Rzadko w górę

Rzadko w górę

Aż 37 proc. Polaków przyznało, że nigdy nie dostało awansu w pracy, a 62 proc. nie dostało go w ciągu ostatnich 3 lat.

Jak wynika z badania „Awanse i podwyżki wśród polskich pracowników”, który przytacza portal pulshr.pl, w ciągu ostatnich 3 lat tylko 38 proc. Polaków otrzymało promocję na wyższe stanowisko. Jednocześnie 34 proc. badanych stwierdziło, że powinni zostać w ten sposób nagrodzeni. Z osób, którym udało się wywalczyć awans, aż 89 proc. uważa, że w pełni na niego zasłużyło.  Awans to szczególnie istotna forma docenienia pracownika przez pracodawcę dla 82 proc. Polaków. Ważniejsza dla pracowników jest jedynie podwyżka płacy, ale jednocześnie dla wyższego stanowiska aż 41 proc. Polaków jest gotowych zrezygnować z podwyżki.

Autorzy badania zapytali respondentów także o to, jak zareagowaliby na problemy z awansem w obecnej pracy. Najwięcej z nich (31 proc.) zdecydowałoby się zmienić pracodawcę, tylko nieco mniej (28 proc.) – spróbowałoby zmienić specjalizację.

Z raportu „Kobiety w finansach” przygotowanego we współpracy Banku BPH, Antal oraz CFA Society Poland wynika, że blisko 60 proc. Polaków ocenia, że płeć wpływa na możliwość awansu, a co czwarta osoba deklaruje, że jej firma nie wdrożyła wewnętrznych regulacji dotyczących polityki równych szans. Kobiety są regularnie pomijane przy awansach, tymczasem 91 proc. z nich deklaruje, że kariera zawodowa jest dla nich ważna.

Aż 67 proc. Polaków uważa, że o awansie powinny decydować osiągane rezultaty, a nie czas spędzony na stanowisku. 62 proc. badanych wie, jakie wymagania musi spełnić, aby otrzymać awans. Co czwartemu Polakowi zdarzyło się odejść z pracy, ponieważ nie dostał awansu.

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Ręce do pracy znowu potrzebne

Ręce do pracy znowu potrzebne

Najnowszy raport donosi, że niektórzy pracodawcy pochopnie zwalniali pracowników podczas pandemii. Trend demograficzny wcale się nie odwrócił – brak pracowników to zjawisko długoookresowe.

Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC) ocenia, że w Polsce długotrwale utrzymywać się będzie zapotrzebowanie na nowych pracowników. Sprawę opisuje portal biznes.interia.pl. Według jego informacji, Wskaźnik Rynku Pracy (WRP), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych zmianach wielkości bezrobocia, w sierpniu br. spadł o blisko 3 punkty i był to drugi miesiąc z rzędu obniżania się jego wartości. Tym samym wiele przemawia za tym, że zagrożenie gwałtownym wzrostem bezrobocia w konsekwencji zamknięcia gospodarki ustało wraz z jej ponownym otwarciem. Lipcowa stopa bezrobocia pozostała na poziomie miesiąca poprzedniego i wyniosła 6,1 proc. – czytamy w raporcie.

Pracodawcy wykazują znacznie mniejszą skłonność do zwalniania pracowników niż miesiąc czy dwa temu. Starają się „przechować” pracowników w trudnym okresie, zdając sobie sprawę, że systemowe problemy rynku pracy nie zniknęły i zapotrzebowanie na siłę roboczą jest i będzie zjawiskiem długookresowym.

Jak oceniają eksperci BIEC, w konsekwencji dominującej wśród przedsiębiorców tendencji do utrzymania, a nawet stopniowego zwiększania  zatrudnienia, w lipcu br. zmniejszyła się liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych. Jednocześnie odnotowano zwiększony odpływ zarejestrowanych osób bezrobotnych, gdyż podjęły one pracę. Liczba osób, które w lipcu znalazły pracę i wyrejestrowane zostały ze spisów bezrobotnych, wzrosła o blisko 10 tys. i była wyższa niż przed rokiem – czytamy.

 

 

 

 

Finlandia też proponuje sześć godzin pracy

Finlandia też proponuje sześć godzin pracy

Premierka Finlandii Sanna Marin zaproponowała, by skrócić czas pracy z ośmiu do sześciu godzin dziennie. Jej zdaniem dzięki temu może wzrosnąć produktywność pracowników.

Jak informuje portal tvn24.pl, Marin przedstawiła swoją propozycję podczas konwencji Socjaldemokratycznej Partii Finlandii, ale już wcześniej w swojej polityce mówiła o sześciogodzinnym dniu pracy.

W wyniku pandemii w Finlandii rośnie bezrobocie. Zdaniem premierki krótszy dzień pracy mógłby przyczynić się do wzrostu produktywności i nie byłby w sprzeczności z rządowymi celami, które zakładają silne finanse publiczne oraz zwiększenie zatrudnienia w Finlandii z 73,7 proc. do 75 proc. – donosi agencja Reuters.

Bogactwo, które jest efektem wzrostu produktywności, powinno być dzielone nie tylko między właścicielami i inwestorami, ale również zwykłymi pracownikami – stwierdziła Marin.

 

Nowy podatek na wojnie z cukrem

Nowy podatek na wojnie z cukrem

Prezydent podpisał dziś nową ustawę, która zakłada podwyższenie opłat dla sprzedawców napojów z cukrem oraz tzw. małpek. Roczne wpływy budżetu państwa mają wynieść z tego tytułu 3 mld zł. Rząd liczy, że skonfrontowani z podatkiem sklepikarze podniosą ceny szkodliwych napojów.

O sprawie pisze portal tvn24.pl. Informuje on, iż nowe daniny zaczną obowiązywać od początku przyszłego roku. Regulacje zakładają wprowadzenie opłat od napojów słodzonych i energetycznych. Ma ona część stałą i zmienną. Opłata stała to 50 gr za litr napoju z dodatkiem cukru lub substancji słodzącej, dodatek 10 gr za litr napoju z dodatkiem substancji aktywnej (kofeina lub tauryna), opłata zmienna to 5 gr za każdy gram cukru powyżej 5 gram/100 ml w przeliczeniu na litr napoju. Opłatę będzie uiszczał raz w miesiącu podmiot, który sprzedaje napój do punktu sprzedaży detalicznej.

96,5 procent przychodów z opłaty od napojów słodzonych zostanie przekazane do NFZ, a pozostałe 3,5 procent zostanie przeznaczone na koszty egzekucji należności z tytułu tych opłat i obsługę administracyjną ich pozyskiwania.

Ponadto przepisy wprowadzają opłaty od alkoholu sprzedawanego w opakowaniach o objętości do 300 ml, czyli tak zwanych małpek. Opłata będzie pobierana od przedsiębiorców w momencie sprzedaży do sklepu. Podatek od małych butelek wódki przyniesie budżetowi kolejne 500 ml zł.

Prezes Polskiego Towarzystwa Gospodarczego Tomasz Janik apelował do prezydenta Andrzeja Dudy o skierowanie ustaw dotyczących podatku cukrowego do Trybunału Konstytucyjnego. Zdaniem Janika nowy podatek „uderzy w wyniszczoną kryzysem branżę spożywczą, odchudzi portfele obywateli, a przede wszystkim zostanie uchwalony z naruszeniem elementarnych zasad legislacji”.