Zamiast komisji aplikacja?

Zamiast komisji aplikacja?

Rolnicy, którzy w związku z suszą ponieśli straty, mogą liczyć na rekompensatę finansową. Jednak to, czy ją dostaną, jest zależne od komisji szacujących, a tych brak albo nie działają sprawnie. Zamiast usprawnić komisje, rząd wprowadza jednak aplikację na telefon. Za jej pośrednictwem rolnik będzie mógł… składać wnioski i czekać na wycenę strat.

Jak informuje Portal Samorządowy, z najnowszych danych Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach wynika, że największy deficyt wody w okresie od 1 kwietnia do 31 maja zanotowano na obszarze Pojezierza Myśliborskiego, Lubuskiego, Wielkopolskiego oraz na Równinie Gorzowskiej, wynoszący od -150 do -169 mm. Duże niedobory wody od -120 do -149 mm wystąpiły na Kujawach i w zachodniej części Pojezierza Pomorskiego. Hydrolodzy alarmują, że jeżeli nie pojawią się długotrwałe opady deszczu, Polskę czeka jedna z największych klęsk suszy w dotychczasowej historii.

Temat dotyczący komisji szacujących straty rolnicze wywołane suszą powraca co roku. Albo ich brakuje, albo nie działają, albo działają, ale nie tak sprawnie, jak by tego oczekiwali zainteresowani. Samorządowcy z terenów wiejskich od lat apelują o usprawnienie funkcjonowania komisji, które pomagają rolnikom. Ministerstwo jeszcze w tym roku planuje m.in. uruchomić aplikację do elektronicznego składania wniosków, która ma ułatwić komisjom prace.

Co budzi wątpliwości w tym pomyśle? Wśród najważniejszych problemów, na jakie wskazują samorządy, są m.in. brak szkoleń dla osób uczestniczących w procesie szacowania szkód oraz brak instrukcji wypełnienia protokołu. Gminne komisje szacujące szkody domagają się rzeczywistego finansowania kosztów pracy komisji, ale także stoją na stanowisku, że zadania z zakresu szacowania szkód w uprawach powinny wykonywać rządowe agencje rolne albo Ośrodki Doradztwa Rolniczego, które bezpośrednio zajmują się wspieraniem rozwoju rolnictwa i obszarów wiejskich, tym samym mają bezpośredni kontakt z producentami rolnymi i posiadają niezbędną wiedzę w zakresie prowadzonej przez nich produkcji roślinnej i zwierzęcej.

To na gminy spada lwia część zadań związanych z szacowaniem strat rolniczych. Tymczasem urzędy cierpią na braki kadrowe, ograniczenia sprzętowe czy finansowe.
Do zadań związanych z szacowaniem szkód gminy są w stanie oddelegować najwyżej jednego pracownika, na którym spoczywa zarówno przyjmowanie wniosków, ich analiza, wzywanie do uzupełniania braków formalnych, pomoc rolnikom w wypełnianiu wniosków, praca w terenie, sporządzanie protokołów i ich korekta, które to czynności zajmują dużo czasu i przy kumulacji szkód powodują, że zadania te są wykonywane kosztem innych, bieżących obowiązków pracownika i często wymagają pracy w godzinach nadliczbowych, a czasami rezygnacji z zaplanowanych urlopów – wskazuje Błażej Konkol, prezes Związek Gmin Pomorskich.
Jak dodaje, gminy nie są też w stanie zapewnić pojazdów zdolnych dotrzeć do wszelkich trudnych terenów objętych szacunkiem, co znacząco utrudnia realizację zadań i wydłuża czas procesu szacowania.

Rolnicze organizacje od lat zgłaszają konieczność wprowadzenia zmian w pracach nad szacowaniem strat spowodowanych m.in. suszą. Rozwiązaniem ma być aplikacja, która zastąpi gminne komisje. Po złożeniu przez rolnika wniosku rozpocznie się przetwarzanie danych satelitarnych z georadarów i danych meteorologicznych. Informacje pobierane będą ze wszystkich możliwych baz, a na ich podstawie oceni się, jak wielkie są straty.

Nie wszyscy rolnicy są zwolennikami tego usprawnienia. Jak wskazują rolnicze organizacje, sama cyfryzacja procesu szacowania szkód jest pożądana i oczekiwana, ale wprowadzenie aplikacji powinno być poprzedzone konsultacjami. Tymczasem w przypadku zapowiadanej aplikacji nie przewiduje się okresu przygotowawczego i nie daje możliwości alternatywnego zgłaszania szkód. Zdaniem rolników brak procedur odwoławczych działa na ich niekorzyść i podważa wiarygodność tej metody stwierdzania suszy. Opieranie się o aplikację, która nie jest przetestowana, nie wiadomo, czy spełni swoją rolę i czy będzie prawidłowo działać, budzi poważne zastrzeżenia. Rolnicy powinni mieć możliwość złożenia wniosku poprzez zalogowanie się do systemu ARiMR, tak aby po raz kolejny nie byli obarczani dodatkowymi procedurami – twierdzi KRIR.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Fotowoltaika rośnie w siłę

Fotowoltaika rośnie w siłę

Moc zainstalowana w źródłach fotowoltaicznych w Polsce wzrosła przez rok o ponad 176 proc. do blisko 2 GW. Pod względem przyrostu nowych mocy zajmujemy już piąte miejsce w Europie.

