Odpady wjeżdżają do Polski bez nadzoru

Odpady wjeżdżają do Polski bez nadzoru

Odpady przekraczające granicę polsko-ukraińską nie podlegają odpowiedniej kontroli. Zaledwie 8 proc. z nich jest szczegółowo kontrolowanych.

Jak informuje Portal Samorządowy, tylko 8 proc. transportów odpadów przewiezionych przez granicę z Ukrainą między styczniem 2015 r., a czerwcem 2019 r. było szczegółowo kontrolowanych. Odprawy pozostałych polegały głównie na weryfikacji dokumentów przewozowych. Część odpadów z tzw. listy „zielonej”, czyli innych niż niebezpieczne, choć wjechała do Polski tylko tranzytem, mogła nigdy nie opuścić naszego kraju i zasilić nielegalne wysypiska albo utworzyć nowe.

NIK sprawdzała skuteczność kontroli transgranicznego przemieszczania odpadów między naszym krajem, Ukrainą i Słowacją. Od zakończenia ostanie kontroli w 2007 r. weszły w życie nowe przepisy – i unijne i polskie. Okazuje się jednak, że przez 13 lat niewiele się w tej kwestii zmieniło.

Jak zaznacza NIK, odpady są traktowane na granicy jak towary. W badanym przez NIK okresie na przejściach z Ukrainą, a więc na granicy Unii Europejskiej, oględzinom lub rewizji poddano maksymalnie 14 proc. transportów towarów wywożonych z Polski (w tym odpadów) oraz najwyżej 25 proc.  wwożonych do kraju (w tym odpadów). Kontrola szczegółowa samych odpadów nie przekroczyła 8 proc. transportów. Kontrola NIK pokazała jasno, że nie wszystkie przejścia graniczne, przez które można przewozić odpady, były wyposażone w sprzęt pozwalający na dokładne ich sprawdzenie.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kierowcy zostaną pracownikami

Kierowcy zostaną pracownikami

Uber i Lyft mogą być zmuszone w Kalifornii do zatrudnienia kierowców jako pracowników do końca stycznia, zgodnie z jednogłośną decyzją sądu apelacyjnego.

O sprawie informuje portal sfchronicle.com. Prokurator generalny Kalifornii Xavier Becerra i prokuratorzy z San Francisco, Los Angeles i San Diego pozwali te firmy w maju, twierdząc, że kierowcy byli niewłaściwie klasyfikowani jako niezależni wykonawcy, co pozbawiało ich ochrony i korzyści z zatrudnienia oraz dawało Uberowi i Lyftowi niesprawiedliwą przewagę nad rywalami. Kalifornia i miasta wygrały w sierpniu wstępny nakaz wprowadzenia tego prawa, który wymusiłby niemal natychmiastową zmianę klasyfikacji sposobu określania kierowców, ale pozostał on bez mocy do czasu odwołania się od niego firm.

„Dochodzimy do wniosku, że sąd pierwszej instancji działał według własnego uznania i zgodnie z tym potwierdzamy wydane postanowienie” – głosi 74-stronicowa decyzja Pierwszego Okręgowego Sądu Apelacyjnego w San Francisco. Sąd apelacyjny stwierdził, że jego postanowienie wejdzie w życie 30 dni po formalnym odrzuceniu odwołania Ubera i Lyft, co zwykle ma miejsce w ciągu 61 dni od wydania decyzji.

Ale firmy nie składają broni – wymyśliły trick na złagodzenie ustalonego prawa. Orzeczenie wydano na kilka dni przed wyborami 3 listopada, kiedy Uber, Lyft i inne koncerny poproszą wyborców o stałe utrzymanie kierowców i kurierów na pozycji niezależnych współpracowników z pewnymi korzyściami i gwarancjami zarobków. Jeśli ich Propozycja 22 zostanie przyjęta, firmy prawdopodobnie będą argumentować, że nowe prawo ma pierwszeństwo i żądać uchylenia decyzji sądu apelacyjnego.

„Zbyt długo Uber i Lyft bezprawnie odmawiały swoim kierowcom podstawowej ochrony miejsca pracy i przerzucały ten ciężar na kierowców i podatników” – powiedział w oświadczeniu jeden z prawników. „Uber i Lyft zarobiły miliony dolarów zostawiając kierowców na lodzie, a podatnicy zapłacili za to rachunek. Prawo jest jasne: kierowcy mogą nadal mieć całą elastyczność, z jakiej obecnie korzystają, jednocześnie uzyskując prawa, na które zasługują jako pracownicy”.

Od powstania leskiego po Samoobronę – podcast o protestach wiejskich w XX wieku

Od powstania leskiego po Samoobronę – podcast o protestach wiejskich w XX wieku

Od spontanicznego oporu wiejskiego wobec poborców podatków w II Rzeczpospolitej, przez walkę z kolektywizacją i Solidarność Rolników Indywidualnych w PRL-u po Samoobronę w III Rzeczpospolitej. W 9. odcinku podcastu Wszyscy Jesteśmy ze Wsi opisujemy historię protestów, strajków i demonstracji na wsi w wieku XX. Patronem medialnym serii podcastów jest „Nowy Obywatel”.

Razem ze zniknięciem pańszczyzny chłopi nie znaleźli się na prostej ścieżce rozwoju.Wieś nieustannie trapiła bieda, wykluczenie, brak dostępu do edukacji. Część chłopów angażowała się politycznie, część organizowała spółdzielczość i samopomoc. Mimo odzyskania niepodległości nadal nie rozwiązana kwestii oczekiwanej przez chłopów reformy rolnej – mówi prowadzący podcast Michał Rauszer.

