Kraj nie dla słabych?

Kraj nie dla słabych?

O 10 proc. rok do roku wzrosła liczba osób w wieku 65+, które popełniły samobójstwo. Odsetek prób samobójczych wśród dzieci wzrósł także o 10 proc.

Jak pisze Karolina Nowakowska w „Dzienniku Gazecie Prawnej”, ze statystyk wynika, że najczęściej próby samobójcze podejmują osoby w wieku 30-34 lata. Tak było również w 2019 roku. Na ten krok zdecydowały się w sumie 1363 osoby. Zgonem zakończyły się 474 podjęte próby. Najwięcej zgonów policja odnotowała w grupie wiekowej 60-64 lata. W zeszłym roku życie odebrało sobie 533 z nich.

Pogorszenie stanu zdrowia psychicznego seniorów jest widoczne także w corocznej rządowej informacji o sytuacji osób starczych. Z najnowszego dokumentu, przygotowanego za rok 2018 wynika, że wzrasta liczba osób starszych leczonych w poradniach zdrowia psychicznego. Z powodu zaburzeń psychicznych (bez uzależnień) leczono wówczas ogółem 7 456 osób w wieku 65 lat i więcej (jest to 16,3 proc. ogółu leczonych). Najwięcej pacjentów stanowiły osoby: z zaburzeniami organicznymi, z zaburzeniami nerwicowymi związanymi ze stresem i schizofrenią. W porównaniu z 2017 rokiem liczba leczonych ogółem wzrosła o 445 osób (6,3 proc.). Największy wzrost zanotowano wśród osób leczących się z powodu depresji nawracających i zaburzeń dwubiegunowych (o 16,6 proc.).

Problemy mają również nastolatkowie. O prawie 100 proc. (z 26 do 46) wzrosła liczba prób samobójczych dzieci w wieku 7-12 lat. Wśród nastolatków (13-18 lat) liczby te to 746 prób samobójczych w 2018 roku i 905 rok później. – Jednak skala problemu może być znacznie większa, ponieważ statystyki KGP nie uwzględniają wzrostu liczby przypadków prób samobójczych nastolatków, które są zgłaszane podczas przyjęć do szpitali psychiatrycznych. – Ocenia się, że ogólna liczba prób samobójczych u nastolatków jest wielokrotnie wyższa, ponieważ osoby po usiłowaniu samobójstwa mogą ponawiać te próby, co występuje nawet w 40 proc. przypadków w ciągu kolejnego roku. Szacuje się, że próby samobójcze młodzieży, będące głównym, niezależnym czynnikiem ryzyka zgonów samobójczych, występują 100 – 200 razy częściej niż samobójstwa dokonane – mówi  „Dziennikowi Gazecie Prawnej” prof. Agnieszka Gmitrowicz, kierownik Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży i Katedry Psychiatrii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Zielone hutnictwo możliwe?

Zielone hutnictwo możliwe?

Importując stal, a eksportując emisje CO2 i miejsca pracy, nie ochronimy klimatu. Unia Europejska powinna pokazać, w jaki sposób jej plany klimatyczne mogą spowodować redukcję CO2 w skali globalnej.

Stal produkowana nowymi, „zielonymi” metodami może być droższa o 35-100 proc. niż importowane produkty wytwarzane obecnymi metodami. Redukcja śladu węglowego hutnictwa wymaga wsparcia nowych metod produkcji w starciu z tanim, bo produkowanym tradycyjnie importem.

Przemysł stalowy Unii Europejskiej od 2005 roku zmniejszył produkcję o 14 proc. W tym samym czasie udział importowanej stali w unijnym rynku wzrósł o 80 proc. Ta stal ma średnio wyższy ślad węglowy od stali wyprodukowanej w Unii Europejskiej. Efekt netto polityki klimatycznej, która patrzy tylko na emisje na terenie Unii, a nie ślad węglowy samych produktów jest zielony tylko z nazwy – mówi Axel Eggert, dyrektor generalny Eurofer, komentując nowy Zielony Ład i wskazuje, że Unia musi spojrzeć nie tylko na własne emisje, ale także te powodowane przez towary i usługi trafiające na unijny rynek.

Jak informuje serwis wnp.pl, unijne hutnictwo chce do 2030 r. zredukować emisje o 30 proc. w porównaniu do roku 1990. Do 2065 r. planowana jest redukcja o nawet o 80-95 proc. – To jednak wymaga ułożenia wszystkich elementów układanki na swoich miejscach. Oznacza to wsparcie inwestycji w badania i rozwój, dostęp do finansowania, dostęp do neutralnej pod względem emisji CO2 energii elektrycznej, stworzenie rynku dla zielonej stali i zapewnienia równych warunków konkurowania z producentami z krajów, gdzie do ochrony klimatu podchodzi się mniej ambitnie – wskazuje Axel Eggert.

