Będą nowe przystanki kolejowe?

Będą nowe przystanki kolejowe?

Prezydent Andrzej Duda i minister Andrzej Adamczyk zapowiedzieli budowę ponad stu nowych przystanków kolejowych do 2025 r.

Jak pisze portal gov.pl, W ciągu pięciu lat powstanie ponad sto przystanków kolejowych w całej Polsce, a wiele kolejnych zostanie przebudowanych. Przystanki mają ułatwić skorzystanie z transportu kolejowego i wymazać białe plamy komunikacyjne.

Za kwotę 1 mld zł zamierzamy budować nowe przystanki kolejowe, odbudować te, które od lat nie istnieją oraz wydłużać perony tam, gdzie nie mogą zatrzymywać się pociągi dalekobieżne. Jest to kolejna odsłona walki naszego rządu z wykluczeniem komunikacyjnym – mówi minister infrastruktury Andrzej Adamczyk.

Warunkiem realizacji inwestycji będzie deklaracja regionalnego organizatora przewozów o korzystaniu z wybudowanej infrastruktury. Według deklaracji resortu powstaną 104 nowe przystanki kolejowe, 14 zostanie odbudowanych, w 23 przypadkach poprawiona zostanie dostępność, 8 zostanie zmodernizowanych, a w 51 sytuacjach wydłuży się perony.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Jedna czwarta rodzin mniej zarabia

Jedna czwarta rodzin mniej zarabia

Jak wynika z najnowszych badań CBOS, 27 proc. polskich rodzin utraciło w związku z pandemią jedną z możliwości zarobkowania.

O sprawie pisze portal wnp.pl. Według jego informacji po wybuchu epidemii koronawirusa, w okresie obowiązywania najostrzejszych obostrzeń, jakieś możliwości zarobkowania w związku z nimi utraciło 27 proc. rodzin badanych internautów. Nie musi to oznaczać pełnego bezrobocia, ale CBOS podaje, że jedna czwarta badanych to osoby, które albo same utraciły pracę (czyli zwolnił je dotychczasowy pracodawca lub musiały zamknąć działalność swojej firmy), albo, dużo częściej, pracę stracił ktoś z ich najbliższej rodziny.

CBOS informuje, że na negatywne skutki epidemii w sferze zatrudnienia częściej uskarżają się kobiety (33 proc.) niż mężczyźni (21 proc.). Najczęściej o utracie pracy w takiej lub innej formie mówią osoby deklarujące najniższe dochody na osobę (do 999 złotych – 45 proc.), a także negatywnie oceniające swoje warunki materialne (52 proc.).

Jak podaje CBOS, wśród grup społeczno-zawodowych o utracie dotychczasowych możliwości zarobkowania najczęściej mówiły osoby obecnie bezrobotne (69 proc.) oraz pracujące na własny rachunek (54 proc.). Relatywnie częściej od innych skarżyli się na to jeszcze robotnicy niewykwalifikowani (37 proc.), rolnicy (36 proc.) oraz niejednolita grupa obejmująca gospodynie domowe i innych (36 proc.).

Wirus zniszczył „rynek pracownika”?

Wirus zniszczył „rynek pracownika”?

Jak wynika z raportu „Rynek pracy w czasie COVID-19” opracowanego przez Grant Thornton, ofert pracy nadal jest sporo, ale pracodawcy wyczuli okazję, by ciąć dodatki pozapłacowe, a podwyższać stawiane przed kandydatami oczekiwania.

Z informacji portalu pulshr.pl wynika, iż firmy szukają obecnie oszczędności, w tym na „kosztach pracowniczych”. Kryzys wywołany lockdownem gospodarki odbija się nie tylko na mniejszej liczbie nowych ofert pracy, ale też na ich zawartości. Jak wynika z danych międzynarodowej firmy audytorskiej Grant Thornton, która prowadzi cykliczne badania rynku pracy poprzez analizę ofert pracy publikowanych na najpopularniejszych platformach rekrutacyjnych, załamanie gospodarcze jest coraz bardziej odczuwalne także w Polsce.

W okresie od 10 do 31 marca liczba ofert pracy na portalu pracuj.pl spadła tylko o 7,5 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Niestety, w kolejnym miesiącu sytuacja nie była już tak dobra. W kwietniu 2020 roku na stronie pracuj.pl opublikowano 36,6 tys. ofert pracy: o prawie ¼ mniej niż przed rokiem. Statystycznie zatem już co czwarty pracodawca ogranicza plany zatrudnieniowe. Branża turystyczna, transportowa i gastronomiczna, które zwykle w kwietniu zaczynają mocno rekrutować na sezon wiosenno-letni, pozostają w uśpieniu, a więc znacząco zaniżają liczbę nowych ofert pracy. Niektóre inne branże jednak z powodu pandemii zostały wręcz zmuszone do zwiększenia zatrudnienia; wiele publikowanych codziennie ofert dotyczy poszukiwania rąk do pracy w sklepach spożywczych, firmach kurierskich czy w magazynach sklepowych.

