Pracownicy boją się pandemii

Pracownicy boją się pandemii

Koronawirus nieustannie ingeruje w rynek pracy. Już co czwarty Polak oraz co trzecia młoda osoba zna kogoś, kto od marca stracił pracę. Jej utraty w najbliższych miesiącach obawia się 19 proc. pracowników.

Jak informuje portal biznes.interia.pl, Polacy najbardziej niepewni są najbliższych sześciu miesięcy, kiedy ich zdaniem szansa na otrzymanie wypowiedzenia jest największa. Obawy podbijają doniesienia o nowych obostrzeniach związanych z drugą falą epidemii.

Pierwsza fala koronawirusa najmocniej uderzyła w osoby najmłodsze, te między 18. a 24. rokiem życia. To w tej grupie znacznie wzrosło bezrobocie i najwięcej osób przyznaje, że zna osobiście kogoś, kto w związku z epidemią został zwolniony. Wynika to oczywiście z tego, że młodych częściej zatrudnia się na umowach cywilnoprawnych, które łatwiej zerwać. Druga fala koronawirusa uderza jednak w starsze grupy wiekowe. Najbardziej zwolnień w okresie jesienno-zimowym obawiają się osoby w wieku od 35 do 44 lat oraz 25-34-latkowie. Część z nich boi się, że na bezrobocie trafi jeszcze w tym roku – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert rynku pracy.

Już 34 proc. spośród osób obawiających się zwolnienia jest zdania, że utrata pracy jest najbardziej prawdopodobna jeszcze przed końcem bieżącego roku.

Badanie zostało przeprowadzone na panelu Ariadna na ogólnopolskiej próbie liczącej N=1011 osób. Kwoty dobrane według reprezentacji w populacji Internautów w wieku 18 lat i więcej dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania. Termin realizacji to 16-20 października 2020.

 

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Transport walczy o pracowników

Transport walczy o pracowników

Zgodnie z wyliczeniami Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego w 2020 roku niedobór kierowców w branży transportowej wzrósł w naszym kraju o 15 proc.

O sprawie pisze portal pulshr.pl, który informuje, że za dwa lata luka między popytem na kierowców a podażą tego rodzaju pracowników sięgnie 200 tys. osób. Nie pomagają wysoka średnia wieku aktywnych jeszcze zawodowych kierowców, system kształcenia nowych oraz aktualna sytuacja epidemiologiczna, która za granicą zatrzymała Ukraińców i Białorusinów jeżdżących dla polskich firm.

O tym, że kierowców zawodowych brakuje, mówi się od dłuższego czasu. Z szacunków PwC wynika, że do 2022 r. może ich zabraknąć aż 200 tys. Kolejnym problemem jest wzrost średniej wieku pracowników w tej branży. Według wyliczeń, w ciągu zaledwie dekady na emeryturę odejdzie nawet 40 proc. czynnych obecnie zawodowo kierowców. Pandemia spowodowała, że spadła liczba kierowców zawodowych z Ukrainy czy Białorusi. Zgodnie z danymi NBP z Polski wyjechało ponad 200 tys. ukraińskich pracowników. Wielu z nich pracowało w firmach transportowych.

Co z zatrudnieniem kobiet w firmach transportowych? Z wyliczeń Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego wynika, że wskaźnik zawodowych kierowców wśród kobiet wynosi u nas 2 proc. Równie słabo wypada jedynie Rumunia. Wśród powodów, dla których kobiety niechętnie decydują się na ten zawód, są–- jak podkreślają eksperci IRU – trudne warunki pracy, brak bezpiecznych parkingów oraz długi czas spędzany poza domem.
Jeszcze trzy lata temu kobiety stanowiły 1 proc. kierowców zawodowych. Obecnie IRU podaje, że możemy mówić o podwojeniu tej liczby. Oczywiście, specyfika pracy truckera jest dla wielu osób trudna do zaakceptowania. Mówimy tutaj o wielodniowych trasach. To nawet 244 dni w roku poza domem. Kierowca przejeżdża rocznie średnio 87 tys. km, czyli mógłby ponad dwukrotnie okrążyć ciężarówką Ziemię, a rekordziści robią to nawet pięciokrotnie. Trudne warunki socjalne, groźba kradzieży i napadów mogą zniechęcać do tej profesji – mówi Kamil Wolański, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

Partia Razem chce ulżyć gastronomii

Partia Razem chce ulżyć gastronomii

Poseł Razem Adrian Zandberg złożył projekt gotowej poprawki do procedowanej przez Sejm ustawy, w którym zawarto regulacje wysokości prowizji pobieranych przez firmy pośredniczące pomiędzy konsumentem a lokalami gastronomicznymi. Te prowizje poseł wprost nazywa wyzyskiem.

