Partia Razem chce ulżyć gastronomii

Partia Razem chce ulżyć gastronomii

Poseł Razem Adrian Zandberg złożył projekt gotowej poprawki do procedowanej przez Sejm ustawy, w którym zawarto regulacje wysokości prowizji pobieranych przez firmy pośredniczące pomiędzy konsumentem a lokalami gastronomicznymi. Te prowizje poseł wprost nazywa wyzyskiem.

Jak wspomina portal rp.pl, Zanberg podkreślał w Sejmie, że gastronomia mocno odczuwa skutki lockdownu i, by móc utrzymać się na powierzchni, zgadza się na „nierówne warunki współpracy” z zagranicznymi korporacjami, takimi jak Uber Eats i Glovo. Korporacje te zbierają od klientów zamówienia na dowóz jedzenia w ramach prowadzonych przez siebie aplikacji. Ale nie ma nic za darmo – lokale gastronomiczne płacą słoną prowizję za taką pomoc. Prowizje pobierane przez pośredników są dla lokali gastronomicznych dużym problemem w sytuacji, w której sprzedaż możliwa jest tylko w dostawie lub na wynos. Wielu restauratorów skarży się, że prowizje wynoszą 30 procent i powodują, że znika cała marża, która mogłaby dawać zysk. Firmy pośredniczące pobierają też często opłaty od klientów.

Zandberg wprost nazywa w sejmie prowizje firm zajmujących się dostawami „wyzyskiem” i wzywa rząd do odwagi. Powiedzmy to wprost: gdy silni wykorzystują słabych, to jest wyzysk. Teraz, w pandemii, widać, jak bardzo ten rynek zdziczał. Dziś wielu ludzi zamawia pizzę z myślą o tym, żeby wesprzeć lokalną pizzerię, pomóc jej przetrwać. Tymczasem duża część kwoty, którą widzimy na rachunku, płynie nie do pizzerii, ale konta korporacji. Na tym rynku dobrze widać, jak często największym wrogiem drobnych przedsiębiorców jest wielki biznes – mówił poseł Razem.

Zaproponowany w poprawce mechanizm ograniczający prowizje funkcjonuje już w wielu miastach w USA, gdzie pozwala ograniczyć koszty lokali gastronomicznych i wyrównuje szanse na przetrwanie.

 

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Praca zdalna nie taka kolorowa

Praca zdalna nie taka kolorowa

Aż 33 proc. osób świadczących pracę zdalnie narzeka na problemy ze zdrowiem psychicznym, w tym stres i lęk.

Jak informuje portal strefabiznesu.pl, izolacja społeczna, niepewność dotycząca przyszłości, poczucie zagrożenia uwypukliły nasze od dawna skrywane lęki i obawy. Wypalenie zawodowe, stres, presja na wyniki – z tymi problemami wielu pracowników borykało się od dawna, ale pandemia znacząco je nasiliła. 70 proc. ankietowanych odczuwa w tym roku większy stres i lęk w pracy niż w jakimkolwiek wcześniejszym okresie.

Badanie przeprowadzone przez Oracle oraz Workplace Intelligence, pokazuje, że praca zdalna obok zalet, ma też i wiele wad. Choć w ciągu ostatnich 6 miesięcy produktywność pracowników poszybowała w górę, to aż 84 proc. z nich zmaga się z wieloma trudnościami. Aż jedna trzecia z nich narzeka na problemy ze zdrowiem psychicznym.

Firmy przebadały ponad 12 tys. osób w 11 krajach. 89 proc. ankietowanych pracowało zdalnie. To zatrudnieni na pełny etat pracownicy działów kadr, IT, sprzedaży, marketingu, inżynierii, PR, komunikacji z najróżniejszych branż. Wyniki nie pozostawiają wątpliwości: tak zachwalana w ostatnim czasie praca zdalna ma nie tylko szereg wad, ale niesie też negatywne konsekwencje.

84 proc. ankietowanych przyznaje, że zmaga się z trudnościami podczas pracy zdalnej. To m.in. brak rozgraniczenia pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym (41 proc.). Ponad 40 proc. badanych stwierdziło, że przekłada się to na spadek produktywności i częstsze podejmowanie złych decyzji. Wśród największych problemów wymienia się bezsenność (40 proc.), zły stan zdrowia fizycznego (35 proc.), mniejsze zadowolenie z życia osobistego (33 proc.), pogorszenie relacji rodzinnych (30 proc.) i izolację od przyjaciół (28 proc.).

Maszynista prawie jak pilot?

Maszynista prawie jak pilot?

