Będzie wolniej i bezpiecznej?

Będzie wolniej i bezpiecznej?

Rada Ministrów przyjęła opracowany przez Ministerstwo Infrastruktury projekt ustawy zwiększający bezpieczeństwo na drogach. Mowa w nim m.in. ograniczeniu prędkości na terenie zabudowanym w nocy do 50 km/h i o pierwszeństwie pieszych na pasach.

O sprawie informuje portal obserwatorgospodarczy.pl. Projekt był gotowy już w grudniu ubiegłego roku, po czym trafił do zamrażarki sejmowej. Czemu? Bo proponuje on szereg dość rewolucyjnych zmian zwiększających bezpieczeństwo na polskich drogach. Jakie są jego założenia?

Jednym z postulatów jest zrównanie prędkości w terenie zabudowanym w dzień i w nocy. Dotychczas w dzień można było jeździć z prędkością 50 km/h, a w godzinach nocnych 60 km/h. Niedługo ma zacząć obowiązywać tylko ta niższa prędkość przez całą dobę.

Kolejnym przepisem jest bezwzględne pierwszeństwo pieszych nie tylko na pasach, jak to było dotychczas, ale także w rejonie przejścia dla pieszych. To znaczy, że kierowcy będą mieli obowiązek ustąpić pierwszeństwa pieszym już wtedy, gdy będą oni mieli zamiar przejść przez jezdnię. Będzie to wymagało od kierowców zachowania szczególnej ostrożności.

Po stronie pieszych również pojawią się nowe obostrzenia. Piesi będą mieli zakaz korzystania z telefonu komórkowego podczas przechodzenie przez przejścia dla pieszych.

Kolejny ciekawy przepis to zakaz jazdy na zderzaku na drogach ekspresowych i autostradach. Niezachowanie odstępu jest, zaraz po prędkości, najczęstszą przyczyną wypadków na polskich trasach szybkiego ruchu. W projekcie zaproponowano, by bezpieczna odległość wyrażona w metrach wynosiła połowę prędkości, z którą się przemieszczamy. Jeśli jedziemy 100 km/h, to bezpieczna odległość wynosi 50 metrów.

Nowe przepisy są nadal na etapie projektu, który będzie teraz czytany i głosowany w Sejmie.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Lockdown nie zmniejsza zanieczyszczenia

Lockdown nie zmniejsza zanieczyszczenia

Światowa Organizacja Meteorologiczna poinformowała, że stężenie gazów cieplarnianych osiągnęło nowy rekord w 2019 r. i wzrasta nadal w tym roku, mimo spodziewanych spadków emisji z powodu pandemii koronawirusa.

Jak pisze portal wnp.pl, wielu naukowców spodziewało się w tym roku największego spadku emisji dwutlenku węgla od pokoleń, ponieważ przyjęte przez władze wielu krajów obostrzenia mające powstrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa doprowadziły do uziemienia samolotów, zatrzymania statków w portach i zmniejszenia ruchu na drogach. A jednak nic z tego. WMO opisała prognozowany spadek emisji jako małą zmianę, porównywalną do naturalnych wahań, której wpływ na stężenie CO2 w atmosferze będzie nieznaczny.

Ilość dwutlenku węgla w atmosferze osiągnęła w 2019 r. nowy rekord, średni poziom CO2 przekroczył 410,5 ppm – pisze WMO w opublikowanym w poniedziałek raporcie na temat gazów cieplarnianych. Nie są jeszcze znane wyniki za 2020 r., ale ze wstępnych odczytów danych zebranych przez stacje na Tasmanii i Hawajach wynika, że utrzymuje się trend wzrostu stężenia CO2. W historii naszych pomiarów nigdy nie widzieliśmy tak szybkiego tempa wzrostu poziomu emisji – powiedział sekretarz generalny WMO prof. Petteri Taalas odnosząc się do wzrostu od 2015 r. i apelując o „trwałe spłaszczenie krzywej (emisji)”. Wzrost emisji CO2 w 2019 r. jest większy niż w roku poprzednim, przewyższa też średnią roczną wartość wzrostu w ciągu poprzedniej dekady.

