Związek wywalczył

Związek wywalczył

Komisja Inicjatywy Pracowniczej w Avon Distribution wywalczyła korzystniejsze porozumienie dla pracowników, którym groziły obniżki wynagrodzeń w ramach tarczy antykryzysowej.

Jak informuje związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza, zakończyły się długie negocjacje porozumienia w sprawie warunków pracy i wynagrodzenia podczas epidemii, zawartego między Komisja Zakładową OZZ IP przy Avon Distribution w Garwolinie a kierownictwem zakładu. Komisji zakładowej udało się udało się zabezpieczyć miejsca pracy i zredukować wysokość obniżek. Związkowcom udało się zmniejszyć wielkość proponowanej obniżki wymiaru pracy i wynagrodzeń z zaproponowanych początkowo przez pracodawcę z 20% – czyli maksymalnego wymiaru przewidywanego przez ustawę – do poziomu 5%.

Ponadto pracownicy zakładów otrzymują wraz z porozumieniem czteromiesięczną gwarancję utrzymania zatrudnienia. Ten zrealizowany w porozumieniu postulat pokazuje, że pracownicy mogą wywalczyć realną ochronę miejsc pracy. Porozumienie przewiduje rozłożenie kosztu kryzysu na wszystkich pracowników solidarnie: obejmuje prócz pracowników operacyjnych także kierowników. Wprowadzono także korzystne zapisy dotyczące sposobu naliczania wynagrodzeń i dodatków: naliczenie premii czy naliczania ewentualnych odpraw na podstawie wynagrodzenia sprzed obniżki, a także zapis o zachowaniu przez pracowników pełnego wymiaru urlopu wypoczynkowego.

Udało się zablokować bardzo niekorzystną propozycję pracodawcy, by przedłużyć okres rozliczeniowy do końca roku kalendarzowego.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pandemia pretekstem do zmiany warunków

Pandemia pretekstem do zmiany warunków

Zarząd koncernu hutniczego ArcelorMittal Poland wypowiedział obowiązujący w spółce od 10 lat Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy. Związki zapowiadają protesty.

Jak informuje wnp.pl na podstawie informacji z portalu solidarnosckatowice.pl, 29 maja br. układ został wypowiedziany z zachowaniem dwunastomiesięcznego okresu wypowiedzenia. W tym czasie, do końca maja przyszłego roku, nadal stosowane będą postanowienia dotychczasowego układu, a warunki zatrudnienia pracowników nie zmienią się. Po tym okresie jednak koncern chce nowego układu, twierdząc, że warunki dawniejszego „zdezaktualizowały się”.

W ocenie związkowców wypowiedziany z końcem maja układ zawiera korzystne dla pracowników regulacje dotyczące warunków pracy i płacy. Przedstawiciele związków mówią, że pracodawca nie uzasadnił wypowiedzenia układu, i rozważają akcje protestacyjne. Pracownicy są zdeterminowani, by bronić układu, ponieważ zawiera on zapisy na temat wielu istotnych uprawnień pracowniczych, takich jak wysokość i zasady wypłaty różnego rodzaju dodatków do płacy zasadniczej, stanowiących znaczącą część wynagrodzeń pracowników, a także szczegóły dotyczące nagród jubileuszowych czy odpraw emerytalnych. W układzie zapisane są także podstawy prawne dla corocznej negocjacji podwyżek płac załogi.

29 kwietnia br. związki zawodowe działające w AMP podpisały z zarządem spółki porozumienie dotyczące tzw. przestoju ekonomicznego. Dzięki temu spółka może korzystać przez okres trzech miesięcy z instrumentów wsparcia w ramach rządowej tarczy antykryzysowej. W „nagrodę” za poniesione wyrzeczenia pracowników czeka niespodzianka w postaci renegocjacji korzystnego układu zbiorowego.

Nowy program przeciwko suszy

Nowy program przeciwko suszy

100 mln złotych – tyle rząd chce przeznaczyć na ogłoszony dziś program przydomowej retencji „Moja woda”.

Jak donosi portal rządowy gov.pl, do 5 tys. zł dotacji na przydomowe instalacje, zatrzymujące wody opadowe lub roztopowe, będzie można otrzymać z nowego programu „Moja Woda”.

