to pracownik sieci odnotuje ten fakt w notesie. Jednak dla urzędnika może to nie być wystarczającym dowodem. W tym momencie sieci nie mają odpowiednich, szybkich sposobów dokumentowania strat, gdyż są one rozwiązywane na poziomie sklepu. Menedżer jest z tego rozliczany, a on swoje obowiązki i cele ceduje na kolejnych pracowników. W przypadku organów wewnętrznych tworzenie lepszej dokumentacji będzie zaletą, jeśli nowe procedury przyniosą oszczędność czasu.

Eksperci zwracają uwagę na konieczność elektronicznego monitorowania strat i ilości produktów, które przekroczyły datę przydatności do spożycia. Dr Faliński mówi też, że marnotrawieniu żywności sprzyja nadmierne zatowarowanie sklepów i bardzo niskie ceny – jeśli nie wyrzuci jej sklep, to część wyrzucą konsumenci, którzy tanio ją kupili, więc wzięli więcej niż mogli zjeść.

Kulczykowie zwrócą

Kulczykowie zwrócą

Sąd Unii Europejskiej uznał, że firma Kulczyków musi zwrócić Skarbowi Państwa ponad 1,3 mld zł w związku z pobieraniem nienależnej pomocy przy budowie i eksploatacji Autostrady Wielkopolskiej.

Spółka Autostrada Wielkopolska (AWSA) zarządza odcinkiem płatnej autostrady A2 od Konina do Nowego Tomyśla za Poznaniem. W czwartek Sąd UE wydał wyrok odrzucający skargę AWSA na decyzję Komisji Europejskiej z sierpnia 2017 r. Wówczas KE zobowiązała spółkę do zwrotu państwu nienależnej pomocy publicznej. Decyzję Komisji w listopadzie 2017 r. AWSA zaskarżyła do Sądu UE.

Zgodnie z wyrokiem unijnego sądu firma ma wykonać decyzje KE i pokryć wydatki procesowe Komisji. Chodzi o ogromne pieniądze. „Odzyskane środki zasilą konto Krajowego Funduszu Drogowego i zostaną przeznaczone na realizację inwestycji drogowych” – poinformowało Ministerstwo Infrastruktury.

Jak informuje portal wyborcza.pl, KE nakazała AWSA zwrócić państwu 895 mln zł pomocy przyznanej z naruszeniem unijnych przepisów od września 2005 r. do połowy 2011 r. Do tej kwoty KE poleciła doliczyć odsetki i w listopadzie 2017 r. AWSA była zobowiązana zwrócić państwu już 1 mld 367 mln zł.

Jest gdzie leczyć, ale nie ma komu

Jest gdzie leczyć, ale nie ma komu

Zdaniem Naczelnej Rady Lekarskiej w Polsce brakuje obecnie 68 tys. lekarzy. W ostatnich latach ich liczba wzrosła, ale i tak jesteśmy na szarym końcu w UE.

Jeśli chodzi o liczbę lekarzy na 1000 mieszkańców, jesteśmy na szarym końcu w Europie. W Polsce jest to 2,4; średnia europejska to 3,6 (dane OECD i KE) – mówi PAP wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej Krzysztof Madej. Oficjalnie podawane dane mówią o braku 50 tys. lekarzy. Obliczyliśmy, że na podstawie danych z Centralnego Rejestru Lekarzy brakuje ok. 68 tys. lekarzy – dodaje.

Jednocześnie PAP informuje, że w ostatnich 5 latach liczba lekarzy wzrosła o ok. 11 tysięcy.

Kogo potrzeba w polskich szpitalach najbardziej? Przede wszystkim psychiatrów, onkologów i hematologów dziecięcych, anestezjologów, chirurgów onkologicznych i specjalistów z zakresu chorób płuc u dzieci.

Z drugiej strony jednak, według danych Eurostatu, w polskich szpitalach nie ma wielkiego problemu z dostępnością łóżek. Dysponujemy 663 łóżkami na 100 tys. mieszkańców, wyprzedzając pod tym względem Francję, Portugalię, Hiszpanię, Włochy i Wielką Brytanię.