Słowenia zakazuje handlu w niedzielę

Słowenia zakazuje handlu w niedzielę

29 września parlament Słowenii przyjął ustawę ograniczającą handel w niedzielę. Jej zapisy są wzorowane na rozwiązaniach obowiązujących w Polsce.

Jak podaje portal dlahandlu.pl, cytujący handlową „Solidarność”, zgodnie z zapisami ustawy handel w niedziele będzie możliwy w Słowenii w sklepach działających m.in. na lotniskach, dworcach czy stacjach benzynowych. Handlować w niedziele będą również mogły  małe, rodzinne sklepy pod warunkiem, że za ladą stanie ich właściciel.

Słowenia wprowadza rozwiązania bardzo zbliżone do tych, które obowiązują w Polsce. To dobra wiadomość nie tylko dla pracowników handlu w tym kraju, ale również z naszego punktu widzenia. Jeśli inne europejskie państwa wzorują się na naszej ustawie, to znaczy, że jest ona po prostu dobra – mówi Alfred Bujara, szef handlowej „Solidarności”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Jak wyglądał chłopski bunt?

Jak wyglądał chłopski bunt?

Warto posłuchać podcastu o chłopskich buntach. Patronem medialnym serii podcastów jest m.in. „Nowy Obywatel”.

W potocznej opinii chłopi się nie buntowali. Jeżeli już pokazuje się chłopów w historii, to raczej jako uległych lub pogodzonych z losem. W stosunku do PRL używano pojęcia homo sovieticus, które miało m.in. określać chłopską podległość. Tymczasem kiedy przyjrzymy się sprawie bliżej, okazuje się, że chłopi buntowali się często, stosowali też taktyki oporu ukrytego, codziennego w każdym systemie, który uważali, że tłamsi ich wolność i ogranicza możliwości.

W 6. odcinku podcastu „Wszyscy jesteśmy ze wsi” zastanowimy się nad tym jak wyglądał taki chłopski opór ukryty? Prześledzimy też sytuacje, kiedy chłopi buntowali się w sposób jawny. Chłopi buntowali się często i spektakularnie – mówi Michał Rauszer. Mitem jest opinia o potulności mieszkańców wsi. Historia pokazuje, że ich bunt przybierał różne formy. Jawne bunty zdarzały się w sytuacjach wyjątkowych (momenty przełomowe), ale przez całe wieki chłopi stosowali tzw. codzienne chłopy oporu. To anonimowa, ukryta walka – szkodzenie panu, podważanie jego praw. To sabotowanie prac, podpalanie, podkradanie z pańskiego, wykonywanie ich nazbyt drobiazgowo czy też udawanie głupiego (strategia „na Szwejka”). „Wszystko to razem sumuje się w podważeniu zależności między chłopem a jego panem. Podobne strategie stosowali Polacy w czasie II wojny światowej wobec okupanta czy w PRL-owskich fabrykach” – mówi Rauszer.

Rauszer przypomina również XX-wieczne próby oporu na wsi, gdy chłopi zaczęli czuć, że mają wpływ na najważniejsze sprawy w państwie i mogą decydować o swoim życiu poprzez udział w systemie politycznym. Największym sprzeciwem wobec sanacyjnych władz był jak Wielki Strajk Chłopski w 1937 roku, który ogarnął ziemie zamieszkane przez 6-8 mln osób. „Nie pomogły głosy – to pomogą kosy” – mówili wśród siebie wówczas strajkujący.

Inny moment przejawu oporu wsi to walka czasów stalinizmu z kolektywizacją, którą uważano niekiedy za nową pańszczyznę. Wówczas najaktywniejsze były kobiety, mówiono wówczas nawet o babskich buntach. Między innymi ten sprzeciw był powodem zupełnego upadku procesu kolektywizacji w 1956 roku.

„Cechą oporu podporządkowanych jest to, że nie występują oni ze sztandarami w widowiskowych i spektakularnych powstaniach, ale stosują różne formy oporu, których siła ujawnia się po ich zsumowaniu” – podsumowuje Rauszer. Więcej o chłopskim oporze można dowiedzieć się z 6. odcinku podcastu „Wszyscy Jesteśmy Ze Wsi”!
Cały odcinek pod linkiem: https://open.spotify.com/episode/5lyjvQUqQlzY6onbp01Ujy

To już 6. odcinek podcastu „Wszyscy jesteśmy ze wsi”. Pozostałe dostępne są w Spotify, Google Podcast, iTunesFacebooku.

