Górnicy boją się powtórki z Planu Balcerowicza

Górnicy boją się powtórki z Planu Balcerowicza

Związek zawodowy Sierpień ’80 wystosował do pracowników Polskiej Grupy Górniczej (PGG) i Tauron Wydobycie ulotkę informacyjną zatytułowaną „Plan dla górnictwa jak plan Balcerowicza”.

O sprawie pisze portal wnp.pl. Jak wskazuje związek zawodowy, tylko w tym roku energetyka nie odebrała z Polskiej Grupy Górniczej ponad dwóch milionów ton zakontraktowanego węgla. Wartość nieodebranego węgla to ponad 600 milionów złotych. Zalega on na zwałach kopalń PGG. Już wkrótce część z nich będzie musiała stanąć, bo miejsca na zwałach zabraknie.

Sierpień ’80 podkreśla, że węgiel, którego nie odebrała energetyka, górnicy PGG wydobyli nie dla własnego widzimisię i nie dla bicia rekordów, ale takie ilości zakontraktował sektor energetyczny. Takie ilości zapisane były w umowach ze spółkami energetycznymi. Umowach, które obowiązują obie strony i które powinny być zrealizowane, tymczasem energetyka nie chce odbierać tego węgla ani nie chce za niego zapłacić. W ten oto sposób PGG ma problemy finansowe. Już wkrótce może zabraknąć pieniędzy na wypłaty dla pracowników, a PGG stanie przed widmem bankructwa – informuje Sierpień ’80.

I zaznacza, że zamiast odbierać węgiel z PGG, energetyka wolała sprowadzać węgiel z importu, w tym także z putinowskiej Rosji. Tylko w ubiegłym roku spółki Skarbu Państwa lub spółki kontrolowane przez te spółki sprowadziły do Polski ponad 4 miliony ton węgla. Węgiel płynie do Polski statkami i wjeżdża pociągami, mimo obietnic danym górnikom, że tak nie będzie. Czy jeszcze niedawno uwierzyłby ktoś, że ci sami politycy, którzy na wiecach przed kopalniami przysięgali, że nie zlikwidują żadnej kopalni –  teraz likwidację nazywać będą „twardą koniecznością”? – pytają w ulotce związkowcy.

Znowu obiecują górnikom inne miejsca pracy, ale tych innych miejsc pracy już dziś nie ma. Kolejni właśnie tracą pracę. Szacuje się, że tylko w tym roku pracę straci 80 tysięcy Polaków. Gdzie są miejsca pracy dla nich? Nie ma. Czy można wierzyć, że znajdą się dla górników z tych pięciu kopalń, które mogą być zlikwidowane już wkrótce i kolejnych, które mają być zlikwidowane niedługo potem? Oczywiście, że nie – dodaje związek. Czy to ma być realizacja obietnicy premiera, że z tego kryzysu wychodzić będziemy inaczej niż z poprzednich, czyli nie przez politykę zaciskania pasa? Czy po to były te zmiany, żeby nic się nie zmieniło, a jeśli już to na grosze? Czy rozwiązaniem problemu ma być realizacja szalonego i szkodliwego planu unijnych komisarzy, który dla Śląska oznacza zagładę, dla większości górników szybką likwidację ich kopalń i utratę zatrudnienia, a dla pozostałych z nich harówkę za grosze? To będzie taki „plan Balcerowicza dla górnictwa”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Rzadko w górę

Rzadko w górę

Aż 37 proc. Polaków przyznało, że nigdy nie dostało awansu w pracy, a 62 proc. nie dostało go w ciągu ostatnich 3 lat.

Jak wynika z badania „Awanse i podwyżki wśród polskich pracowników”, który przytacza portal pulshr.pl, w ciągu ostatnich 3 lat tylko 38 proc. Polaków otrzymało promocję na wyższe stanowisko. Jednocześnie 34 proc. badanych stwierdziło, że powinni zostać w ten sposób nagrodzeni. Z osób, którym udało się wywalczyć awans, aż 89 proc. uważa, że w pełni na niego zasłużyło.  Awans to szczególnie istotna forma docenienia pracownika przez pracodawcę dla 82 proc. Polaków. Ważniejsza dla pracowników jest jedynie podwyżka płacy, ale jednocześnie dla wyższego stanowiska aż 41 proc. Polaków jest gotowych zrezygnować z podwyżki.