Jak zaznaczył minister Michał Kurtyka, zmiany klimatu dodatkowo negatywnie wpływają na dostępność wody i pogłębiają jej deficyt w Polsce. Program „Moja Woda” pozwoli sfinansować aż 20 tys. instalacji przydomowej retencji. Szacujemy, że przydomowe inwestycje spowodują zatrzymanie 1 mln metrów sześciennych rocznie w miejscu opadu wody, a więc na prywatnych działkach. To oznacza, że milion metrów sześciennych bardzo cennej wody odciąży kanalizację i zmniejszy ryzyko podtopień w wyniku deszczów nawalnych – poinformował minister klimatu.

Każdy właściciel domu jednorodzinnego będzie mógł otrzymać dotację do 5 tys. zł, przy czym nie więcej niż 80% kosztów, które zostaną poniesione po 1 czerwca 2020 r. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przekaże pieniądze do szesnastu wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej, które są bliżej beneficjentów. To one będą przyjmowały od początku lipca 2020 r. wnioski właścicieli domów jednorodzinnych na przydomowe mikroinstalacje wodne.

Wsparcie przewidziano na zakup, montaż i uruchomienie instalacji pozwalających na zagospodarowanie wód opadowych i roztopowych na terenie nieruchomości objętej przedsięwzięciem, w efekcie czego wody te nie będą odprowadzane na przykład do kanalizacji bytowo-gospodarczej, kanalizacji deszczowej, rowów odwadniających odprowadzających poza teren nieruchomości, na tereny sąsiadujące, ulice, place itp.

Program „Moja Woda” realizowany będzie w latach 2020-2024. Równolegle Ministerstwo Klimatu oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej pracują nad trzema innymi działaniami dotyczącymi retencji na wsi i w miastach. Programy będą skierowane do samorządów. Mowa o kolejnych 210 milionach zł, które będzie można przeznaczyć na inwestycje z zakresu zatrzymywania i retencjonowania wody.

Koniec autobusów?

Koniec autobusów?

Rząd zapowiada inwestycje w kolej, ale przed branżą przewozów autobusowych ciężkie czasy. Brak im finansowania, usługi świadczą na zasadach komercyjnych, a pandemia pokrzyżowała im plany.

Jak informuje portal Rynek Kolejowy, do szkół nie chodzą teraz uczniowie, co w praktyce odcięło firmy od tego źródła dofinansowania dla biletów ulgowych. Pasażerów jest mniej, więc z rozkładów jazdy znikają kolejne kursy. To doprowadziło do rozmontowania ostatnich działających systemów transportowych pozwalających funkcjonować na obszarach pozamiejskich bez własnego samochodu. Po unormowaniu się sytuacji epidemicznej bardzo trudno będzie odzyskać choćby część rynku, który już wcześniej pozostawał w bardzo złej kondycji.

Na sieci kolejowej w zasadzie nie doszło bowiem do całkowitego zamykania ruchu na danej trasie, a jedynie do rozrzedzenia kursów. Tymczasem pasażerowie korzystający dotychczas z połączeń oferowanych przez spółki PKS czy przez mniejszych przewoźników prywatnych obecnie skazani są w wielu przypadkach nie na dłuższe czekanie, a na konieczność poszukiwania alternatywnych form transportu. Dla osób nieposiadających samochodu okazuje się to często niemożliwe.

Firm, które nie wprowadziły radykalnych cięć w rozkładzie jazdy, praktycznie nie ma. Wiele z nich całkowicie wstrzymało swoją działalność. Przewozów niemal nie prowadzi PKS Bełchatów. Wszystkie kursy do odwołania zawiesił PKS Chojnice, na podobny krok zdecydował się PKS Koszalin (dotyczy to także oddziałów przedsiębiorstwa w Darłowie i Szczecinku). Niemal nie funkcjonuje Kujawsko-Pomorski Transport Samochodowy (tzw. marszałkowski PKS). Lista spółek, które zdecydowały się w obecnych warunkach w ogóle nie uruchamiać połączeń, jest bardzo długa i obejmuje przedsiębiorstwa z każdej części kraju. To m.in PKS Łuków, PKS Nysa, PKS Włoszczowa, PKS Tour Jelenia Góra, PKS Kłodzko. Znikomą część kursów realizują PKS-y z Sieradza czy Ostrowca Świętokrzyskiego.

Co mają zrobić pasażerowie? Przemieszczanie się w wielu częściach kraju stało się praktycznie niemożliwe. Nic nie wskazuje też na to, że po wygaszeniu pandemii sytuacja wróci do poprzedniej (niedoskonałej) normy.