Ręce do pracy znowu potrzebne

Ręce do pracy znowu potrzebne

Najnowszy raport donosi, że niektórzy pracodawcy pochopnie zwalniali pracowników podczas pandemii. Trend demograficzny wcale się nie odwrócił – brak pracowników to zjawisko długoookresowe.

Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC) ocenia, że w Polsce długotrwale utrzymywać się będzie zapotrzebowanie na nowych pracowników. Sprawę opisuje portal biznes.interia.pl. Według jego informacji, Wskaźnik Rynku Pracy (WRP), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych zmianach wielkości bezrobocia, w sierpniu br. spadł o blisko 3 punkty i był to drugi miesiąc z rzędu obniżania się jego wartości. Tym samym wiele przemawia za tym, że zagrożenie gwałtownym wzrostem bezrobocia w konsekwencji zamknięcia gospodarki ustało wraz z jej ponownym otwarciem. Lipcowa stopa bezrobocia pozostała na poziomie miesiąca poprzedniego i wyniosła 6,1 proc. – czytamy w raporcie.

Pracodawcy wykazują znacznie mniejszą skłonność do zwalniania pracowników niż miesiąc czy dwa temu. Starają się „przechować” pracowników w trudnym okresie, zdając sobie sprawę, że systemowe problemy rynku pracy nie zniknęły i zapotrzebowanie na siłę roboczą jest i będzie zjawiskiem długookresowym.

Jak oceniają eksperci BIEC, w konsekwencji dominującej wśród przedsiębiorców tendencji do utrzymania, a nawet stopniowego zwiększania  zatrudnienia, w lipcu br. zmniejszyła się liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych. Jednocześnie odnotowano zwiększony odpływ zarejestrowanych osób bezrobotnych, gdyż podjęły one pracę. Liczba osób, które w lipcu znalazły pracę i wyrejestrowane zostały ze spisów bezrobotnych, wzrosła o blisko 10 tys. i była wyższa niż przed rokiem – czytamy.

 

 

 

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Finlandia też proponuje sześć godzin pracy

Finlandia też proponuje sześć godzin pracy

Premierka Finlandii Sanna Marin zaproponowała, by skrócić czas pracy z ośmiu do sześciu godzin dziennie. Jej zdaniem dzięki temu może wzrosnąć produktywność pracowników.

Jak informuje portal tvn24.pl, Marin przedstawiła swoją propozycję podczas konwencji Socjaldemokratycznej Partii Finlandii, ale już wcześniej w swojej polityce mówiła o sześciogodzinnym dniu pracy.

W wyniku pandemii w Finlandii rośnie bezrobocie. Zdaniem premierki krótszy dzień pracy mógłby przyczynić się do wzrostu produktywności i nie byłby w sprzeczności z rządowymi celami, które zakładają silne finanse publiczne oraz zwiększenie zatrudnienia w Finlandii z 73,7 proc. do 75 proc. – donosi agencja Reuters.

Bogactwo, które jest efektem wzrostu produktywności, powinno być dzielone nie tylko między właścicielami i inwestorami, ale również zwykłymi pracownikami – stwierdziła Marin.

 

Nowy podatek na wojnie z cukrem

Nowy podatek na wojnie z cukrem

Prezydent podpisał dziś nową ustawę, która zakłada podwyższenie opłat dla sprzedawców napojów z cukrem oraz tzw. małpek. Roczne wpływy budżetu państwa mają wynieść z tego tytułu 3 mld zł. Rząd liczy, że skonfrontowani z podatkiem sklepikarze podniosą ceny szkodliwych napojów.

O sprawie pisze portal tvn24.pl. Informuje on, iż nowe daniny zaczną obowiązywać od początku przyszłego roku. Regulacje zakładają wprowadzenie opłat od napojów słodzonych i energetycznych. Ma ona część stałą i zmienną. Opłata stała to 50 gr za litr napoju z dodatkiem cukru lub substancji słodzącej, dodatek 10 gr za litr napoju z dodatkiem substancji aktywnej (kofeina lub tauryna), opłata zmienna to 5 gr za każdy gram cukru powyżej 5 gram/100 ml w przeliczeniu na litr napoju. Opłatę będzie uiszczał raz w miesiącu podmiot, który sprzedaje napój do punktu sprzedaży detalicznej.

96,5 procent przychodów z opłaty od napojów słodzonych zostanie przekazane do NFZ, a pozostałe 3,5 procent zostanie przeznaczone na koszty egzekucji należności z tytułu tych opłat i obsługę administracyjną ich pozyskiwania.

Ponadto przepisy wprowadzają opłaty od alkoholu sprzedawanego w opakowaniach o objętości do 300 ml, czyli tak zwanych małpek. Opłata będzie pobierana od przedsiębiorców w momencie sprzedaży do sklepu. Podatek od małych butelek wódki przyniesie budżetowi kolejne 500 ml zł.

Prezes Polskiego Towarzystwa Gospodarczego Tomasz Janik apelował do prezydenta Andrzeja Dudy o skierowanie ustaw dotyczących podatku cukrowego do Trybunału Konstytucyjnego. Zdaniem Janika nowy podatek „uderzy w wyniszczoną kryzysem branżę spożywczą, odchudzi portfele obywateli, a przede wszystkim zostanie uchwalony z naruszeniem elementarnych zasad legislacji”.

Podatek od betonu

Podatek od betonu

Opłata za zmniejszoną retencję będzie pobierana od obszarów, na których woda nie może wsiąkać w glebę. Do tej pory płaciły ją głównie sklepy z wybetonowanymi parkingami. Teraz obejmie także samorządy.

Jak informuje portal dziennik.pl, wybrukowane skwery i rynki obciążą budżety samorządów, bo nieruchomości gminne także będą podlegać opłacie za zmniejszoną retencję. Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej chce to zmienić w taki sposób, by opłatę tę płaciło więcej podmiotów. Do grupy działek objętych opłatą dołączą na przykład nieruchomości na niewielkich działkach (już 600 mkw.) oraz te z terenów zurbanizowanych, także tych w centrach miast.

W katalogu nieruchomości objętych opłatą pojawią się więc zapewne należące do gmin skwery i place, które w ostatnich latach z wielkim upodobaniem były pozbawiane zieleni na rzecz kostki brukowej albo betonu.

Czy opłata „od betonu” zatrzyma proces betonowania miast? Będzie na pewno sygnałem dla samorządów, że pozbywanie się zieleni nie jest właściwym kierunkiem. Ale niekoniecznie już realnym i odczuwalnym wydatkiem. Miasta co prawda zapłacą za wybetonowane nieruchomości, ale niewiele – po kilkanaście tysięcy zł rocznie.