Pogotowie strajkowe w gotowości

Pogotowie strajkowe w gotowości

Największe centrale związkowe działające na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim ogłosiły w poniedziałek pogotowie strajkowe oraz zażądały rozmów o transformacji górnictwa i energetyki z udziałem premiera Mateusza Morawieckiego.

Jak informuje portal Polsat News, jeśli do rozmów nie dojdzie do 21 września, związki zapowiadają protest. Decyzja związkowców wynika z negatywnej oceny dotychczasowego przebiegu prac rządowo-związkowego zespołu, który ma wypracować systemowe rozwiązania dla górnictwa i energetyki.

Podczas poprzedniego spotkania zespołu, w miniony czwartek, związkowcy poznali m.in. projekt Polityki Energetycznej Państwa do 2040 r., przewidujący zbyt szybkie i radykalne – według związków – odchodzenie od węgla. Ich zdaniem w obecnym kształcie dokument jest nie do zaakceptowania.

W poniedziałek reprezentatywne działające w regionie związki – Solidarność, OPZZ, Kadra i Sierpień’80, skupiające łącznie blisko 250 tys. członków – zdecydowały o reaktywowaniu Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego (MKPS) Regionu Śląsko-Dąbrowskiego. Związkowcy nie wykluczają protestów, jeżeli w ciągu najbliższego tygodnia w stolicy Górnego Śląska nie dojdzie do konstruktywnych rozmów z rządem, pod przewodnictwem premiera. MKPS oczekuje, że negocjacje z udziałem pana premiera rozpoczną się najpóźniej do 21 września w Katowicach. W przeciwnym razie zostaniemy zmuszeniu do podjęcia radykalnych akcji protestacyjnych w całym regionie – napisały związki w poniedziałkowym stanowisku.

Muszą być konkretne rozmowy, już bez ściemniania. Niech rząd się wreszcie określi, co dalej z przemysłem na Śląsku, co w ogóle z funkcjonowaniem Śląska w kontekście zwłaszcza przemysłu wydobywczego, i na ile może nam obiecać, że transformacja nie będzie w takim tempie, jak to było ostatnio zapowiedziane. Jesteśmy za zmianami, ale nie w tym szalonym tempie, które chce zrobić rząd – powiedział szef śląskich struktur OPZZ Wacław Czerkawski.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Przemysł farmaceutyczny wraca do Polski

Przemysł farmaceutyczny wraca do Polski

Rząd pracuje nad wprowadzeniem przepisów, dzięki którym więcej leków będzie produkowanych w Polsce. Rodzimą produkcję wesprze Refundacyjny Tryb Rozwojowy (RTR).

O sprawie informują portal forsal.pl i wpolityce.pl. RTR to mechanizm wspierający produkcję w Polsce poprzez odpowiednie traktowanie przy refundacji leków producentów, dla których nasz kraj jest centralnym obszarem działań, a nie tylko rynkiem zbytu.

Chodzi m.in. o zapewnienie stałego poziomu ceny w ramach refundacji czy zwolnienie z mechanizmu tzw. payback, czyli kosztów ponoszonych w momencie przekroczenia limitu na refundację. Stoi za tym klarowna idea: producenci, którzy mają w Polsce fabryki, zatrudniają tu ludzi i płacą podatki, chcą inwestować w badania i rozwój powinni być traktowani lepiej, niż firmy, które działają gdzie indziej, a u nas chcą jedynie sprzedawać leki – pisze portal wPolityce.pl.

Obecnie w Polsce produkuje się zaledwie 30 procent leków używanych przez Polaków.

Koniec z hodowlą na futra?

Koniec z hodowlą na futra?

PiS wraca do pomysłu zakazu hodowli zwierząt na futra i proponuje tzw. piątkę dla zwierząt. W Europie już kilkanaście państw zakazało takiego rodzaju chowu.

Jak informuje portal wnp.pl, wiele państw europejskich już całkowicie zakazało hodowli zwierząt futerkowych. Inne wprowadziły ostre regulacje czyniące produkcję futer praktycznie nieopłacalną. W Wielkiej Brytanii trwa nawet obecnie debata nad zakazem sprzedaży futer.

W 2004 r. hodowla zwierząt na futra została zakazana w sześciu z dziewięciu krajów związkowych Austrii. Od 2017 r. obowiązuje zakaz hodowli zwierząt na futra w Chorwacji. W niektórych krajach europejskich formalnie nie zakazano hodowli zwierząt na futra, ale przyjęto przepisy, które uczyniły tę działalność ekonomicznie nieopłacalną.

Wielka Brytania jako pierwszy kraj na świecie zakazała w 2000 r. hodowli zwierząt futerkowych. W tym tygodniu były prezes Brytyjskiego Stowarzyszenia Handlu Futrami (BFTA) Mike Moser wezwał premiera Borisa Johnsona do wyprowadzenia zakazu sprzedaży futer. Przemysł futrzarski określił jako „anachroniczny, barbarzyński i niepotrzebny”. Będąca kiedyś największym producentem skór z lisów Norwegia zakazała hodowli zwierząt na futra w 2018 r. Już istniejące fermy muszą wygasić swoją działalność do 2025 r.

Organizacja Humane Society International szacuje, że rocznie na świecie na futra hodowanych, a następnie zabijanych jest ok. 100 mln zwierząt. Według przygotowanej w 2018 r. na zlecenie Stowarzyszenia Otwarte Klatki analizy Zachodniego Ośrodka Badań Społecznych i Ekonomicznych roczne obroty światowego przemysłu futrzarskiego w cenach detalicznych wynoszą 30 do 40 mld dolarów.

Polska „piątka dla zwierząt”, która dwa dni temu trafiła do Sejmu, obejmuje m.in.  zakaz hodowli na futra i wykorzystywania zwierząt w celach rozrywkowych, ograniczenie uboju bez ogłuszenia do potrzeb lokalnych związków religijnych, zwiększenie kompetencji organizacji pozarządowych, częstsze kontrole schronisk i koniec z trzymaniem psów na krótkich łańcuchach.

 

 

 

Home office ma sporo wad

Home office ma sporo wad

Najnowsze badania wskazują, że osobom pracującym z domu brak odpowiedniego sprzętu, zachowania granicy pomiędzy życiem zawodowym a osobistym, a także relacji społecznych ze współpracownikami.

Jak informuje portal pulshr.pl, Antal oraz Cushman & Wakefield przedstawiły wyniki badania „Elastyczność specjalistów i menedżerów w dobie zmiany”. Okazało się, że pomimo wielu plusów home office, pracownikom brakuje relacji społecznych. Odczuwają również brak równowagi między życiem prywatnym a zawodowym – przy tym samym stole jedzą, pracują, spędzają czas wolny z rodziną.

42 proc. respondentów deklaruje, że na pracę poświęca więcej czasu niż zwykle. Narzekają także na brak wyspecjalizowanego sprzętu (skaner, drukarka, duży ekran), szybkiego internetu czy wyposażonych profesjonalnie pomieszczeń. Kiedy w warunkach kontrolowanego eksperymentu przeniesiono część pracowników na home office, to niektórzy deklarowali wysoki poziom dyskomfortu psychicznego związanego z wykonywaniem pracy w samotności.

Okazało się także, że home office wpływa negatywnie na… możliwość awansu. Ci, których szef „nie widzi” na co dzień w biurze, mieli mniejszą szansę awansu niż ci, którzy – choć pracowali gorzej – byli pod ręką szefa.