Serię podcastów przygotowało Stowarzyszenie Folkowisko. Wywodzi się ono ze wsi Gorajec na Roztoczu Wschodnim, jednak organizuje działania zarówno na szczeblu lokalnym (wieś, gmina, powiat) jak i ogólnokrajowym i międzynarodowym. Od początku swego istnienia działa na rzecz zmiany społecznego odbioru kultury wiejskiej, podejmując tematy, które są w dominującej narracji pomijane lub traktowane w sposób stereotypowy.

 

Koniec dzikiej reprywatyzacji

Koniec dzikiej reprywatyzacji

Prezydent Andrzej Duda podpisał w środę ustawę ułatwiającą wypłatę odszkodowań w związku z reprywatyzacją. Wraz z wrześniowymi senackimi poprawkami z prac wyłania się ustawa, która właściwie zakończy proceder dzikiej reprywatyzacji.

Jak informuje portal Polsat News, propozycja zmian w ustawach o komisji weryfikacyjnej oraz gospodarce nieruchomościami złożona została w czerwcu br. przez klub PiS. Jej głównym założeniem było usprawnienie procedury przyznawania odszkodowań dla lokatorów. Zgodnie ze zmianą sprzeciw od decyzji komisji przyznających odszkodowanie lub zadośćuczynienie przysługiwać będzie jedynie lokatorom, ale już nie m.st. Warszawa.

Wszystkie decyzje zaskarżone dotychczas wyłącznie przez m.st. Warszawa mają być uznane za ostateczne i prawomocne. Środki, z których wypłacone będą odszkodowania oraz zadośćuczynienia, w terminie 14 dni od wejścia w życia ustawy przekazane mają zostać przez m.st. Warszawę na rachunek Funduszu Reprywatyzacji. W terminie 30 dni od wejścia w życie ustawy wypłacać ma je minister finansów.

Co jeszcze? Przede wszystkim zakaz zwracania mieszkań z lokatorami, ale także tych pełniących funkcję dla społeczności, a więc gruntów ze szkołami czy parkami. Ustawa rozszerzyła katalog przesłanek, które uniemożliwiają reprywatyzację, poszerzając go m.in. o przypadek zajmowania lokalu przez lokatora, a także np. przeznaczenie nieruchomości na cele nauki, oświaty i kultury, położenie gruntu w ramach publicznego kompleksu wypoczynkowego lub niemożność pogodzenia z prawidłowym ukształtowaniem stosunków sąsiedzkich.

Koniec także z metodą na „kuratora osoby nieznanej z miejsca pobytu”. Osoba składająca wniosek reprywatyzacyjny oraz jej ewentualni następcy prawni nie mogą być reprezentowani przez kuratora spadku lub kuratora dla osoby nieznanej z miejsca pobytu.

Praca po pracy

Praca po pracy

Ponad 44 proc. pracujących Polaków nawet w czasie wolnym nie może zapomnieć o służbowych obowiązkach. W całej Unii ten odsetek przekracza 40 proc.

Jak informuje portal rp.pl, wielu pracowników średniego szczebla oraz menedżerów musi w czasie wolnym odpisywać na maile i odbierać telefony. Najnowsze dane Eurostatu dowodzą, że w zeszłym roku trzech na dziesięciu menedżerów-mężczyzn w czasie wolnym wielokrotnie odbierało służbowe maile i telefony. Wśród kobiet na kierowniczych stanowiskach ten odsetek jest nieco mniejszy, ale i tak sięga 22 proc., czyli wyraźnie powyżej średniej dla wszystkich pracowników.

Łącznie 40 proc. z nich w czasie wolnym od czasu do czasu musiało w zeszłym roku liczyć się z telefonami, mailami czy innymi wezwaniami w sprawach służbowych. Dla 17 proc. pracowników kontakt z firmą poza godzinami pracy to niemal codzienność. Co dziesiąty przyznaje, że wymagało to podjęcia konkretnych działań kosztem odpoczynku.

44 proc. polskich pracowników po godzinach odbiera telefony czy maile, a u 16 proc. z nich takie sytuacje zdarzają się często. Zacieraniu się granic pomiędzy pracą a odpoczynkiem sprzyja rozwój nowych technologii, który ułatwia dostęp do internetu także z dala od firmy, np. podczas urlopu.