Średnia wieku wśród polskich maszynistów pociągów to 50 lat. Szkolnictwo zawodowe na tym polu niemal nie istnieje, a mimo to wprowadzane są kolejne obostrzenia, utrudniające zdobycie kwalifikacji w tym zawodzie.

Jak mówi w wywiadzie dla portalu wnp.pl Tamara Staniowska, członkini zarządu DB Cargo Polska, mimo braku maszynistów wprowadza się regulacje, które znacząco ograniczają dostęp do tego zawodu – przy i tak słabo rozbudowanym systemie szkolnictwa zawodowego w Polsce. Dziś szkolenie maszynisty jest tak samo skomplikowane, jak kształcenie pilota samolotu odrzutowego.

Polska kolej cierpi na brak młodych, wykwalifikowanych pracowników. Problem ten jest szczególnie poważny, jeśli analizować sytuację wśród maszynistów. Obecnie średni wiek w tej grupie zawodowej w Polsce to około 50 lat. Zawód nie przyciąga młodych ludzi, a starsi pracownicy będą stopniowo odchodzić na emerytury. Wymagany czas nauki maszynisty wynosi, zgodnie z nowymi przepisami, około dwóch lat. W trakcie tego okresu pracownik nie może wykonywać innych czynności, a przedsiębiorca kolejowy ponosi koszty jego szkolenia i nie może liczyć na jego efektywną pracę w czasie trwania procesu szkoleniowego.

 

 

 

Nadal nie zarabiamy jak Europejczycy

Nadal nie zarabiamy jak Europejczycy

Przeciętny dochód, jakim dysponuje rocznie Polak po potrąceniu podatków i składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne, wynosi 7 143 euro, czyli około 32 tys. zł. To 2,6 tys. zł miesięcznie. Z tego opłacamy wszystko.

Jak wynika z najnowszego raportu GfK Purchasing Power Europe 2020, cytowanego przez portal money.pl, pod względem dochodów ciągle wyraźnie odstajemy od Europy Zachodniej. Nawet mieszkańcy Warszawy mają w portfelu dużo mniej niż co ubożsi Niemcy, Francuzi czy Brytyjczycy.

Te 2,6 tys. miesięcznie na osobę – przeciętnie, czyli w najlepszym razie – to kwota, z której Polak musi opłacić jedzenie, mieszkanie, usługi, ale też pozostałe wydatki, takie jak choćby wakacje czy transport. W tej kwocie uwzględnione są też ewentualne oszczędności.

Jak pod tym względem wypadamy na tle innych europejskich krajów? Jesteśmy na 28. miejscu na 42 państwa ujęte w rankingu. Mieszkaniec Liechtensteinu ma średnio do dyspozycji ponad 64 tys. euro, czyli prawie 290 tys. rocznie. To dziewięć razy więcej niż statystyczny Polak. Natomiast przeciętny Niemiec czy Irlandczyk ma w portfelu około trzy razy większą kwotę niż przeciętny Polak.

Średnio w Europie roczny dochód do dyspozycji na mieszkańca to 13,9 tys. euro (czyli około 62 tys. zł). Jednak przeciętny Niemiec ma do dyspozycji znacznie więcej, bo 161 proc. tej kwoty, natomiast przeciętny Polak znacznie mniej, bo zaledwie 51 proc. tej kwoty.

Oczywiście dochody powinno się rozpatrywać w relacji do cen – problem w tym, że te w Niemczech wcale nie są one trzy razy wyższe niż w Polsce.

To nie koniec złych informacji. Analitycy GfK oszacowali również stopień, w jakim kraje europejskie ucierpiały w wyniku oddziaływania COVID-19. Zrobili to przy pomocy wskaźnika Corona Impact Index, który pokazuje różnice w utracie zamożności wśród gospodarstw domowych w wyniku kryzysu koronawirusa. Najwyższy dochód do dyspozycji w Europie mają mieszkańcy Lichtensteinu i Szwajcarii. Są to również dwa kraje, które najmniej ucierpiały w wyniku kryzysu. Wpływ koronawirusa w Liechtensteinie jest o około 85 proc. niższy od średniej europejskiej, natomiast w Szwajcarii jest on o około 74 proc. niższy od średniej europejskiej. Wskaźnik Corona Impact Index pokazuje wysoki wpływ pandemii na poziom dochodu polskich gospodarstw domowych. Wskaźnik ten dla Polski wynosi 138, czyli spadek potencjału nabywczego jest o 38 proc. wyższy niż przeciętnie w Europie. Niestety druga fala pandemii prawdopodobnie podniesie jeszcze skalę tego spadku