ROD Bogdanka zostaje!

ROD Bogdanka zostaje!

Ogródki działkowe Bogdanka w Poznaniu są zagrożone likwidacją ze względu na roszczenia i presję lokalnej firmy. Zbierane są podpisy pod petycją do prezydenta Poznania.

ROD „Bogdanka” w Poznaniu jest zagrożony z uwagi na kontrowersyjne roszczenia i presję firmy Darex, postawę władz ROD dążących do ugody z tą firmą oraz zaniechania ze strony miasta Poznania. Dotychczas ponad 1000 osób podpisało się pod petycją do Prezydenta Jaśkowiaka pt. „ROD Bogdanka Zostaje”. Petycja jest skierowana również do Wydziału Gospodarki Nieruchomościami Urzędu Miasta Poznania; Polskiego Związku Działkowców oraz firmy Darex. Została wręczona 18 czerwca. Tego dnia o godz. 13:00 odbyła się także konferencja prasowa przed wejściem do ROD od strony ulicy Pułaskiego.

Działkowcy domagają się:

– ochrony zachodniego klina zieleni, jak i jego otuliny w obecnej lub szerszej formie,
– działań Władz Miasta oraz Zarządu Okręgu Polskiego Związku Działkowców (PZD) w celu zachowania obecnego przeznaczenia terenu Rodzinnego Ogrodu Działkowego (ROD) „Bogdanka” w obecnym obszarze i niedopuszczenia do zmiany przeznaczenia miejsca,
– od spółki Darex odstąpienia od działań wobec działkowców ROD „Bogdanka”.

Petycję można podpisywać tutaj: https://naszademokracja.pl/petitions/rod-bogdanka-zostaje

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Koniec PKS-ów w Częstochowie

Koniec PKS-ów w Częstochowie

Po 70 latach działalności PKS Częstochowa przestaje istnieć. Likwidator do 30 czerwca wypowie umowy wszystkim zatrudnionym osobom.

Jak informuje portal gazetaregionalna.com, częstochowski PKS zostaje oficjalnie zlikwidowany. Tylko do końca czerwca będzie prowadzona działalność gospodarcza spółki.

Od kilku lat PKS ciął kursy do okolicznych miejscowości, a od stycznia br. pracownicy praktycznie nie otrzymywali pensji. Z kilkuset jeszcze pięć, sześć lat temu kursów zostało obecnie kilkadziesiąt.  Kolejne gminy zwracają się do nas o pomoc – mówi radny Łukasz Banaś. – Proszą, aby częstochowskie MPK przejęło dawne kursy PKS-u. Do mnie, jako radnego piszą też mieszkańcy tych gmin, prosząc o interwencję. Miasto wydłuża właśnie kursy miejskich autobusów do gminy Mykanów, nasze autobusy jeżdżą też na przykład do gminy Mstów, ale wszystkich starszych tras PKS-u MPK nie jest w stanie zabezpieczyć – dodaje radny.

Pracownicy PKS są rozżaleni obecną sytuacją. Jak mówią, jako jedyny przewoźnik w okolicy nie zaprzestali kursów nawet na początku pandemii, a teraz zostają z niczym.
– To, co się od kilku lat dzieje w naszej firmie jest nie do pomyślenia – powiedział portalowi gazetaregionalna.com Adam Niepsój, kierowca z blisko 40-letnim stażem. – To wygląda tak, jakby ktoś celowo dążył do upadku naszego zakładu. Niekompetentny prezes chciał uruchamiać kursy międzynarodowe do Czech i na Ukrainę, wymyślał połączenia po całej Polsce, a tymczasem traciliśmy stare kursy do ościennych miejscowości, z których firma miała zysk.

Obecnie zostało nas około siedemdziesięciu najstarszych kierowców – opowiada Józef Pawlik. – My trwamy do końca, młodsi już pouciekali, na przykład do MPK. My jeszcze staraliśmy się utrzymać jakieś kursy, żeby ludzie mieli jak dojechać do szkoły czy pracy. Mam wrażenie, że to tylko nam, a nie kolejnym prezesom na tym od lat zależało.

Częstochowski dworzec stoi niemal zupełnie pusty. Na gablotach, w których jeszcze kilka lat temu widniało kilkaset połączeń autobusowych z Częstochową, wiszą dwie kartki A4, na których wypisano wszystkie obecne kursu obsługiwane przez firmę.

W piśmie, jakie otrzymały związki zawodowe pracowników PKS-u, likwidator zaznaczył, że trwają rozmowy z Przedsiębiorstwem Komunikacji Samochodowej „Polonus” z Warszawy w sprawie ewentualnego przejęcia przez tę firmę upadłego częstochowskiego przewoźnika.

Zamiast komisji aplikacja?

Zamiast komisji aplikacja?

Rolnicy, którzy w związku z suszą ponieśli straty, mogą liczyć na rekompensatę finansową. Jednak to, czy ją dostaną, jest zależne od komisji szacujących, a tych brak albo nie działają sprawnie. Zamiast usprawnić komisje, rząd wprowadza jednak aplikację na telefon. Za jej pośrednictwem rolnik będzie mógł… składać wnioski i czekać na wycenę strat.

