Tymczasowych tarcza nie obejmuje

Tymczasowych tarcza nie obejmuje

Ponad 75 tys. pracowników tymczasowych może stracić zatrudnienie. Systemy pomocowe państwa ich nie dotyczą.

Dlaczego, skoro są zatrudnieni legalnie? Ponieważ tak zwani pracodawcy-użytkownicy nie są w świetle prawa ich zatrudnicielami i nie mogą w ich imieniu wystąpić o pomoc. Agencje pracy tymczasowej, które ich werbują, nie mają możliwości (a zapewne ich chęci) wypłacania im przestojowego. Pracownicy agencyjni często pracują w przemyśle – jednak ich warunki pracy i płacy są zawsze gorsze od warunków pracowników etatowych w tym samym zakładzie.

Jak pisze portal pulshr, przepisy tarczy antykryzysowej nie są dostosowane do tej grupy, co właściwie wyrzuca ją poza nawias. Pracodawcy-użytkownicy ze spadkiem obrotów, spełniający wszelkie przesłanki do uzyskania wsparcia od państwa, nie mogą objąć tą pomocą pracowników tymczasowych, ponieważ nie są ich pracodawcami (art. 15 g specustawy uprawnia zaś wyłącznie do wystąpienia o dofinansowanie własnych pracowników). Teoretycznie agencja pracy tymczasowej, jak każdy pracodawca, po spełnieniu brzegowej przesłanki (spadku obrotów) jest uprawniona do wniosku o dofinansowanie, ale możliwość taka jest właśnie tylko teoretyczna, gdyż pracownik tymczasowy nie jest objęty przestojem w pracy w agencji pracy tymczasowej (przestój, owszem, jest, ale u pracodawcy użytkownika). A porozumienie o warunkach przestoju albo obniżenia czasu pracy zawiera się w ramach zakładu pracodawcy użytkownika.

700 tys. pracowników tymczasowych to grupa, którą absolutnie pominięto przy ustalaniu zasad pomocy kryzysowej.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Prywatne boi się epidemii

Prywatne boi się epidemii

Prywatne placówki dezerterują z frontu walki z epidemią. Pacjenci są odsyłani do placówek państwowych.

Jak informuje portal „Rzeczpospolitej”, prywatne placówki medyczne i niepaństwowe szpitale wypisują do domu pacjentów, którzy mogą mieć podejrzenie zakażenia koronawirusem lub u których je stwierdzono. Zalecają im „kwarantannę domową”.

Nie żyje dwóch z czterech pacjentów onkologicznych, którzy trafili do Wojskowego Instytutu Medycznego (WIM) w Warszawie z jednego z prywatnych stołecznych szpitali. Tydzień wcześniej wypisano ich z tamtejszego oddziału hematoonkologii, który okazał się ogniskiem koronawirusa. Prywatny szpital wypisał ich do domu z zaleceniem „domowej kwarantanny”. Po kilku dniach zaczęli gorączkować, więc, jak miał im doradzić personel prywatnej placówki, pojechali do WIM. Prof. Wiesław W. Jędrzejczak, wieloletni konsultant krajowy hematoonkologii, uważa, że w takiej sytuacji prywatny szpital powinien zapewnić pacjentom opiekę.

Przykładów odsyłania kłopotliwych pacjentów do szpitali publicznych jest więcej. – Od początku epidemii przybyło nam pilnych pacjentów ortopedycznych, bo leczące ich dotychczas kliniki prywatne, które musiały wstrzymać lukratywne zabiegi planowe, zamknęły się, czekając na lepsze czasy – mówi gazecie dyrektor szpitala na Mazowszu.

Lekarze są zdania, że przenoszenie kosztów walki z epidemią z placówek prywatnych na publiczne rzutuje na wydolność systemu ochrony zdrowia w czasie pandemii. Szpitale utrzymywane ze składek i podatku nie powinny działać dla zysku, a wszystkie przychody powinny być przeznaczane na leczenie.

