Polska bez węgla?

Polska bez węgla?

W Europie co drugie miejsce pracy powiązane z węglem znajduje się w Polsce. Zdaniem naszych górników na Zachodzie zbyt lekko mówi się o dekarbonizacji.

Jak informuje portal wnp.pl, polskie górnictwo generuje ośmiokrotnie więcej miejsc pracy od górnictwa w pozostałych krajach członkowskich UE. Wskaźnik zatrudnienia w górnictwie pokazuje wyraźnie, że w Europie Zachodniej i wielu innych krajach o procesie dekarbonizacji mówi się po prostu łatwo – podkreślił prezes Polskiej Grupy Górniczej Tomasz Rogala.

Polska Grupa Górnicza (PGG) kooperuje z przeszło 3 tys. przedsiębiorstw i placówek naukowo-badawczych oraz wydaje rocznie ok. 1,1 mld zł na zakup maszyn i urządzeń. Zapewnia przy tym około 40 tys. miejsc pracy z wynagrodzeniem przewyższającym o 65 proc. średnią w przemyśle regionu. Każdego roku PGG płaci ok. 3,4 mld zł do budżetów centralnego i samorządowych.

Nawiązując do planowanej przez Unię dekarbonizacji, Rogala powiedział: Gdyby instalacje OZE były efektywniejsze, nie byłoby potrzeby windowania podatków emisyjnych, które zmniejszają opłacalność energetyki konwencjonalnej. Dodał, że przyspieszanie zmian powoduje, iż Polska, chcąc zrealizować stawiane jej cele, będzie w bardzo trudnej sytuacji, a proces wymagał będzie szczególnych nakładów.

Znaczące w kontekście pytania o tempo tej transformacji są dane o liczbie miejsc pracy powiązanych z węglem w naszym kraju i w UE. Na Górnym Śląsku wskaźnik ten wynosi aż 7 tys. pracowników na 100 tys. zatrudnionych, gdy w Polsce 1250, natomiast średnio w UE tylko 150.

Gwałtowne odejście od węgla w Polsce spowodowałoby skokowy wzrost bezrobocia w powiatach górniczych z 3-6 proc. obecnie do nawet 37-39 proc. i więcej, co byłoby ogromnym wyzwaniem dla samorządów i mogłoby oznaczać znaczne skutki społeczne. Na jedno miejsce pracy w kopalni przypadają cztery miejsca pracy w jej otoczeniu.

 

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Polscy pracodawcy nie tworzą miejsc pracy

Polscy pracodawcy nie tworzą miejsc pracy

Jak wynika z najnowszych danych Eurostatu, polscy pracodawcy nie generują nowych miejsc zatrudnienia.

O sprawie pisze portal pulshr.pl. Zgodnie z jego informacjami Eurostat podał najnowsze informacje na temat wskaźnika wakatów w III kwartale 2020 roku. Pokazuje on, ile jest w gospodarce wolnych miejsc pracy. Współczynnik wolnych miejsc pracy. JVR (z ang. Job Vacancy Rate) obrazuje procentowy udział wolnych miejsc pracy we wszystkich miejscach pracy (zagospodarowanych i wolnych) istniejących w naszej gospodarce. Innymi słowy, pokazuje, ile miejsc pracy w danej gospodarce stanowią te wolne, na które pracodawcy planują rekrutować.

Jak podał Eurostat, spośród krajów członkowskich (dla których są dostępne porównywalne dane), najwyższy wskaźnik wakatów odnotowano w Czechach (5,3 proc.) oraz w Belgii (3,3 proc.). Najniższy – w Grecji (0,5 proc.) oraz w Polsce i Portugalii (po 0,7 proc.).

Co te dane oznaczają dla Polski? Jedynie 0,7 proc. (tyle samo, co w II kwartale; w I kwartale 2020 r. wskaźnik JVR dla Polski wyniósł 0,6 proc.) wszystkich miejsc pracy dostępnych w polskiej gospodarce to stanowiska wolne, na które pracodawcy poszukują ludzi do pracy. Znaleźliśmy się wśród państw członkowskich najsłabiej radzących sobie z przyrostem nowych i nieobsadzonych miejsc pracy. Wiążą się z tym istotne konsekwencje dla rynku pracy – ujmując rzecz skrótowo – gospodarka nie kreuje nowych miejsc, aby osoby, które tracą pracę, mogły odnaleźć się w nowej firmie. Jak wiemy z doświadczeń, problem bezrobocia staje się dotkliwy nie wtedy, gdy następuje redukcja zatrudnienia w jednej firmie (czy szerzej dziale gospodarki), ale wtedy, gdy gospodarka nie potrafi zagospodarować tych osób na nowych stanowiskach pracy (w innych działach) – mówi Bartłomiej J. Gabryś z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Sytuacja ta częściowo związana jest z pandemią, jednak nie da się ukryć, że Polska jest w ogonie krajów generujących zatrudnienie.

