Uregulować najem krótkoterminowy

Uregulować najem krótkoterminowy

 

22 europejskie miasta jednym głosem mówią o konieczności uregulowania zasad udzielania najmu krótkoterminowego. Są wśród nich Kraków i Warszawa.

Aby uregulować działalność platform internetowych oferujących najem krótkoterminowy, konieczne jest wypracowanie jednolitego prawodawstwa w ramach UE – tak uważają Kraków, Warszawa i 20 innych miast europejskich. We wspólnym apelu metropolie podkreślają, że rozwój turystyki nie może odbywać się ze szkodą dla obywateli i rodzin wybierających miasta na miejsce życia i pracy.

Rosnąca urbanizacja, w połączeniu z rozwojem turystyki i ciągłym brakiem zasobów mieszkaniowych, stanowią dla naszych miast poważne wyzwania – czytamy w stanowisku, pod którym podpisały się: Amsterdam, Ateny, Barcelona, Berlin, Bordeaux, Bolonia, Bruksela, Kolonia, Florencja, Frankfurt, Helsinki, Kraków, Londyn, Mediolan, Monachium, Paryż, Porto, Praga, Utrecht, Walencja, Wiedeń i Warszawa. Metropolie te mierzą się z tym samym wyzwaniem: muszą pogodzić interesy turystów z potrzebami mieszkańców.

Krótkoterminowe wynajmy przeznaczone są głównie dla turystów, ze szkodą dla obywateli oraz rodzin mieszkających i pracujących w naszych miastach – argumentują metropolie turystyczne. I podają dane świadczące o lawinowym wzroście liczby ofert turystycznego najmu krótkoterminowego w ostatnich latach. W Amsterdamie w 2013 r. było około 4500 takich ofert, a ich liczba do 2017 r. wzrosła do 22 tys. W historycznej dzielnicy Lizbony, Alfamie, ponad 55 proc. mieszkań to obecnie mieszkania przeznaczone na turystyczny najem krótkoterminowy.

Taki wzrost liczby najmów turystycznych wywołuje presję na wzrost kosztów mieszkaniowych, co bezpośrednio wpływa na dostępność mieszkań w przystępnych cenach – podkreślają metropolie.

Miasta chcą, aby unijne instytucje wypracowały spójne przepisy, które pozwolą uregulować działalność platform internetowych oferujących krótkoterminowy najem turystyczny. Tego typu platformy powinny być m.in. zobowiązane do udostępniania odpowiednich danych miejskim organom administracyjnym.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

MAN znowu zwalnia

MAN znowu zwalnia

Nieoczekiwany zwrot akcji w starachowickim MAN-ie. Kilka dni temu zwolniono kolejnych 50 pracowników, mimo że związkowcy negocjowali z zarządem w sprawie podwyżek. Gdy zerwali rozmowy, nie musieli długo czekać na zemstę firmy.

W zakładzie doszło do kolejnych zwolnień pracowników. W ubiegły piątek 28 lutego 2020 r. około 50 osób dostało wymówienia lub nie zostały im przedłużone umowy o pracę. Stało się to niespodziewanie, bo ani pracownicy, ani związki zawodowe nie zostali o owych zwolnieniach poinformowani.

Nie jest to ani uczciwe, ani tym bardziej eleganckie. W poniedziałek zwróciliśmy na to uwagę przedstawicielom pracodawcy. Zwolnienia dotknęły zarówno pracowników zatrudnionych bezpośrednio w MAN, jak i za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej. Trzeba wspomnieć, że w grudniu ubiegłego roku i w styczniu bieżącego roku zwolniono prawie 250 osób. Jak wynika z informacji przedstawicieli zarządu firmy nie są to ostatnie zwolnienia – mówi Jan Seweryn ze związków zawodowych w zakładzie.

11 lutego została podana informacja, że przedstawiciele MAN BUS zerwali rozmowy płacowe, ponieważ mieli zastrzeżenia co do składu grupy negocjacyjnej wystawionej przez Międzyzakładową Organizację Związkową NSZZ „Solidarność”. Firma próbowała ingerować w to, kto z ramienia związków będzie negocjował podwyżki. Dla robotników było to skandaliczne posunięcie.