Autorzy badania zapytali respondentów także o to, jak zareagowaliby na problemy z awansem w obecnej pracy. Najwięcej z nich (31 proc.) zdecydowałoby się zmienić pracodawcę, tylko nieco mniej (28 proc.) – spróbowałoby zmienić specjalizację.

Z raportu „Kobiety w finansach” przygotowanego we współpracy Banku BPH, Antal oraz CFA Society Poland wynika, że blisko 60 proc. Polaków ocenia, że płeć wpływa na możliwość awansu, a co czwarta osoba deklaruje, że jej firma nie wdrożyła wewnętrznych regulacji dotyczących polityki równych szans. Kobiety są regularnie pomijane przy awansach, tymczasem 91 proc. z nich deklaruje, że kariera zawodowa jest dla nich ważna.

Aż 67 proc. Polaków uważa, że o awansie powinny decydować osiągane rezultaty, a nie czas spędzony na stanowisku. 62 proc. badanych wie, jakie wymagania musi spełnić, aby otrzymać awans. Co czwartemu Polakowi zdarzyło się odejść z pracy, ponieważ nie dostał awansu.

 

Ręce do pracy znowu potrzebne

Ręce do pracy znowu potrzebne

Najnowszy raport donosi, że niektórzy pracodawcy pochopnie zwalniali pracowników podczas pandemii. Trend demograficzny wcale się nie odwrócił – brak pracowników to zjawisko długoookresowe.

Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC) ocenia, że w Polsce długotrwale utrzymywać się będzie zapotrzebowanie na nowych pracowników. Sprawę opisuje portal biznes.interia.pl. Według jego informacji, Wskaźnik Rynku Pracy (WRP), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych zmianach wielkości bezrobocia, w sierpniu br. spadł o blisko 3 punkty i był to drugi miesiąc z rzędu obniżania się jego wartości. Tym samym wiele przemawia za tym, że zagrożenie gwałtownym wzrostem bezrobocia w konsekwencji zamknięcia gospodarki ustało wraz z jej ponownym otwarciem. Lipcowa stopa bezrobocia pozostała na poziomie miesiąca poprzedniego i wyniosła 6,1 proc. – czytamy w raporcie.

Pracodawcy wykazują znacznie mniejszą skłonność do zwalniania pracowników niż miesiąc czy dwa temu. Starają się „przechować” pracowników w trudnym okresie, zdając sobie sprawę, że systemowe problemy rynku pracy nie zniknęły i zapotrzebowanie na siłę roboczą jest i będzie zjawiskiem długookresowym.

Jak oceniają eksperci BIEC, w konsekwencji dominującej wśród przedsiębiorców tendencji do utrzymania, a nawet stopniowego zwiększania  zatrudnienia, w lipcu br. zmniejszyła się liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych. Jednocześnie odnotowano zwiększony odpływ zarejestrowanych osób bezrobotnych, gdyż podjęły one pracę. Liczba osób, które w lipcu znalazły pracę i wyrejestrowane zostały ze spisów bezrobotnych, wzrosła o blisko 10 tys. i była wyższa niż przed rokiem – czytamy.

 

 

 

 

Finlandia też proponuje sześć godzin pracy

Finlandia też proponuje sześć godzin pracy

Premierka Finlandii Sanna Marin zaproponowała, by skrócić czas pracy z ośmiu do sześciu godzin dziennie. Jej zdaniem dzięki temu może wzrosnąć produktywność pracowników.

Jak informuje portal tvn24.pl, Marin przedstawiła swoją propozycję podczas konwencji Socjaldemokratycznej Partii Finlandii, ale już wcześniej w swojej polityce mówiła o sześciogodzinnym dniu pracy.

W wyniku pandemii w Finlandii rośnie bezrobocie. Zdaniem premierki krótszy dzień pracy mógłby przyczynić się do wzrostu produktywności i nie byłby w sprzeczności z rządowymi celami, które zakładają silne finanse publiczne oraz zwiększenie zatrudnienia w Finlandii z 73,7 proc. do 75 proc. – donosi agencja Reuters.

Bogactwo, które jest efektem wzrostu produktywności, powinno być dzielone nie tylko między właścicielami i inwestorami, ale również zwykłymi pracownikami – stwierdziła Marin.