Uregulować najem krótkoterminowy

Uregulować najem krótkoterminowy

 

22 europejskie miasta jednym głosem mówią o konieczności uregulowania zasad udzielania najmu krótkoterminowego. Są wśród nich Kraków i Warszawa.

Aby uregulować działalność platform internetowych oferujących najem krótkoterminowy, konieczne jest wypracowanie jednolitego prawodawstwa w ramach UE – tak uważają Kraków, Warszawa i 20 innych miast europejskich. We wspólnym apelu metropolie podkreślają, że rozwój turystyki nie może odbywać się ze szkodą dla obywateli i rodzin wybierających miasta na miejsce życia i pracy.

Rosnąca urbanizacja, w połączeniu z rozwojem turystyki i ciągłym brakiem zasobów mieszkaniowych, stanowią dla naszych miast poważne wyzwania – czytamy w stanowisku, pod którym podpisały się: Amsterdam, Ateny, Barcelona, Berlin, Bordeaux, Bolonia, Bruksela, Kolonia, Florencja, Frankfurt, Helsinki, Kraków, Londyn, Mediolan, Monachium, Paryż, Porto, Praga, Utrecht, Walencja, Wiedeń i Warszawa. Metropolie te mierzą się z tym samym wyzwaniem: muszą pogodzić interesy turystów z potrzebami mieszkańców.

Krótkoterminowe wynajmy przeznaczone są głównie dla turystów, ze szkodą dla obywateli oraz rodzin mieszkających i pracujących w naszych miastach – argumentują metropolie turystyczne. I podają dane świadczące o lawinowym wzroście liczby ofert turystycznego najmu krótkoterminowego w ostatnich latach. W Amsterdamie w 2013 r. było około 4500 takich ofert, a ich liczba do 2017 r. wzrosła do 22 tys. W historycznej dzielnicy Lizbony, Alfamie, ponad 55 proc. mieszkań to obecnie mieszkania przeznaczone na turystyczny najem krótkoterminowy.

Taki wzrost liczby najmów turystycznych wywołuje presję na wzrost kosztów mieszkaniowych, co bezpośrednio wpływa na dostępność mieszkań w przystępnych cenach – podkreślają metropolie.

Miasta chcą, aby unijne instytucje wypracowały spójne przepisy, które pozwolą uregulować działalność platform internetowych oferujących krótkoterminowy najem turystyczny. Tego typu platformy powinny być m.in. zobowiązane do udostępniania odpowiednich danych miejskim organom administracyjnym.

MAN znowu zwalnia

MAN znowu zwalnia

Nieoczekiwany zwrot akcji w starachowickim MAN-ie. Kilka dni temu zwolniono kolejnych 50 pracowników, mimo że związkowcy negocjowali z zarządem w sprawie podwyżek. Gdy zerwali rozmowy, nie musieli długo czekać na zemstę firmy.

W zakładzie doszło do kolejnych zwolnień pracowników. W ubiegły piątek 28 lutego 2020 r. około 50 osób dostało wymówienia lub nie zostały im przedłużone umowy o pracę. Stało się to niespodziewanie, bo ani pracownicy, ani związki zawodowe nie zostali o owych zwolnieniach poinformowani.

Nie jest to ani uczciwe, ani tym bardziej eleganckie. W poniedziałek zwróciliśmy na to uwagę przedstawicielom pracodawcy. Zwolnienia dotknęły zarówno pracowników zatrudnionych bezpośrednio w MAN, jak i za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej. Trzeba wspomnieć, że w grudniu ubiegłego roku i w styczniu bieżącego roku zwolniono prawie 250 osób. Jak wynika z informacji przedstawicieli zarządu firmy nie są to ostatnie zwolnienia – mówi Jan Seweryn ze związków zawodowych w zakładzie.

11 lutego została podana informacja, że przedstawiciele MAN BUS zerwali rozmowy płacowe, ponieważ mieli zastrzeżenia co do składu grupy negocjacyjnej wystawionej przez Międzyzakładową Organizację Związkową NSZZ „Solidarność”. Firma próbowała ingerować w to, kto z ramienia związków będzie negocjował podwyżki. Dla robotników było to skandaliczne posunięcie.

21 lutego odbyło się walne zebranie delegatów Solidarności, którzy napisali w oświadczeniu: Walne Zebranie Delegatów NSZZ „Solidarność” w MAN BUS Sp. z o. o. wzywa Zarząd MAN BUS Sp. z o. o. do zaprzestania niezgodnych z prawem ingerencji w uprawnienia związkowe i natychmiastowego podjęcia negocjacji płacowych. W przypadku braku reakcji na nasze postulaty NSZZ „Solidarność” podejmie przewidziane prawem działania.