Walka o godność

Walka o godność

Byli pracownicy sklepów sieci Biedronka po przegraniu procesu z Jeronimo Martins o naruszenie dóbr osobistych muszą zapłacić wysokie koszty sądowe. Żyjący z rent i emerytur byli pracownicy nie są w stanie zebrać tych pieniędzy. Pomóżmy im!

Przedmiotem postępowania sądowego było naruszenie dóbr osobistych w postaci godności i prawa do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy w czasie zatrudnienia skarżących (do sierpnia 2004 r.) w sklepach należących do sieci Biedronka. Byli pracownicy domagali się od Jeronimo Martins przeprosin i zadośćuczynienia pieniężnego.

Ośmiu byłych pracowników żądało zadośćuczynienia za lata pracy w skrajnie ciężkich warunkach. To były lata wyzysku oraz naruszania ich godności poprzez zmuszania do pracy w warunkach urągających BHP, na przykład braku chociaż jednego wózka elektrycznego, a także za utracone zdrowie – ocenił mec. Obara, pełnomocnik byłych pracowników.

Niestety przegrali jednak proces o naruszenie dóbr osobistych w sądach zarówno w I, jak i II instancji. Przegrana wiąże się też z dużymi kosztami sądowymi, jakie byli pracownicy muszą zapłacić Biedronce za ich prawników.

W pierwszej instancji koszty te wyniosły 2,7 tys. zł na osobę (łącznie ponad 20 tys. złotych), a w drugiej – 2265 zł (łącznie ponad 17 tys. zł). Część kosztów w kwocie około 20 tys. złotych za byłych pracowników Biedronki uiścił ich pełnomocnik pro bono. Do zapłaty pozostało jeszcze nieco ponad 17 tys. złotych. Przegrani byli pracownicy są osobami schorowanymi, wyniszczonymi, utrzymującymi się z rent czy emerytur w wysokości 1200 – 1400 złotych lub pracujący dorywczo. Wszystko wskazuje więc na to, że u byłych pracowników Biedronki niebawem może pojawić się komornik, zajmując sprzęty domowe czy renty. Dlatego zwracamy się za pośrednictwem mediów o nagłośnienie tej sprawy oraz udział w zbiórce na jednym z portali.

Zachęcamy do wsparcia zbiórki: https://zrzutka.pl/r4wjk6

 

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Będzie wolniej i bezpiecznej?

Będzie wolniej i bezpiecznej?

Rada Ministrów przyjęła opracowany przez Ministerstwo Infrastruktury projekt ustawy zwiększający bezpieczeństwo na drogach. Mowa w nim m.in. ograniczeniu prędkości na terenie zabudowanym w nocy do 50 km/h i o pierwszeństwie pieszych na pasach.

O sprawie informuje portal obserwatorgospodarczy.pl. Projekt był gotowy już w grudniu ubiegłego roku, po czym trafił do zamrażarki sejmowej. Czemu? Bo proponuje on szereg dość rewolucyjnych zmian zwiększających bezpieczeństwo na polskich drogach. Jakie są jego założenia?

Jednym z postulatów jest zrównanie prędkości w terenie zabudowanym w dzień i w nocy. Dotychczas w dzień można było jeździć z prędkością 50 km/h, a w godzinach nocnych 60 km/h. Niedługo ma zacząć obowiązywać tylko ta niższa prędkość przez całą dobę.

Kolejnym przepisem jest bezwzględne pierwszeństwo pieszych nie tylko na pasach, jak to było dotychczas, ale także w rejonie przejścia dla pieszych. To znaczy, że kierowcy będą mieli obowiązek ustąpić pierwszeństwa pieszym już wtedy, gdy będą oni mieli zamiar przejść przez jezdnię. Będzie to wymagało od kierowców zachowania szczególnej ostrożności.

Po stronie pieszych również pojawią się nowe obostrzenia. Piesi będą mieli zakaz korzystania z telefonu komórkowego podczas przechodzenie przez przejścia dla pieszych.

Kolejny ciekawy przepis to zakaz jazdy na zderzaku na drogach ekspresowych i autostradach. Niezachowanie odstępu jest, zaraz po prędkości, najczęstszą przyczyną wypadków na polskich trasach szybkiego ruchu. W projekcie zaproponowano, by bezpieczna odległość wyrażona w metrach wynosiła połowę prędkości, z którą się przemieszczamy. Jeśli jedziemy 100 km/h, to bezpieczna odległość wynosi 50 metrów.

