Franciszek za dochodem podstawowym

Franciszek za dochodem podstawowym

W swoim wielkanocnym liście do liderów ruchów społecznych papież pisze, że „być może nadszedł już czas, by rozważyć wprowadzenie dochodu podstawowego”.

O sprawie informuje portal Business Insider, który pisze, że list papieża wskazuje wyraźnie na sugestię, iż nadchodzi czas uniwersalnego dochodu, który mogłyby zacząć wprowadzać poszczególne kraje. Zdaniem Franciszka taki zastrzyk gotówki miałby pomóc wydźwignąć się im z gospodarczej zapaści związanej z wybuchem epidemii COVID-19 na całym świecie. Dochód podstawowy łagodziłby jego skutki.

Papież Franciszek, który jest znany z silnego poparcia dla najbiedniejszych i najbardziej zmarginalizowanych ludzi na świecie, poświęcił znaczną część zarówno swojego wielkanocnego przemówienia w Watykanie, jak i listu do liderów ruchów społecznych podkreśleniu trudnej sytuacji klasy robotniczej podczas kryzysu. „Wprowadzenie dochodu podstawowego zapewniłoby byt pracownikom pozbawionym praw. Byłby to zarówno gest bardzo ludzki, jak i bardzo chrześcijański” – pisze papież.

W swoim liście papież Franciszek zauważył również, że niektórzy pracownicy o najniższych zarobkach „zostali wykluczeni z korzyści płynących z globalizacji” i nie obejmują ich istniejące środki ochrony świata pracy. Pisze, że „sprzedawcy uliczni, śmieciarze, sklepy mięsne, drobni rolnicy, robotnicy budowlani, krawcowi, różnego rodzaju opiekunowie nie mają stałych dochodów, aby przetrwać ten trudny czas, a blokady gospodarcze stają się nie do zniesienia.”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wykorzystują sytuację i obniżają

Wykorzystują sytuację i obniżają

Koronawirus i założenia tarczy antykryzysowej sprzyjają obniżaniu wynagrodzeń pracownikom. Wielu z nich akceptuje takie rozwiązanie ze strachu, że całkowicie stracą pracę.

46 proc. badanych przez Polski Instytut Ekonomiczny firm jest zdecydowana na obniżkę wynagrodzeń w związku z trudnościami finansowymi. Tylko jedna trzecia pracodawców deklaruje utrzymanie dotychczasowych stawek.

Jak informuje portal pulshr.pl, od ponad miesiąca firmy ogłaszają zwolnienia, cięcia wynagrodzeń i rezygnację z premii. Pracownicy decydują się na bezwarunkowe przyjęcie obniżek wynagrodzenia z kilku powodów. Do najbardziej oczywistych należy strach.

Jednak wielu pracodawców nie musi wcale obniżać wypłat ze względów ekonomicznych. Robią to po prostu ze złośliwości i chęci zaoszczędzenia. Część przedsiębiorców – niestety muszę to powiedzieć, choć nie będą oni z tego powodu zadowoleni – chce po prostu wykorzystać sytuację. Wielu menedżerów, których znam, twierdzi, że do tej pory mieliśmy rynek pracownika, co było dla nich bardzo frustrujące. Dziś cieszą się, że sytuacja się odwraca i wszystko „zaczyna wracać do normy”  – wyjaśnia Bruno Żółtowski, psycholog biznesu – Dla niektórych pracodawców to, że muszą prosić o pracę, stało się wcześniej normą. Widzą korzyść w tym, że w sytuacji kryzysu i zagrożenia to oni rozdają karty.

Pracownicy kalkulują, jakie konsekwencje może mieć odmowa zmniejszenia wynagrodzenia, przeciwstawienie się pewnym decyzjom szefa. Ten strach sprawia, że nie podejmują walki w obawie o utratę pracy.

„Solidarność”: Rząd zmierza do otwartego konfliktu

„Solidarność”: Rząd zmierza do otwartego konfliktu

„Tarcza antykryzysowa 2” nie została poddana konsultacjom społecznym. – To świadome złamanie prawa, w tym konstytucji RP oraz prawa międzynarodowego – ocenia w swoim stanowisku „Solidarność” i ostrzega, że jest to droga do otwartego konfliktu.

Nowa wersja ustawy tzw. „Tarcza antykryzysowa – 2” choć dotyczy praw milionów pracowników, nie została poddana konsultacjom społecznym. W swoim stanowisku Prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” ostro krytykuje Rząd zarówno za rozwiązania zawarte w projekcie, jak i sam tryb procedowania ustawy. Dzisiaj wydało również obszerną opinię o projektowanych zmianach.

Forsowanie przez rząd projektu ustawy o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 – tzw. „Tarczy antykryzysowej 2” bez konsultacji społecznych, to świadome złamanie prawa, w tym konstytucji RP oraz prawa międzynarodowego. Jest to niczym nieusprawiedliwione wejście na drogę zmierzającą do kolejnego kryzysu w dialogu społecznym, podobnym do tego, który w 2013 r. doprowadził do likwidacji Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych – czytamy w stanowisku.

