Polska nie pomoże uciekinierom podatkowym

Polska nie pomoże uciekinierom podatkowym

Chcesz płacić podatki w rajach podatkowych? Tarcza antykryzysowa nie jest dla ciebie.

Według informacji portalu Business Insider Dania i Polska odmawiają firmom zarejestrowanym w zagranicznych rajach podatkowych pomocy finansowej w ramach programów pomocowych mających na celu walczyć z wywołanym pandemią kryzysem ekonomicznym.

Duński minister finansów ogłosił w sobotę przedłużenie do lipca pakietu pomocowego dla firm, ale zaznaczył, że firmy zarejestrowane w rajach podatkowych nie zostaną nim objęte – relacjonuje portal. Podobne kroki już 8 kwietnia podjął polski rząd, który zdecydował, że duże firmy chcące być objęte wartym ok. 6 mld dolarów pakietem ratunkowym muszą płacić podatki od działalności gospodarczej w Polsce. „Skończmy z rajami podatkowymi, które są zmorą współczesnej gospodarki” – takie słowa wypowiedział premier Mateusz Morawiecki.

Eksperci i działacze z kilku krajów wezwali rządy do walki z unikaniem opodatkowania podkreślając, że tracone w ten sposób środki są niezbędne do przetrwania spowodowanego pandemią kryzysu gospodarczego. „Stało się oczywiste, że ci, którzy nie płacą swoich podatków, są nie tylko winni tego przestępstwa, ale także morderstwa: jeśli nie ma łóżek szpitalnych i respiratorów, to ich należy za to częściowo winić” – napisał we włoskim dzienniku „La Repubblica” włoski dziennikarz Fabio Fazio.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Tymczasowych tarcza nie obejmuje

Tymczasowych tarcza nie obejmuje

Ponad 75 tys. pracowników tymczasowych może stracić zatrudnienie. Systemy pomocowe państwa ich nie dotyczą.

Dlaczego, skoro są zatrudnieni legalnie? Ponieważ tak zwani pracodawcy-użytkownicy nie są w świetle prawa ich zatrudnicielami i nie mogą w ich imieniu wystąpić o pomoc. Agencje pracy tymczasowej, które ich werbują, nie mają możliwości (a zapewne ich chęci) wypłacania im przestojowego. Pracownicy agencyjni często pracują w przemyśle – jednak ich warunki pracy i płacy są zawsze gorsze od warunków pracowników etatowych w tym samym zakładzie.

Jak pisze portal pulshr, przepisy tarczy antykryzysowej nie są dostosowane do tej grupy, co właściwie wyrzuca ją poza nawias. Pracodawcy-użytkownicy ze spadkiem obrotów, spełniający wszelkie przesłanki do uzyskania wsparcia od państwa, nie mogą objąć tą pomocą pracowników tymczasowych, ponieważ nie są ich pracodawcami (art. 15 g specustawy uprawnia zaś wyłącznie do wystąpienia o dofinansowanie własnych pracowników). Teoretycznie agencja pracy tymczasowej, jak każdy pracodawca, po spełnieniu brzegowej przesłanki (spadku obrotów) jest uprawniona do wniosku o dofinansowanie, ale możliwość taka jest właśnie tylko teoretyczna, gdyż pracownik tymczasowy nie jest objęty przestojem w pracy w agencji pracy tymczasowej (przestój, owszem, jest, ale u pracodawcy użytkownika). A porozumienie o warunkach przestoju albo obniżenia czasu pracy zawiera się w ramach zakładu pracodawcy użytkownika.

700 tys. pracowników tymczasowych to grupa, którą absolutnie pominięto przy ustalaniu zasad pomocy kryzysowej.

Prywatne boi się epidemii

Prywatne boi się epidemii

Prywatne placówki dezerterują z frontu walki z epidemią. Pacjenci są odsyłani do placówek państwowych.

