Pandemia przeczy ekologii

Pandemia przeczy ekologii

W związku z pandemią nastąpił wielki powrót do pakowania wszelkich produktów, a więc do masowego wykorzystania plastiku, co dalekie jest od filozofii gospodarki o obiegu zamkniętym. Nie pomaga wykorzystywanie w wielkim natężeniu jednorazowych maseczek i rękawiczek.

Rozwój gospodarki o obiegu zamkniętym został wpisany do Strategii Rozwoju Państwa, ale jej zasady nie zawsze są zgodne z wymogami postępowania w czasie pandemii. Zostały teraz właściwie odstawione na boczny tor.

Wracamy do ogromnej ilości opakowań, pakujemy co tylko można. Zniknęły też wszelkie hasła promujące chodzenie na zakupy z własnymi opakowaniami. Rośnie nam w związku z tym ilość wprowadzonego na rynek plastiku. To działania oczywiste ze względów bezpieczeństwa, ale w ten sposób zastopowane zostało wiele aktywności wpisanych w GOZ.
Idea ograniczania produktów z plastiku, która nie tylko została zapisana w europejskich dyrektywach, ale wydawała się już wchodzić w nawyk wielu z nas, upadła z dnia na dzień – mowi Portalowi Samorządowemu Joanna Kulczycka, prezeska Klastra Gospodarki Odpadowej i Recyklingu.

Pandemia wpłynie też na skrócenie łańcucha dostaw. Okazało się, że poleganie na komponentach z Chin nie zawsze ma sens i jest zasadne. Model biznesowy, który opiera się na lokalnych dostawach, zapewne zyska na znaczeniu po kryzysie, bo to dostawy gwarantujące większe bezpieczeństwo i pewność – ocenia Kulczycka.

Wdrażanie GOZ nierozerwalnie związane było z celami, jakie postawiła przed państwami Unii Komisja Europejska. Już w tym roku gminy miały uzyskać 50-procentowy poziom surowców poddanych recyklingowi. W Polsce wszyscy byli właściwie zgodni, że osiągnięcie takich poziomów jest nierealne. Koronawirus oddala nas jeszcze od tego wyniku.

Nie osiągniemy w Polsce celów planowanych na 2020 w sektorze recyklingu. Już teraz widzimy, że branża chce się wycofywać z ich realizacji, zasłaniając się koronawirusem. Jednak przecież prawdziwym powodem są wieloletnie zaniedbania w gospodarce odpadami w gminach i brak zdecydowanych programów rozwojowych dla branży, brak dobrej selektywnej zbiórki, brak promowania recyklatów, brak wystarczającej infrastruktury dla poszczególnych strumieni, w tym dla bioodpadów – mówi Portalowi Samorządowemu Piotr Barczak z Europejskiego Biura Ochrony Środowiska .

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Bez medyków wirus zwycięży

Bez medyków wirus zwycięży

Pracowników medycznych brakowało już przed epidemią.

Z ubiegłorocznego raportu Manpower „Niedobór talentów w branży medycznej” wynika, że 72 proc. szpitali ma zbyt mało pielęgniarek wszystkich specjalizacji, a 68 proc. szpitali zgłaszało niedobór lekarzy.

Jak informuje portal pulshr.pl, pod koniec ubiegłego tygodnia Główny Inspektorat Sanitarny przedstawił dane o pracownikach służby zdrowia zakażonych koronawirusem. W Polsce było to wówczas 461 lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych. Z kolei na kwarantannie przebywa 4500 pracowników medycznych. W tym momencie zakażonych może być już znacznie więcej.

Już przed epidemią brakowało także sanitariuszy, salowych i personelu sprzątającego, a także szpitalnych pracowników administracyjnych (np. rejestratorek medycznych).

Polacy zaczynają się bać

Polacy zaczynają się bać

Pandemia spowodowała, że obawy Polaków związane z możliwością utraty pracę są najwyższe od 10 lat. Jedna czwarta z nas ryzyko utraty zatrudnienia ocenia obecnie jako duże.

Ze specjalnej edycji raportu „Monitor Rynku Pracy” zrealizowanego przez Instytut Badawczy Randstad wynika, że 26 proc. pracowników obawia się, że ryzyko zwolnienia z posady jest wysokie. Jak pisze portal pulshr.pl, utraty obecnego zatrudnienia najbardziej obawiają się sprzedawcy i kasjerzy (36 proc.), niewykwalifikowani robotnicy (36 proc.), a także kadra zarządzająca oraz pracownicy biurowi.

Prawie połowa zatrudnionych liczy się ze zmniejszeniem wynagrodzenia, 25 proc. boi się zwolnienia, a 16 proc. wizji likwidacji firmy. Odsetek osób, które uważają, że znajdą nową pracę, spadł do 75 proc. z 89 proc.

Tylko 19 proc. Polaków uważa, że szanse na ich zwolnienie są umiarkowane, natomiast 27 proc., że małe.

Hiszpański sposób na wirusa

Hiszpański sposób na wirusa

Rząd Hiszpanii pracuje nad wprowadzeniem dochodu podstawowego, by podźwignąć gospodarkę kraju po epidemii koronawirusa.

Jak informuje Business Insider, nad wprowadzeniem dochodu podstawowego w Hiszpanii pracuje ministerstwo bezpieczeństwa społecznego. Ma on służyć przede wszystkim rodzinom, jak wyjaśnia Natalia Calvino, wicepremierka i minsterka gospodarki.

Nie wiadomo jednak, czy dochód ma objąć wszystkich obywateli, czy tylko same rodziny z dziećmi, jednak Hiszpania jest zdeterminowana, by wprowadzić go „tak szybko, jak to możliwe”. W Europie jest ona najbardziej dotkniętym przez koronawirus krajem, po Włoszech. Zmarło tam ponad 13 tysięcy osób.