WMO przewidywało wcześniej, że z powodu pandemii emisja dwutlenku węgla może spaść w tym roku o 4,2 do 7,5 proc. Nie zmieniłoby to stężenia dwutlenku węgla w atmosferze, ale na moment powstrzymałoby tempo jego wzrostu.

Podwyżki covidowe dla wszystkich medyków?

Podwyżki covidowe dla wszystkich medyków?

Domagamy się uwzględnienia w podwyżkach wszystkich zatrudnionych przy opiece nad pacjentami z COVID-19 – napisał w piątek przewodniczący NSZZ Solidarność Piotr Duda w liście otwartym do premiera Mateusza Morawieckiego. Związek chce podwyżek m.in. dla salowych i sanitariuszy.

Jak informuje portal pulshr.pl, Solidarność już na początku listopada zaprotestowała przeciwko pominięciu przy podwyżkach części pracowników zatrudnionych przy pacjentach z COVID-19. W piątek związkowcy kolejny raz sprzeciwili się decyzji rządu.

W liście otwartym do premiera szef Solidarności ocenił, że decyzja ministra zdrowia, nieuwzględniająca w podwyżkach wszystkich osób pracujących przy pacjentach chorych na COVID-19, „jest przykładem dzielenia pracowników na lepszych i gorszych”. Osoby pracujące przy pacjentach chorych na COVID-19, bez względu na wykonywany zawód i posiadane kwalifikacje, są tak samo zagrożone i pracują w takich samych warunkach. Podlegają tym samym obostrzeniom i muszą znosić te same uciążliwości. Tymczasem podwyżkę wynagrodzeń otrzymać mają jedynie lekarze i pielęgniarki. Pominięto salowe, sanitariuszy i sanitariuszki, pracowników technicznych i wiele innych osób, bez których oddział szpitalny nie może normalnie funkcjonować – zwraca uwagę szef Solidarności.

Związek domaga się pilnej zmiany decyzji ministra Niedzielskiego i uwzględnienia w podwyżkach wszystkich zatrudnionych przy opiece nad pacjentami z COVID-19.

Pracownicy boją się pandemii

Pracownicy boją się pandemii

Koronawirus nieustannie ingeruje w rynek pracy. Już co czwarty Polak oraz co trzecia młoda osoba zna kogoś, kto od marca stracił pracę. Jej utraty w najbliższych miesiącach obawia się 19 proc. pracowników.

Jak informuje portal biznes.interia.pl, Polacy najbardziej niepewni są najbliższych sześciu miesięcy, kiedy ich zdaniem szansa na otrzymanie wypowiedzenia jest największa. Obawy podbijają doniesienia o nowych obostrzeniach związanych z drugą falą epidemii.

Pierwsza fala koronawirusa najmocniej uderzyła w osoby najmłodsze, te między 18. a 24. rokiem życia. To w tej grupie znacznie wzrosło bezrobocie i najwięcej osób przyznaje, że zna osobiście kogoś, kto w związku z epidemią został zwolniony. Wynika to oczywiście z tego, że młodych częściej zatrudnia się na umowach cywilnoprawnych, które łatwiej zerwać. Druga fala koronawirusa uderza jednak w starsze grupy wiekowe. Najbardziej zwolnień w okresie jesienno-zimowym obawiają się osoby w wieku od 35 do 44 lat oraz 25-34-latkowie. Część z nich boi się, że na bezrobocie trafi jeszcze w tym roku – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert rynku pracy.

Już 34 proc. spośród osób obawiających się zwolnienia jest zdania, że utrata pracy jest najbardziej prawdopodobna jeszcze przed końcem bieżącego roku.

Badanie zostało przeprowadzone na panelu Ariadna na ogólnopolskiej próbie liczącej N=1011 osób. Kwoty dobrane według reprezentacji w populacji Internautów w wieku 18 lat i więcej dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania. Termin realizacji to 16-20 października 2020.