Jak informuje portal „Rzeczpospolitej”, prywatne placówki medyczne i niepaństwowe szpitale wypisują do domu pacjentów, którzy mogą mieć podejrzenie zakażenia koronawirusem lub u których je stwierdzono. Zalecają im „kwarantannę domową”.

Nie żyje dwóch z czterech pacjentów onkologicznych, którzy trafili do Wojskowego Instytutu Medycznego (WIM) w Warszawie z jednego z prywatnych stołecznych szpitali. Tydzień wcześniej wypisano ich z tamtejszego oddziału hematoonkologii, który okazał się ogniskiem koronawirusa. Prywatny szpital wypisał ich do domu z zaleceniem „domowej kwarantanny”. Po kilku dniach zaczęli gorączkować, więc, jak miał im doradzić personel prywatnej placówki, pojechali do WIM. Prof. Wiesław W. Jędrzejczak, wieloletni konsultant krajowy hematoonkologii, uważa, że w takiej sytuacji prywatny szpital powinien zapewnić pacjentom opiekę.

Przykładów odsyłania kłopotliwych pacjentów do szpitali publicznych jest więcej. – Od początku epidemii przybyło nam pilnych pacjentów ortopedycznych, bo leczące ich dotychczas kliniki prywatne, które musiały wstrzymać lukratywne zabiegi planowe, zamknęły się, czekając na lepsze czasy – mówi gazecie dyrektor szpitala na Mazowszu.

Lekarze są zdania, że przenoszenie kosztów walki z epidemią z placówek prywatnych na publiczne rzutuje na wydolność systemu ochrony zdrowia w czasie pandemii. Szpitale utrzymywane ze składek i podatku nie powinny działać dla zysku, a wszystkie przychody powinny być przeznaczane na leczenie.

Kobiety stracą na pandemii więcej niż mężczyźni

Kobiety stracą na pandemii więcej niż mężczyźni

Ten kryzys gospodarczy dotknie głównie kobiet. To przede wszystkim one stracą pracę i będą mieć większe problemy z jej odzyskaniem.

„Dziennik Gazeta Prawna” przytacza szacunki amerykańskiego ośrodka badawczego Institute for Women’s Policy Research. Spośród prawie 700 tys. miejsc pracy, które znikły w USA w marcu br., 60 proc. było zajmowanych przez kobiety. Od czasu, gdy epidemia koronawirusa zaczęła się nasilać w Stanach Zjednoczonych, z list płac w sektorze turystyki i rekreacji zniknęło tam 261 tys. pracownic i 181 tys. pracowników.

Kobiety pracują głównie w usługach, a wiele miejsc je świadczących (poza sklepami niektórych branż) jest zamkniętych od pierwszej połowy marca do odwołania. Na fali kryzysu wywołanego pandemią w Polsce przestały całkowicie funkcjonować gabinety kosmetyczne, zakłady fryzjerskie, kluby fitness itp. – miejsca, których pracownicami są prawie wyłącznie kobiety. „Dziennik Gazeta Prawna” rozmawia o sprawie z prof. Joanną Tyrowicz z Uniwersytetu Warszawskiego, która mówi, że miejsca pracy w usługach będzie trudniej przywrócić niż zatrudnienie w przemyśle.

Przemysł jest w stanie szybko przywrócić do pracy zwolnionych pracowników, jeśli tylko będzie popyt na ich produkty. Tymczasem w usługach odbudowa potencjału może potrwać dłużej. Jeśli salon fryzjerski upadnie, to zanim ktoś nowy wynajmie lokal, wyposaży go, zacznie faktycznie zatrudniać personel itd., może minąć sporo czasu – mówi profesor Tyrowicz. Jeśli oboje z małżonków stracą zatrudnienie, to szybciej nową pracę znajdą mężczyźni, bo przemysł, w którym to oni dominują, szybciej się odbije. Taka też będzie potrzeba gospodarstw domowych, bo zarobki mężczyzn są przeciętnie wyższe.