W długiej liście zarzutów do rozwiązań zawartych w tzw. „tarczy 2” Prezydium KK jako niedopuszczalne wymienia:

– pozostawienie na dotychczasowym skrajnie niskim poziomie zasiłków dla bezrobotnych,

– zbyt niski poziom dofinansowania wynagrodzeń pracowników, świadczących pracę w skróconym czasie pracy lub pozostających w przestoju ekonomicznym,

– wprowadzenie nieskrępowanych możliwości redukcji zatrudnienia oraz drastyczne i dyskryminujące względem innych grup zawodowych, pogorszenie sytuacji prawnej i ekonomicznej dla pracowników zatrudnionych w administracji rządowej,

– brak powiązania zwolnienia przedsiębiorcy ze składki na FUS ze spadkiem jego obrotów,

– wprowadzenie skróconego tygodniowego i dobowego nieprzerwanego odpoczynku,

– przerzucenie na pracowników większych kosztów poprzez umożliwienie jednoczesnego stosowania skrócenia wymiaru czasu pracy i przestoju ekonomicznego, również po okresie wypłacania świadczeń,

– rozszerzenie katalogu pracodawców, którym przyznaje się szczególne uprawnienia na czas trwania epidemii ograniczające przepisy kodeksu pracy,

– brak dostępu do dodatkowego zasiłku opiekuńczego dla rodziców i opiekunów dzieci powyżej 8 roku życia,

– możliwość tymczasowego przeniesienia pracownika samorządowego bez dodatkowych świadczeń do pracy w jednostkach pomocy społecznej poza miejscem zamieszkania,

– brak zakwalifikowania pracowników domowych jako uprawnionych do otrzymania wsparcia,

– brak możliwości uzyskania wsparcia dla gospodarstw domowych, które utraciwszy dochody nie są w stanie regulować swoich zobowiązań.

„Solidarność” zarzuca również rządowi, że wprowadzane rozwiązania dyskryminują pracowników zatrudnionych w oparciu o kodeks pracy, bowiem ci sumiennie płacąc wszystkie daniny publiczne będą najbardziej obciążeni skutkami kryzysu.

Skutki ekonomiczne kryzysu wywołanego pandemią będą w sposób niewspółmierny przerzucone na tych pracowników, którzy pracując w oparciu o kodeks pracy od lat dźwigają ciężar utrzymania Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i są sumiennymi płatnikami danin publicznych. Głównymi beneficjentami zaś będą te osoby, które w znikomym, lub zerowym stopniu obciążenia te ponosiły. Wprowadzane rozwiązania jednoznacznie uderzają w pracowników, obniżając w sposób istotny poziom bezpieczeństwa socjalnego milionów Polaków, jednocześnie pozbawiając ich konstytucyjnych praw np. do ochrony związkowej – napisano w stanowisku.

Na koniec Prezydium Komisji Krajowej ostrzega rząd przed otwartym konfliktem z „Solidarnością” i żąda korekty projektu uwzględniającego postulaty Związku.

– Ostrzegamy rządzących, dalsze pomijanie i ignorowanie NSZZ „Solidarność” skończy się otwartym konfliktem, na który jako Związek jesteśmy przygotowani.

Stanowisko zostało przekazane Premierowi, Prezydentowi, Ministrowi Rodziny Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministrowi Rozwoju.

Przedruk za „Tygodnikiem Solidarność”.

Wirus niszczy świat pracy?

Wirus niszczy świat pracy?

Badania wykazują, że w sytuacji zagrożenia epidemicznego ludzie bardziej boją się o swoje finanse niż o zdrowie. Co czwarty ankietowany już stracił pracę lub obniżono jego wynagrodzenie.

Według autorów badania 4P dla BIG InfoMonitor, osób obawiających się najbardziej o zdrowie (34 proc.) jest mniej niż lękających się o to, jakie konsekwencje zdrowotne i finansowe może przynieść koronawirus (45 proc.). Jak informuje pulshr.pl, co dziesiąty badany boi się wyłącznie o to, czy za kilka tygodni będzie go stać na życie, a nie o to, czy się zarazi. Strach o byt towarzyszy przede wszystkim osobom zatrudnionym w niepełnym wymiarze godzin na umowach o dzieło, zlecenie czy bez umów.

Lęki towarzyszące większości badanych wynikają z możliwości finansowych polskich gospodarstw domowych – co szósty badany informuje bowiem, że ma pieniądze najwyżej na jeden lub dwa miesiące, zbliżony jest też udział tych, którzy deklarują, że oszczędności wystarczą im na trzy miesiące. Najsilniejszy lęk o finanse przeżywają obecnie osoby, które nie mają do dyspozycji żadnych odłożonych pieniędzy, ewentualnie najwyżej jednomiesięczne dochody – w tej grupie 36 proc. twierdzi, że w bezruchu wywołanym koronawirusem wystarczy im pieniędzy maksymalnie na dwa miesiące.