Według Grant Thornton, w kwietniu 2020 roku pracodawcy w jednym ogłoszeniu oferowali kandydatom średnio 4,9 różnego rodzaju benefitów i zachęt (np. kart sportowych czy abonamentów medycznych). To o jeden punkt mniej niż w ofertach w kwietniu rok temu (5,9). Jest to również o jedno udogodnienie mniej niż w ofertach sprzed miesiąca. W kwietniu 2020 roku pracodawcy uszczuplili swe oferty o wiele zachęt mających za zadanie kusić kandydatów. Do ostatnich cięć w benefitach dołączyły teraz pakiety medyczne i karty sportowe. W ostatnim miesiącu w ofertach pracy zredukowano niemal wszystkie dodatkowe benefity. Jeszcze w marcu ponad połowa badanych pracodawców proponowała przyszłym pracownikom wysokie wynagrodzenie, a więcej niż 40 proc. oferowało kandydatom szkolenia oraz pakiety medycznie i karty sportowe.
W kwietniu odsetek ofert z tymi zachętami drastycznie spadł – już tylko 42 proc. nowych pracowników może liczyć na wysoką pensję, 36 proc. na szkolenia w firmie, a pakiet medyczny i sportowy otrzyma tylko około 30 proc. nowo zatrudnionych.

Jednocześnie bardzo spadło zapotrzebowanie na pracowników umysłowych, a wzrosło na fizycznych, co wiąże się m.in. z odpływem pracowników z Ukrainy. Jest ono spowodowane brakującymi etatami w handlu (zwłaszcza żywnością), budownictwie, branży kurierskiej czy w służbie zdrowia oraz obawami pracodawców o przyszłość w innych branżach, opartych przede wszystkim na pracy biurowej.

Śląsk nie chce kosić

Śląsk nie chce kosić

Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia apeluje do swoich miast o zaprzestania koszenia trawników w czasie suszy.

Jak pisze portal wnp.pl, o zaniechanie wykaszania traw w trakcie suszy zaapelowała do władz i mieszkańców swoich 41 miast i gmin członkowskich Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia. Niektóre z jej miast członkowskich już zadeklarowały, że stworzą utrzymujące wilgoć łąki.

Organizacja ta na mocy ustawy przygotowanej przez rząd specjalnie dla regionu skupia 41 miast i gmin centralnej części woj. śląskiego, zamieszkanych przez blisko 2,3 mln osób. Jednym z jej ustawowych zadań jest zagospodarowanie przestrzenne. Jej władze wskazały w piątek, że jeśli poszukuje się naturalnych sojuszników „w walce o przetrwanie” podczas suszy, jednym z najłatwiejszych sposobów jest zrezygnowanie z koszenia bądź ograniczenie do minimum koszenia miejskich trawników.

Wysoka trawa utrzymuje wilgoć i zapobiega erozji ziemi i jej przesuszaniu. Skoszony trawnik, aby był intensywnie zielony, musi być regularnie podlewany. To w perspektywie nadchodzących jeszcze większych susz jest działaniem nieracjonalnym. Woda staje się w tym czasie bezcenna i powinniśmy nią rozsądnie gospodarować – napisano w apelu umieszczonym w piątek na facebookowym profilu GZM. Wysoka trawa pomaga także obniżyć temperaturę powietrza. Nie bez znaczenia jest również to, że trawa, zwłaszcza w wybetonowanych miastach, jest fabryką tlenu i pochłaniaczem dwutlenku węgla. Jest też często jedynym rezerwuarem bioróżnorodności. Zadbajmy więc o naszego naturalnego sojusznika i pozwólmy rosnąć trawie! – apelują władze Metropolii.

Zgodne z tą ideą działania podjęły już w ostatnim czasie niektóre miasta GZM. Zakład Zieleni Miejskiej w Katowicach zapowiedział, że zaniecha w tym roku koszenia blisko 50 tys. metrów kwadratowych terenów zielonych, aby dać szansę dziko rosnącym łąkom. Podobne argumenty wziął pod uwagę Tyski Zakład Usług Komunalnych, urządzając łąki i informując o nich mieszkańców specjalnymi tabliczkami. Tabliczki „Dzika łąka”, jakie znalazły się m.in. w Parku Łabędzim, mają być informacją, że miejsce ma służyć owadom i że nie będzie koszone tak często, jak inne przestrzenie w mieście.