Skrócenie czasu pracy receptą na kryzys

Skrócenie czasu pracy receptą na kryzys

Raport ekonomicznego think-tanku Autonomy wskazuje, że większość brytyjskich firm zatrudniających powyżej 50 osób bez problemu utrzymałoby się w warunkach czterodniowego tygodnia pracy. Mowa tu o 50 tys. przedsiębiorstw.

Według Autonomy skrócenie czasu pracy bez obniżki płacy mogłoby podnieść słabą produktywność brytyjskiej gospodarki, a równocześnie poprawić dobrostan społeczeństwa, tworząc zdrową równowagę między pracą a życiem.

Think tank proponuje rozpoczęcie reform od sektora publicznego, dodając, że zmiany oczekiwań i norm zachowania mogą zostać przyspieszone poprzez zwiększenie liczby dni wolnych od pracy oraz ponownego wprowadzenia regulacji wzmacniających związki zawodowe.

Wprowadzenie 32-godzinnego tygodnia pracy mogłoby stworzyć nawet 500 tys. nowych miejsc pracy w Wielkiej Brytanii.

Will Stronge, kierownik działu badań think tanku uważa, że dla ogromnej większości firm, skrócenie czasu pracy jest całkowicie realistycznym celem już w najbliższej przyszłości. Brytyjska gospodarka przeżywa największy kryzys od 300 lat, ale wciąż większość firm byłoby stać na wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy z dnia na dzień. Wyższe koszty pracy bez problemu pokryje wzrost produktywności lub podniesienie cen.

Wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy wspiera poseł Partii Pracy Peter Dowd: Jeśli rząd na serio mówi o zmniejszaniu nierówności w Wielkiej Brytanii, to powinien rozważyć skrócenie tygodnia pracy – to jedna z najlepszych okazji, żeby równiej podzielić się pracą.

 

Źródła:

https://www.theguardian.com/business/2020/dec/29/four-day-week-would-be-affordable-for-most-uk-firms-says-thinktank#_=_

https://www.theguardian.com/society/2020/aug/30/four-day-working-week-could-create-500k-new-jobs-in-uk-study-says

link do raportu Autonomy: https://autonomy.work/portfolio/timeforchange/

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Polska bez węgla?

Polska bez węgla?

W Europie co drugie miejsce pracy powiązane z węglem znajduje się w Polsce. Zdaniem naszych górników na Zachodzie zbyt lekko mówi się o dekarbonizacji.

Jak informuje portal wnp.pl, polskie górnictwo generuje ośmiokrotnie więcej miejsc pracy od górnictwa w pozostałych krajach członkowskich UE. Wskaźnik zatrudnienia w górnictwie pokazuje wyraźnie, że w Europie Zachodniej i wielu innych krajach o procesie dekarbonizacji mówi się po prostu łatwo – podkreślił prezes Polskiej Grupy Górniczej Tomasz Rogala.

Polska Grupa Górnicza (PGG) kooperuje z przeszło 3 tys. przedsiębiorstw i placówek naukowo-badawczych oraz wydaje rocznie ok. 1,1 mld zł na zakup maszyn i urządzeń. Zapewnia przy tym około 40 tys. miejsc pracy z wynagrodzeniem przewyższającym o 65 proc. średnią w przemyśle regionu. Każdego roku PGG płaci ok. 3,4 mld zł do budżetów centralnego i samorządowych.

Nawiązując do planowanej przez Unię dekarbonizacji, Rogala powiedział: Gdyby instalacje OZE były efektywniejsze, nie byłoby potrzeby windowania podatków emisyjnych, które zmniejszają opłacalność energetyki konwencjonalnej. Dodał, że przyspieszanie zmian powoduje, iż Polska, chcąc zrealizować stawiane jej cele, będzie w bardzo trudnej sytuacji, a proces wymagał będzie szczególnych nakładów.

Znaczące w kontekście pytania o tempo tej transformacji są dane o liczbie miejsc pracy powiązanych z węglem w naszym kraju i w UE. Na Górnym Śląsku wskaźnik ten wynosi aż 7 tys. pracowników na 100 tys. zatrudnionych, gdy w Polsce 1250, natomiast średnio w UE tylko 150.