Kobiety stracą na pandemii więcej niż mężczyźni

Kobiety stracą na pandemii więcej niż mężczyźni

Ten kryzys gospodarczy dotknie głównie kobiet. To przede wszystkim one stracą pracę i będą mieć większe problemy z jej odzyskaniem.

„Dziennik Gazeta Prawna” przytacza szacunki amerykańskiego ośrodka badawczego Institute for Women’s Policy Research. Spośród prawie 700 tys. miejsc pracy, które znikły w USA w marcu br., 60 proc. było zajmowanych przez kobiety. Od czasu, gdy epidemia koronawirusa zaczęła się nasilać w Stanach Zjednoczonych, z list płac w sektorze turystyki i rekreacji zniknęło tam 261 tys. pracownic i 181 tys. pracowników.

Kobiety pracują głównie w usługach, a wiele miejsc je świadczących (poza sklepami niektórych branż) jest zamkniętych od pierwszej połowy marca do odwołania. Na fali kryzysu wywołanego pandemią w Polsce przestały całkowicie funkcjonować gabinety kosmetyczne, zakłady fryzjerskie, kluby fitness itp. – miejsca, których pracownicami są prawie wyłącznie kobiety. „Dziennik Gazeta Prawna” rozmawia o sprawie z prof. Joanną Tyrowicz z Uniwersytetu Warszawskiego, która mówi, że miejsca pracy w usługach będzie trudniej przywrócić niż zatrudnienie w przemyśle.

Przemysł jest w stanie szybko przywrócić do pracy zwolnionych pracowników, jeśli tylko będzie popyt na ich produkty. Tymczasem w usługach odbudowa potencjału może potrwać dłużej. Jeśli salon fryzjerski upadnie, to zanim ktoś nowy wynajmie lokal, wyposaży go, zacznie faktycznie zatrudniać personel itd., może minąć sporo czasu – mówi profesor Tyrowicz. Jeśli oboje z małżonków stracą zatrudnienie, to szybciej nową pracę znajdą mężczyźni, bo przemysł, w którym to oni dominują, szybciej się odbije. Taka też będzie potrzeba gospodarstw domowych, bo zarobki mężczyzn są przeciętnie wyższe.

Franciszek za dochodem podstawowym

Franciszek za dochodem podstawowym

W swoim wielkanocnym liście do liderów ruchów społecznych papież pisze, że „być może nadszedł już czas, by rozważyć wprowadzenie dochodu podstawowego”.

O sprawie informuje portal Business Insider, który pisze, że list papieża wskazuje wyraźnie na sugestię, iż nadchodzi czas uniwersalnego dochodu, który mogłyby zacząć wprowadzać poszczególne kraje. Zdaniem Franciszka taki zastrzyk gotówki miałby pomóc wydźwignąć się im z gospodarczej zapaści związanej z wybuchem epidemii COVID-19 na całym świecie. Dochód podstawowy łagodziłby jego skutki.

Papież Franciszek, który jest znany z silnego poparcia dla najbiedniejszych i najbardziej zmarginalizowanych ludzi na świecie, poświęcił znaczną część zarówno swojego wielkanocnego przemówienia w Watykanie, jak i listu do liderów ruchów społecznych podkreśleniu trudnej sytuacji klasy robotniczej podczas kryzysu. „Wprowadzenie dochodu podstawowego zapewniłoby byt pracownikom pozbawionym praw. Byłby to zarówno gest bardzo ludzki, jak i bardzo chrześcijański” – pisze papież.

W swoim liście papież Franciszek zauważył również, że niektórzy pracownicy o najniższych zarobkach „zostali wykluczeni z korzyści płynących z globalizacji” i nie obejmują ich istniejące środki ochrony świata pracy. Pisze, że „sprzedawcy uliczni, śmieciarze, sklepy mięsne, drobni rolnicy, robotnicy budowlani, krawcowi, różnego rodzaju opiekunowie nie mają stałych dochodów, aby przetrwać ten trudny czas, a blokady gospodarcze stają się nie do zniesienia.”.