Jak wspomina portal rp.pl, Zanberg podkreślał w Sejmie, że gastronomia mocno odczuwa skutki lockdownu i, by móc utrzymać się na powierzchni, zgadza się na „nierówne warunki współpracy” z zagranicznymi korporacjami, takimi jak Uber Eats i Glovo. Korporacje te zbierają od klientów zamówienia na dowóz jedzenia w ramach prowadzonych przez siebie aplikacji. Ale nie ma nic za darmo – lokale gastronomiczne płacą słoną prowizję za taką pomoc. Prowizje pobierane przez pośredników są dla lokali gastronomicznych dużym problemem w sytuacji, w której sprzedaż możliwa jest tylko w dostawie lub na wynos. Wielu restauratorów skarży się, że prowizje wynoszą 30 procent i powodują, że znika cała marża, która mogłaby dawać zysk. Firmy pośredniczące pobierają też często opłaty od klientów.

Zandberg wprost nazywa w sejmie prowizje firm zajmujących się dostawami „wyzyskiem” i wzywa rząd do odwagi. Powiedzmy to wprost: gdy silni wykorzystują słabych, to jest wyzysk. Teraz, w pandemii, widać, jak bardzo ten rynek zdziczał. Dziś wielu ludzi zamawia pizzę z myślą o tym, żeby wesprzeć lokalną pizzerię, pomóc jej przetrwać. Tymczasem duża część kwoty, którą widzimy na rachunku, płynie nie do pizzerii, ale konta korporacji. Na tym rynku dobrze widać, jak często największym wrogiem drobnych przedsiębiorców jest wielki biznes – mówił poseł Razem.

Zaproponowany w poprawce mechanizm ograniczający prowizje funkcjonuje już w wielu miastach w USA, gdzie pozwala ograniczyć koszty lokali gastronomicznych i wyrównuje szanse na przetrwanie.

 

 

Praca zdalna nie taka kolorowa

Praca zdalna nie taka kolorowa

Aż 33 proc. osób świadczących pracę zdalnie narzeka na problemy ze zdrowiem psychicznym, w tym stres i lęk.

Jak informuje portal strefabiznesu.pl, izolacja społeczna, niepewność dotycząca przyszłości, poczucie zagrożenia uwypukliły nasze od dawna skrywane lęki i obawy. Wypalenie zawodowe, stres, presja na wyniki – z tymi problemami wielu pracowników borykało się od dawna, ale pandemia znacząco je nasiliła. 70 proc. ankietowanych odczuwa w tym roku większy stres i lęk w pracy niż w jakimkolwiek wcześniejszym okresie.

Badanie przeprowadzone przez Oracle oraz Workplace Intelligence, pokazuje, że praca zdalna obok zalet, ma też i wiele wad. Choć w ciągu ostatnich 6 miesięcy produktywność pracowników poszybowała w górę, to aż 84 proc. z nich zmaga się z wieloma trudnościami. Aż jedna trzecia z nich narzeka na problemy ze zdrowiem psychicznym.

Firmy przebadały ponad 12 tys. osób w 11 krajach. 89 proc. ankietowanych pracowało zdalnie. To zatrudnieni na pełny etat pracownicy działów kadr, IT, sprzedaży, marketingu, inżynierii, PR, komunikacji z najróżniejszych branż. Wyniki nie pozostawiają wątpliwości: tak zachwalana w ostatnim czasie praca zdalna ma nie tylko szereg wad, ale niesie też negatywne konsekwencje.

84 proc. ankietowanych przyznaje, że zmaga się z trudnościami podczas pracy zdalnej. To m.in. brak rozgraniczenia pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym (41 proc.). Ponad 40 proc. badanych stwierdziło, że przekłada się to na spadek produktywności i częstsze podejmowanie złych decyzji. Wśród największych problemów wymienia się bezsenność (40 proc.), zły stan zdrowia fizycznego (35 proc.), mniejsze zadowolenie z życia osobistego (33 proc.), pogorszenie relacji rodzinnych (30 proc.) i izolację od przyjaciół (28 proc.).