 

Pracownicy niemieckiego Amazona strajkują

Pracownicy niemieckiego Amazona strajkują

Pracownicy sześciu oddziałów firmy wysyłkowej Amazon w Niemczech rozpoczęli strajk podczas nocnej zmiany z niedzieli na poniedziałek. Łącznie strajkuje 1700 osób. Związek zawodowy domaga się, aby Amazon podpisał układ zbiorowy pracy niemieckiego sektora detalicznego.

Jak informuje portal pulshr.pl, ostatnie dni przed Bożym Narodzeniem w czasie trwającego w Niemczech lockdownu to boom dla firm wysyłkowych. Ten moment związki zawodowe postanowiły wykorzystać na naciski na wielkiego pracodawcę, jakim jest Amazon. Jak poinformował związek zawodowy Verdi, strajki w Werne, Lipsku, Rheinbergu, Koblencji oraz w Bad Hersfeld mają potrwać do wigilii.

Zamknięcie sklepów, obowiązujące od zeszłego tygodnia ze względu na ogłoszony lockdown, doprowadziło do znacznego wzrostu liczby zamówień w sklepach wysyłkowych, takich jak Amazon. Podczas gdy amerykański koncern zwiększa swoje miliardowe zyski, odmawia płacenia pracownikom w ramach układu zbiorowego – podkreślają związkowcy. Pracownicy zaś są narażeni na jeszcze większą presję, ponieważ Amazon składa obietnice dostawy pomimo koniecznych do tego dodatkowych nakładów pracy, co odbywa się kosztem zdrowia pracowników.

COVID-19 przyczyną głodu

COVID-19 przyczyną głodu

Po raz pierwszy w swojej siedemdziesięcioletniej historii UNICEF dostarczy jedzenie dla dzieci w Wielkiej Brytanii, gdzie kryzys gospodarczy związany z koronawirusem spowodował, że niektóre rodziny cierpią głód.

Jak informuje „The Guardian”, Unicef ​​po raz pierwszy w swojej ponad 70-letniej historii uruchomił krajową pomoc kryzysową w Wielkiej Brytanii, aby pomóc nakarmić dzieci dotknięte kryzysem związanym z koronawirusem. Agencja ONZ, która jest odpowiedzialna za pomoc humanitarną dzieciom na całym świecie, stwierdziła, że ​​pandemia koronawirusa jest od czasów drugiej wojny światowej najsilniejszym kryzysem, który dotknął dzieci.

Ankieta YouGov przeprowadzona w maju na zlecenie organizacji charytatywnej Food Foundation wykazała, że ​​2,4 miliona dzieci w Wielkiej Brytanii (17%) żyje w gospodarstwach domowych, w których brakuje czasem żywności. Do października br. dodatkowe 900 tys. dzieci zostało zarejestrowanych na bezpłatne posiłki w szkole.

Unicef ​​obiecał dotację w wysokości 25 000 funtów na rzecz projektu społecznościowego School Food Matters, który wykorzysta te pieniądze na dostarczenie 18 tys. pożywnych śniadań uczniom 25 szkół. Program ma za zadanie nakarmić potrzebujące dzieci i ich rodziny w Southwark, okolicy mocno dotkniętej skutkami pandemii.

Wiceprzewodnicząca Partii Pracy, Angela Rayner, powiedziała: Fakt, że Unicef musi wkroczyć, by nakarmić głodne dzieci naszego kraju, to hańba, a Boris Johnson i Rishi Sunak powinni się wstydzić. Jesteśmy jednym z najbogatszych krajów świata. Nasze dzieci nie powinny polegać na organizacjach charytatywnych, które działają w strefach wojennych oraz w odpowiedzi na klęski żywiołowe. Organizacje charytatywne i firmy w całym kraju wykonały świetną robotę wkraczając tam, gdzie rząd zawiódł, ale nigdy nie powinno było do tego dojść.