Jak informuje Portal Samorządowy, z najnowszych danych Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach wynika, że największy deficyt wody w okresie od 1 kwietnia do 31 maja zanotowano na obszarze Pojezierza Myśliborskiego, Lubuskiego, Wielkopolskiego oraz na Równinie Gorzowskiej, wynoszący od -150 do -169 mm. Duże niedobory wody od -120 do -149 mm wystąpiły na Kujawach i w zachodniej części Pojezierza Pomorskiego. Hydrolodzy alarmują, że jeżeli nie pojawią się długotrwałe opady deszczu, Polskę czeka jedna z największych klęsk suszy w dotychczasowej historii.

Temat dotyczący komisji szacujących straty rolnicze wywołane suszą powraca co roku. Albo ich brakuje, albo nie działają, albo działają, ale nie tak sprawnie, jak by tego oczekiwali zainteresowani. Samorządowcy z terenów wiejskich od lat apelują o usprawnienie funkcjonowania komisji, które pomagają rolnikom. Ministerstwo jeszcze w tym roku planuje m.in. uruchomić aplikację do elektronicznego składania wniosków, która ma ułatwić komisjom prace.

Co budzi wątpliwości w tym pomyśle? Wśród najważniejszych problemów, na jakie wskazują samorządy, są m.in. brak szkoleń dla osób uczestniczących w procesie szacowania szkód oraz brak instrukcji wypełnienia protokołu. Gminne komisje szacujące szkody domagają się rzeczywistego finansowania kosztów pracy komisji, ale także stoją na stanowisku, że zadania z zakresu szacowania szkód w uprawach powinny wykonywać rządowe agencje rolne albo Ośrodki Doradztwa Rolniczego, które bezpośrednio zajmują się wspieraniem rozwoju rolnictwa i obszarów wiejskich, tym samym mają bezpośredni kontakt z producentami rolnymi i posiadają niezbędną wiedzę w zakresie prowadzonej przez nich produkcji roślinnej i zwierzęcej.

To na gminy spada lwia część zadań związanych z szacowaniem strat rolniczych. Tymczasem urzędy cierpią na braki kadrowe, ograniczenia sprzętowe czy finansowe.
Do zadań związanych z szacowaniem szkód gminy są w stanie oddelegować najwyżej jednego pracownika, na którym spoczywa zarówno przyjmowanie wniosków, ich analiza, wzywanie do uzupełniania braków formalnych, pomoc rolnikom w wypełnianiu wniosków, praca w terenie, sporządzanie protokołów i ich korekta, które to czynności zajmują dużo czasu i przy kumulacji szkód powodują, że zadania te są wykonywane kosztem innych, bieżących obowiązków pracownika i często wymagają pracy w godzinach nadliczbowych, a czasami rezygnacji z zaplanowanych urlopów – wskazuje Błażej Konkol, prezes Związek Gmin Pomorskich.
Jak dodaje, gminy nie są też w stanie zapewnić pojazdów zdolnych dotrzeć do wszelkich trudnych terenów objętych szacunkiem, co znacząco utrudnia realizację zadań i wydłuża czas procesu szacowania.

Rolnicze organizacje od lat zgłaszają konieczność wprowadzenia zmian w pracach nad szacowaniem strat spowodowanych m.in. suszą. Rozwiązaniem ma być aplikacja, która zastąpi gminne komisje. Po złożeniu przez rolnika wniosku rozpocznie się przetwarzanie danych satelitarnych z georadarów i danych meteorologicznych. Informacje pobierane będą ze wszystkich możliwych baz, a na ich podstawie oceni się, jak wielkie są straty.

Nie wszyscy rolnicy są zwolennikami tego usprawnienia. Jak wskazują rolnicze organizacje, sama cyfryzacja procesu szacowania szkód jest pożądana i oczekiwana, ale wprowadzenie aplikacji powinno być poprzedzone konsultacjami. Tymczasem w przypadku zapowiadanej aplikacji nie przewiduje się okresu przygotowawczego i nie daje możliwości alternatywnego zgłaszania szkód. Zdaniem rolników brak procedur odwoławczych działa na ich niekorzyść i podważa wiarygodność tej metody stwierdzania suszy. Opieranie się o aplikację, która nie jest przetestowana, nie wiadomo, czy spełni swoją rolę i czy będzie prawidłowo działać, budzi poważne zastrzeżenia. Rolnicy powinni mieć możliwość złożenia wniosku poprzez zalogowanie się do systemu ARiMR, tak aby po raz kolejny nie byli obarczani dodatkowymi procedurami – twierdzi KRIR.

Fotowoltaika rośnie w siłę

Fotowoltaika rośnie w siłę

Moc zainstalowana w źródłach fotowoltaicznych w Polsce wzrosła przez rok o ponad 176 proc. do blisko 2 GW. Pod względem przyrostu nowych mocy zajmujemy już piąte miejsce w Europie.

Jak pisze Portal Samorządowy, fotowoltaika (PV) jest najszybciej rozwijającym się sektorem OZE w Polsce. Rośnie nam liczba prosumentów, czyli jednoczesnych producentów i konsumentów energii elektrycznej. Aby budować rozproszony system, oprócz inwestycji np. w panele, małe biogazownie czy małe elektrownie wodne, konieczne są inwestycje w sieć, zwłaszcza średniego i niskiego napięcia – powiedział minister klimatu Michał Kurtyka.

Podano, że przez ostatnie 5 i pół roku moc polskich instalacji PV wzrósł o 9 tys. proc. Od sierpnia 2019 r. właściciele domów jednorodzinnych mogą się starać o dotacje na montaż mikroinstalacji fotowoltaicznych w ramach wartego 1 mld zł programu Mój Prąd. Do tej pory złożono ponad 73 tys. wniosków o dofinansowanie.