Jak pisze Portal Samorządowy, fotowoltaika (PV) jest najszybciej rozwijającym się sektorem OZE w Polsce. Rośnie nam liczba prosumentów, czyli jednoczesnych producentów i konsumentów energii elektrycznej. Aby budować rozproszony system, oprócz inwestycji np. w panele, małe biogazownie czy małe elektrownie wodne, konieczne są inwestycje w sieć, zwłaszcza średniego i niskiego napięcia – powiedział minister klimatu Michał Kurtyka.

Podano, że przez ostatnie 5 i pół roku moc polskich instalacji PV wzrósł o 9 tys. proc. Od sierpnia 2019 r. właściciele domów jednorodzinnych mogą się starać o dotacje na montaż mikroinstalacji fotowoltaicznych w ramach wartego 1 mld zł programu Mój Prąd. Do tej pory złożono ponad 73 tys. wniosków o dofinansowanie.

Dodatek solidarnościowy przyjęty

Dodatek solidarnościowy przyjęty

4 czerwca sejm przyjął ustawę o dodatku solidarnościowym przyznawanym osobom zwolnionym z pracy w wyniku trwania pandemii. Niestety dodatek ma kilka wad – otrzyma go tylko niewielka grupa pracowników, bo wprowadzono wyśrubowane wymogi.

Jak informuje portal pulshr.pl, dodatek solidarnościowy będzie świadczeniem przyznawanym maksymalnie na 3 miesiące w okresie od dnia 1 czerwca do dnia 31 sierpnia 2020 r., a jego wysokość wynosić będzie 1400 zł brutto miesięcznie. Będą mogły skorzystać z niego osoby, które były zatrudnione na podstawie umowy o pracę, i z którymi umowa została po 15 marca 2020 r., rozwiązana przez pracodawcę albo uległa rozwiązaniu z upływem czasu, na który była zawarta. Co ważne, warunkiem uzyskania prawa do dodatku jest posiadanie okresu podlegania w 2020 r. ubezpieczeniom społecznym z tytułu stosunku pracy przez co najmniej 90 dni.

Żeby zatem otrzymać dodatek, trzeba być wcześniej zatrudnionym bez przerw na umowę o pracę. Wyklucza to z otrzymania pieniędzy osoby zatrudnione na innych rodzajach umów. Jednocześnie jednak samozatrudnieni i osoby na umowach-zleceniach mogły w ramach innych zapisów tarcz antykryzysowych otrzymać wsparcie w wysokości 2080 zł (jednorazowo).

Jest jednak także dobra wiadomość: posłowie podwyższyli od 1 września zasiłek dla bezrobotnych. Ustawa zakłada podwyższenie zasiłku dla bezrobotnych do 1200 brutto zł w okresie pierwszych 90 dni posiadania praw do zasiłku. W okresie kolejnych dni posiadania prawa do zasiłku kwota ta wyniesie 942,30 zł brutto.  Podwyższoną kwotę zasiłku otrzymają wszyscy bezrobotni, zarówno nowo rejestrujący się, jak i bezrobotni, którzy już pobierają zasiłek.

Polskie hutnictwo umiera?

Polskie hutnictwo umiera?

Trwa protest w Hucie Pokój w Rudzie Śląskiej. Pracownicy wywiesili transparent o treści „Panie premierze, trwa agonia polskiego hutnictwa!”.

Jak informuje portal se.pl, związkowcy NSZZ „Solidarność” i WZZ „Sierpień 80” oflagowali zakład. W związku z brakiem realizacji porozumienia z dnia 19 września 2019 roku oraz 6 grudnia 2019 roku, strona społeczna rozpoczęła akcję protestacyjną. Mimo prób dialogu i informowania Organów Państwowych o problemach związanych z realizacją porozumienia oraz pogarszającej się kondycji Huty Pokój i całej branży hutniczej, nie widzimy żadnych działań mających zmienić zaistniałą sytuację – napisali związkowcy w oświadczeniu, które przytacza Patryk Kosela, rzecznik WZZ „Sierpień 80”.

Wyżej wymienione czynniki i fatalne nastroje społeczne zmuszają organizacje związkowe do zdecydowanych działań. Załoga, jak i całe środowisko związane z Hutą Pokój, są zawiedzione i zniesmaczone – piszą dalej związkowcy.

Związkowcy podkreślili, że Węglokoks nie realizuje porozumień, brakuje też dialogu ze stroną społęczną, a składane obietnice przez Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego o uratowaniu Huty Pokój pozostają tylko hasłami, które mogą nigdy nie zostać zrealizowane. Jeśli zaistniałą sytuacja nie ulegnie zmianie, strona związkowa będzie zmuszona zaostrzać formy protestu. Nie pozwolimy, by 180-letnie tradycje i ciężka praca wielu pokoleń zostały zniszczone – zapowiedziano.

O walce Huty Pokój pisaliśmy już kilkakrotnie: https://nowyobywatel.pl/2020/03/17/huta-pokoj-w-konflikcie/https://nowyobywatel.pl/2019/08/27/huta-pokoj-w-tarapatach/