Nowe przepisy są nadal na etapie projektu, który będzie teraz czytany i głosowany w Sejmie.

Lockdown nie zmniejsza zanieczyszczenia

Lockdown nie zmniejsza zanieczyszczenia

Światowa Organizacja Meteorologiczna poinformowała, że stężenie gazów cieplarnianych osiągnęło nowy rekord w 2019 r. i wzrasta nadal w tym roku, mimo spodziewanych spadków emisji z powodu pandemii koronawirusa.

Jak pisze portal wnp.pl, wielu naukowców spodziewało się w tym roku największego spadku emisji dwutlenku węgla od pokoleń, ponieważ przyjęte przez władze wielu krajów obostrzenia mające powstrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa doprowadziły do uziemienia samolotów, zatrzymania statków w portach i zmniejszenia ruchu na drogach. A jednak nic z tego. WMO opisała prognozowany spadek emisji jako małą zmianę, porównywalną do naturalnych wahań, której wpływ na stężenie CO2 w atmosferze będzie nieznaczny.

Ilość dwutlenku węgla w atmosferze osiągnęła w 2019 r. nowy rekord, średni poziom CO2 przekroczył 410,5 ppm – pisze WMO w opublikowanym w poniedziałek raporcie na temat gazów cieplarnianych. Nie są jeszcze znane wyniki za 2020 r., ale ze wstępnych odczytów danych zebranych przez stacje na Tasmanii i Hawajach wynika, że utrzymuje się trend wzrostu stężenia CO2. W historii naszych pomiarów nigdy nie widzieliśmy tak szybkiego tempa wzrostu poziomu emisji – powiedział sekretarz generalny WMO prof. Petteri Taalas odnosząc się do wzrostu od 2015 r. i apelując o „trwałe spłaszczenie krzywej (emisji)”. Wzrost emisji CO2 w 2019 r. jest większy niż w roku poprzednim, przewyższa też średnią roczną wartość wzrostu w ciągu poprzedniej dekady.

WMO przewidywało wcześniej, że z powodu pandemii emisja dwutlenku węgla może spaść w tym roku o 4,2 do 7,5 proc. Nie zmieniłoby to stężenia dwutlenku węgla w atmosferze, ale na moment powstrzymałoby tempo jego wzrostu.

Podwyżki covidowe dla wszystkich medyków?

Podwyżki covidowe dla wszystkich medyków?

Domagamy się uwzględnienia w podwyżkach wszystkich zatrudnionych przy opiece nad pacjentami z COVID-19 – napisał w piątek przewodniczący NSZZ Solidarność Piotr Duda w liście otwartym do premiera Mateusza Morawieckiego. Związek chce podwyżek m.in. dla salowych i sanitariuszy.

Jak informuje portal pulshr.pl, Solidarność już na początku listopada zaprotestowała przeciwko pominięciu przy podwyżkach części pracowników zatrudnionych przy pacjentach z COVID-19. W piątek związkowcy kolejny raz sprzeciwili się decyzji rządu.

W liście otwartym do premiera szef Solidarności ocenił, że decyzja ministra zdrowia, nieuwzględniająca w podwyżkach wszystkich osób pracujących przy pacjentach chorych na COVID-19, „jest przykładem dzielenia pracowników na lepszych i gorszych”. Osoby pracujące przy pacjentach chorych na COVID-19, bez względu na wykonywany zawód i posiadane kwalifikacje, są tak samo zagrożone i pracują w takich samych warunkach. Podlegają tym samym obostrzeniom i muszą znosić te same uciążliwości. Tymczasem podwyżkę wynagrodzeń otrzymać mają jedynie lekarze i pielęgniarki. Pominięto salowe, sanitariuszy i sanitariuszki, pracowników technicznych i wiele innych osób, bez których oddział szpitalny nie może normalnie funkcjonować – zwraca uwagę szef Solidarności.

Związek domaga się pilnej zmiany decyzji ministra Niedzielskiego i uwzględnienia w podwyżkach wszystkich zatrudnionych przy opiece nad pacjentami z COVID-19.