W audycji omawiane są między innymi rozruchy na wsi czasów początków niepodległości. – Przyczyny to m.in. osadzenie w ciężkiej sytuacji ekonomicznej chłopów czy pozostałości z czasów feudalnych, nieuregulowane kwestie odrobków czy wspólnot gruntowych. Mieliśmy również przyczyny polityczne (…) część z nich były powodowane inspiracjami rewolucyjnymi, komunistycznymi, ale nie warto tego elementu przeceniać – mówi gość podcastu prof. Janusz Mierzwa z Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, współautor książki „Oblicza buntu społecznego w II Rzeczpospolitej Doby Wielkiego Kryzysu”.

W latach 30., po wybuchu Wielkiego Kryzysu, przeważały natomiast niepokoje związane z ściąganiem należności podatkowych bądź stawianiem wymagań. – Miały one charakter żywiołowy, oddolny (…). Tło stanowiła arogancja, bezwzględność urzędników, niebranie pod uwagi stanu materialnego, w którym znajdowali się mieszkańcy wsi. Dochodziło do starć fizycznych (…) Większość tych wypadków miało punktowy charakter – nie rozlewały się na większą liczbę miejscowości, za wyjątkiem powstania leskiego – mówi profesor Piotr Cichoradzki z Instytutu Historii Uniwersytetu Wrocławskiego, współautor wspomnianej książki.

W podcaście wspomina również o oporze przeciwko narzucanej w latach 50. kolektywizacji – jednym z głównych problemów dla ówczesnej władzy komunistycznej. Kolejnym ruchem politycznym na wsi była Solidarność Rolników Indywidualnych w latach 80., która spotkała się z dużymi trudnościami przy rejestracji.

Wreszcie – wspominamy o reakcji społecznej na wsi w czasach transformacji: Po 1989 roku zasadniczym punktem wobec którego mieszkańcy wsi stawiali opór były reformy liberalizmu i urynkowienia. Głównym problemem było zadłużenie (…) Po reformach Leszka Balcerowicza oprocentowanie kredytów poszybowało i rolnicy nie byli w stanie ich spłacać, a bez nich nie byli w stanie rozwijać swoich gospodarstw – mówi Rauszer, tłumacząc w podcaście przyczyny powstania ruchów takich jak Samoobrona w latach 90.

To już 9. odcinek podcastu „Wszyscy jesteśmy ze wsi”. Można go odsłuchać tutaj: Cały odcinek pod linkiem: https://open.spotify.com/episode/04FVAu6JWnEj6ZXXn2oi9K?si=OFznBxGOR5ugXFxCi6XgeQ

Pozostałe dostępne są w Spotify, Google Podcast, iTunesFacebooku.

Stowarzyszenie Folkowisko wywodzi się ze wsi Gorajec na Roztoczu Wschodnim, jednak organizuje działania zarówno na szczeblu lokalnym (wieś, gmina, powiat) jak i ogólnokrajowym i międzynarodowym. Od początku swego istnienia działa na rzecz zmiany społecznego odbioru kultury wiejskiej, podejmując tematy, które są w dominującej narracji pomijane lub traktowane w sposób stereotypowy.

Na dźwigu maksymalnie osiem godzin

Na dźwigu maksymalnie osiem godzin

Związkowcy zrzeszający operatorów żurawi wysokościowych alarmują o nieprawidłowościach, jakie mają mieć miejsce na polskich budowach. Mimo zmian w prawie pracownicy ci pracują nawet po 300 godzin miesięcznie, a ewidencja czasu pracy jest fałszowana.

Jak informuje Międzyzakładowa Komisja Operatorów Żurawi Wieżowych Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza, nadchodzi czas na rozpoczęcie walki o zgodny z prawem czas pracy operatorów żurawi. Minimalny czas pracy operatora wynosi 10, a często 12 godz. na dobę przez sześć dni w tygodniu z 8 godziną sobotą. Bywa, że operator pracuje 300 godz. miesięcznie – alarmują związkowcy.

W 2018 r., po dwóch latach starań, udało się wprowadzić w życie rozporządzenie regulujące czas pracy operatorów żurawi. W rozporządzeniu zapisano, że czynności operatora żurawia nie mogą być wykonywane dłużej niż przez 8 godzin na dobę. W praktyce jednak trudno znaleźć budowę, na której operator pracuje jedynie 8 godzin. Operatorzy, którzy nie chcą łamać zasad BHP zapisanych w rozporządzeniu, są wyrzucani z budów przez ich kierownictwo – mówią związkowcy.

Co więcej, wskazują, że ewidencja czasu pracy opera się fałszowanych raportach. Zdradzają, że w proceder fałszowania zaangażowani zarówno główni wykonawcy, jak i podwykonawcy, w tym firmy wynajmujące żurawie wieżowe. Zaś nie wyłapują tego kontrole PIP, bo – zdaniem związkowców – są zbyt ogólne. Takie podejście do zasad BHP na budowach – zdaniem związkowców – powoduje, że budownictwo jest co roku branżą, w której występuje największa liczba wypadków śmiertelnych.

W związku z tym domagamy się od rządu wprowadzenia pomiaru czasu pracy operatorów żurawi za pomocą przyrządu zaprojektowanego w taki sposób, by uniemożliwiał on ingerencję w dokonywany nim pomiar (tachograf). Podobne rozwiązanie znajduje się w Ustawie z dnia 16 kwietnia 2004 r. o czasie pracy kierowców (Dz.U z 2012 r., poz. 1155). Ewidencja czasu pracy za pomocą służących do tego urządzeń przyczyni się w znacznym stopniu do ograniczenia wyczerpania pracą operatorów i tym samym do poprawy bezpieczeństwa na budowach – wskazują rozwiązanie związkowcy.

W sobotę 24 października operatorzy i Związek Zawodowy Kierowców RP rozpoczną protest przed budynkiem Ministerstwa Rozwoju.