21 lutego odbyło się walne zebranie delegatów Solidarności, którzy napisali w oświadczeniu: Walne Zebranie Delegatów NSZZ „Solidarność” w MAN BUS Sp. z o. o. wzywa Zarząd MAN BUS Sp. z o. o. do zaprzestania niezgodnych z prawem ingerencji w uprawnienia związkowe i natychmiastowego podjęcia negocjacji płacowych. W przypadku braku reakcji na nasze postulaty NSZZ „Solidarność” podejmie przewidziane prawem działania.

Polska bez strategii

Polska bez strategii

Polska nie ma pomysłu na zapewnienie powszechnego, równego dostępu do usług społecznych, pracownicy opieki społecznej nie mają zapewnionych przyzwoitych warunków pracy, a sytuacja osób niepełnosprawnych i ich opiekunów nie ulega poprawie. To opinia Komisji Europejskiej na temat działań naszego systemu opieki społecznej.

Jak czytamy w raporcie KE, w Polsce istnieje poważny problem z upowszechnieniem zabezpieczenia socjalnego obywateli, albowiem jedynie pracownicy zatrudnieni na odpowiednich formach umów mają zapewniony dostęp do świadczeń emerytalnych i zdrowotnych. KE wskazuje także, że choć świadczenie 500+ zostało wprowadzone przez polski rząd już 4 lata temu, to jego nominalna wartość ani razu nie została zrewaloryzowana, przez co uległa zmniejszeniu na skutek działania inflacji.

Według autorów raportu w Polsce wręcz brak jest jakiejkolwiek strategii dotyczącej zapewnienia równego, powszechnego dostępu do zrównoważonych, jakościowych i przystępnych cenowo usług socjalnych, które przynosiłyby mierzalny efekt i byłyby skutecznie finansowane przez państwo.

Raport KE zwraca także uwagę, że w Polsce nie widać żadnej poprawy jeśli chodzi o efektywną koordynację działań służb działających w ramach systemu opieki społecznej i systemu ochrony zdrowia – podobnie zresztą jak w przypadku lokalnych służb ds. opieki społecznej i zatrudnienia.

W efekcie utrudnione jest zapewnienie kompleksowej pomocy osom długotrwale bezrobotnym. Co więcej, Komisja Europejska podkreśla, że zmiana tego stanu rzeczy będzie niemożliwa bez zapewnienia pracownikom opieki społecznej w Polsce przyzwoitych warunków pracy i godnej płacy.

Polskie prawo dotyczące pomocy społecznej nie przewiduje wsparcia dla takich działań, jak opieka okazjonalna czy opieka osobista. KE zwraca również uwagę na to, że środki ze stworzonego w 2018 roku Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych mogą zostać przeznaczone do sfinansowania innych celów niż wsparcie niepełnosprawnych. „Opieka długoterminowa wciąż jest zapewniana przede wszystkim przez nieformalnych opiekunów, w tym członków rodziny, którym brakuje odpowiedniego wsparcia instytucjonalnego. Osoby przebywające w zakładach długoterminowej opieki w Polsce są statystycznie bardziej narażone na różne zagrożenia, w tym na tzw. zakażenia związane z opieką zdrowotną i odleżyny, niż w innych krajach należących do OECD” – czytamy w publikacji.

Chcą zarabiać na wirusie

Chcą zarabiać na wirusie

To była tylko kwestia czasu – środki ochrony medycznej drożeją, a handel nimi staje się polem walki pomiędzy prywatnymi hurtowniami a państwem.

Chodzi m.in. o maseczki chirurgiczne. Zgodnie z informacjami UOKiK, hurtownie zaczęły rozwiązywać umowy ze szpitalami, by podpisać je zaraz ponownie i uzyskać znacznie wyższe ceny produktów.

We wszczętym postępowaniu zweryfikujemy, czy hurtownie wypowiadając umowy szpitalom nie łamią przepisów prawa konkurencji, w tym poprzez nadużywanie pozycji dominującej lub zawieranie zmów cenowych. Zerwanie umowy ze szpitalami po to, aby podnieść cenę lub sprzedać produkty na rynku zamiast dostarczyć je placówkom medycznym w ramach wcześniej zawartych umów, to działanie nie tylko haniebne, ale również sprzeczne z ustawą. Pacta sunt servanda – umów należy dotrzymywać – mówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.

Kara, którą może dostać przedsiębiorca w wyniku nieuczciwych działań, to 10 proc. obrotu. Działania mogą również podlegać postępowaniu karnemu oraz sprowadzeniu stanów powszechnie niebezpiecznych dla życia lub zdrowia, którymi zajmuje się na wniosek Urzędu prokuratura i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.