Gwałtowne odejście od węgla w Polsce spowodowałoby skokowy wzrost bezrobocia w powiatach górniczych z 3-6 proc. obecnie do nawet 37-39 proc. i więcej, co byłoby ogromnym wyzwaniem dla samorządów i mogłoby oznaczać znaczne skutki społeczne. Na jedno miejsce pracy w kopalni przypadają cztery miejsca pracy w jej otoczeniu.

 

 

Polscy pracodawcy nie tworzą miejsc pracy

Polscy pracodawcy nie tworzą miejsc pracy

Jak wynika z najnowszych danych Eurostatu, polscy pracodawcy nie generują nowych miejsc zatrudnienia.

O sprawie pisze portal pulshr.pl. Zgodnie z jego informacjami Eurostat podał najnowsze informacje na temat wskaźnika wakatów w III kwartale 2020 roku. Pokazuje on, ile jest w gospodarce wolnych miejsc pracy. Współczynnik wolnych miejsc pracy. JVR (z ang. Job Vacancy Rate) obrazuje procentowy udział wolnych miejsc pracy we wszystkich miejscach pracy (zagospodarowanych i wolnych) istniejących w naszej gospodarce. Innymi słowy, pokazuje, ile miejsc pracy w danej gospodarce stanowią te wolne, na które pracodawcy planują rekrutować.

Jak podał Eurostat, spośród krajów członkowskich (dla których są dostępne porównywalne dane), najwyższy wskaźnik wakatów odnotowano w Czechach (5,3 proc.) oraz w Belgii (3,3 proc.). Najniższy – w Grecji (0,5 proc.) oraz w Polsce i Portugalii (po 0,7 proc.).

Co te dane oznaczają dla Polski? Jedynie 0,7 proc. (tyle samo, co w II kwartale; w I kwartale 2020 r. wskaźnik JVR dla Polski wyniósł 0,6 proc.) wszystkich miejsc pracy dostępnych w polskiej gospodarce to stanowiska wolne, na które pracodawcy poszukują ludzi do pracy. Znaleźliśmy się wśród państw członkowskich najsłabiej radzących sobie z przyrostem nowych i nieobsadzonych miejsc pracy. Wiążą się z tym istotne konsekwencje dla rynku pracy – ujmując rzecz skrótowo – gospodarka nie kreuje nowych miejsc, aby osoby, które tracą pracę, mogły odnaleźć się w nowej firmie. Jak wiemy z doświadczeń, problem bezrobocia staje się dotkliwy nie wtedy, gdy następuje redukcja zatrudnienia w jednej firmie (czy szerzej dziale gospodarki), ale wtedy, gdy gospodarka nie potrafi zagospodarować tych osób na nowych stanowiskach pracy (w innych działach) – mówi Bartłomiej J. Gabryś z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Sytuacja ta częściowo związana jest z pandemią, jednak nie da się ukryć, że Polska jest w ogonie krajów generujących zatrudnienie.

 

Pracownicy niemieckiego Amazona strajkują

Pracownicy niemieckiego Amazona strajkują

Pracownicy sześciu oddziałów firmy wysyłkowej Amazon w Niemczech rozpoczęli strajk podczas nocnej zmiany z niedzieli na poniedziałek. Łącznie strajkuje 1700 osób. Związek zawodowy domaga się, aby Amazon podpisał układ zbiorowy pracy niemieckiego sektora detalicznego.

Jak informuje portal pulshr.pl, ostatnie dni przed Bożym Narodzeniem w czasie trwającego w Niemczech lockdownu to boom dla firm wysyłkowych. Ten moment związki zawodowe postanowiły wykorzystać na naciski na wielkiego pracodawcę, jakim jest Amazon. Jak poinformował związek zawodowy Verdi, strajki w Werne, Lipsku, Rheinbergu, Koblencji oraz w Bad Hersfeld mają potrwać do wigilii.

Zamknięcie sklepów, obowiązujące od zeszłego tygodnia ze względu na ogłoszony lockdown, doprowadziło do znacznego wzrostu liczby zamówień w sklepach wysyłkowych, takich jak Amazon. Podczas gdy amerykański koncern zwiększa swoje miliardowe zyski, odmawia płacenia pracownikom w ramach układu zbiorowego – podkreślają związkowcy. Pracownicy zaś są narażeni na jeszcze większą presję, ponieważ Amazon składa obietnice dostawy pomimo koniecznych do tego dodatkowych nakładów pracy, co odbywa się kosztem zdrowia pracowników.