PIP bierze się za śliskich pracodawców

PIP bierze się za śliskich pracodawców

Ponad 45,6 tys. kontroli, w trakcie których stwierdzono naruszenie przepisów Kodeksu pracy regulujących kwestie wynagrodzeniowe, wykonali inspektorzy pracy w latach 2018-2020.

Jak informuje portal pulshr.pl, w czasie pandemii COVID-19 w okręgowych inspektoratach pracy zarejestrowano łącznie 27 705 umów zgłoszonych przez 24 378 podmiotów. W 566 takich podmiotach stwierdzono naruszenia przepisów Kodeksu pracy regulujących kwestie wynagrodzeniowe.

To tylko okres pandemii. W latach 2018-20 do Państwowej Inspekcji Pracy wpłynęło ponad 74 tys. skarg związanych z tą problematyką. W wyniku przeprowadzonych kontroli inspektorzy pracy skierowali do pracodawców 15,9 tys. decyzji nakazujących wypłatę wynagrodzeń i innych świadczeń ze stosunku pracy dla 112,4 tys. pracowników na łączną kwotę blisko 278,1 mln zł. Średnio w co piątej kontroli spośród wszystkich przeprowadzonych przez PIP w latach 2018-2020 ujawniono nieprawidłowości przy wypłacie wynagrodzeń i innych świadczeń. Najwięcej naruszeń z tego zakresu wystąpiło w branżach: handel, naprawy, przetwórstwo przemysłowe, transport i gospodarka magazynowa oraz budownictwo. Dotyczyły one głównie terminu wypłaty wynagrodzenia, miejsca i formy takiej wypłaty, wypłaty ekwiwalentu za urlop wypoczynkowy i wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych

Stan przestrzegania przepisów dotyczących wynagrodzeń i innych świadczeń ze stosunku pracy wciąż jest niezadowalający. Nie pomagają w tym przedłużające się ograniczenia w działalności pracodawców. Mogą sprawić, że skala nieprawidłowości będzie stopniowo narastać. Dlatego Okręgowym Inspektorom Pracy polecono przeprowadzenie ponownej kontroli w firmach, by sprawdzić czy wykonały one wszystkie decyzje płacowe, jakie wcześniej zostały na nie nałożone.

 

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Węgierskie związki za europejską płacą minimalną

Węgierskie związki za europejską płacą minimalną

Europejska Konfederacja Związków Zawodowych (ETUC) rozpoczęła kampanię mającą na celu przekonanie państw członkowskich do przestrzegania na szczeblu europejskim przepisów dotyczących płacy minimalnej. Mocno wspierają ją związkowcy z Węgier, które mają jedną z najniższych płac w UE.

Jak informuje portal dailynewshungary.com, Klára Dobrev, wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego, powiedziała we wtorek na internetowej konferencji prasowej, że projekt ustawy w sprawie europejskiej płacy minimalnej jest gotowy. Dodała, że „nadal jest dużo do zrobienia”, zanim dyrektywa zostanie przyjęta jako obowiązkowy dekret. Dobrev nazwała dramatycznym fakt, że podczas gdy ceny żywności wzrosły na Węgrzech o 9 procent, pracownikom zaoferowano w 2021 roku podwyżkę płac o 3,6 procent.

Unijna regulacja płacy minimalnej oznaczałaby, że „umów dotyczących płacy minimalnej nie można by ignorować ani umniejszać pustymi wymówkami”, powiedziała Dobrev. László Kordas, szef Węgierskiej Konfederacji Związków Zawodowych, stwierdził, że rozmowy w sprawie węgierskiej płacy minimalnej były długie z powodu „bezczynności i bezradności rządu”. Zdaniem obojga może być ona nadal jedną z najniższych w Unii.

Gdyby obowiązywała dyrektywa w sprawie europejskiej płacy minimalnej, rozmowy na temat jej wysokości za punkt wyjścia przyjmowałyby 50 procent średniej płacy lub 60 procent mediany płac.

Kampania ETUC ma również na celu objęcie ochroną jak największej liczby pracowników UE na mocy układu zbiorowego. Obecnie tylko około 20 procent węgierskich pracowników jest objętych układem zbiorowym, podczas gdy zgodnie z dyrektywą celem powinno być 70 procent.

Polacy jedzą coraz mniej mięsa?

Polacy jedzą coraz mniej mięsa?

Z danych GUS wynika, że w 2019 roku spożycie mięsa średnio na mieszkańca spadło o 2,3 proc. wobec 2018 roku i wyniosło 61 kg. Nie spada konsumpcja drobiu, ale chętniej kupujemy produkty roślinne i zamienniki mięsa.

Jak informuje portal biznes.interia.pl, roślinne zastępniki produktów odzwierzęcych przestały być niszą, weszły już do mainstreamu i coraz częściej trafiają do koszyków zakupowych. Polacy nie rezygnują całkowicie z mięsa i nabiału, ale ograniczają coraz bardziej ich spożycie. Co ciekawe, pandemia sprzyja zainteresowaniu wegetarianizmem. Dla niektórych okres lockdownu oznaczał więcej czasu na eksperymenty kulinarne, a także większą dbałość o zdrowie własne i rodziny.

Z danych GUS wynika, że w 2019 roku spożycie mięsa średnio na mieszkańca spadło o 2,3 proc. wobec 2018 roku i wyniosło 61 kg, w tym mięsa surowego 34,4 kg (spadek o 3,1 proc.). Na niezmienionym poziomie utrzymała się konsumpcja drobiu (18,4 kg), co oznacza, że na popularności straciła wieprzowina. Wyraźnie więcej mięsa zjadali członkowie rolniczych gospodarstw domowych (nie tylko zresztą mięsa – także warzyw, mleka czy pieczywa). W 2019 roku na osobę przypadało w nich 70 kg produktów mięsnych, w tym 41,6 kg mięsa surowego (w tym 20,3 kg drobiowego).

Masowi producenci mięsa i wędlin, widząc ten trend, wprowadzili do swojego portfolio produkty roślinne, takie jak zastępniki kabanosów i wędlin, jogurty roślinne (np. na bazie kokosa, owsa czy soi) oraz smarowidła warzywne, a nawet zastępniki serów żółtych. 40 proc. spożywczych gigantów ma osobny dział zajmujący się wyłącznie opracowywaniem i wprowadzaniem w pełni roślinnej żywności. Nie da się także nie zauważyć, że produkty te tanieją.

 

Dość spychania na samozatrudnienie

Dość spychania na samozatrudnienie

Kierowcy firmy przewozowej Uber są faktycznie jej pracownikami, a nie tylko zleceniobiorcami świadczącymi usługi na jej rzecz, w związku z tym przysługują im wszystkie prawa pracownicze, orzekł brytyjski Sąd Najwyższy. Walka trwała kilka lat.

Jak informuje portal pulshr.pl, decyzja ma fundamentalne znaczenie nie tylko dla ok. 60 tys. kierowców Ubera w Wielkiej Brytanii, którzy będą uprawnieni do minimalnej pensji, urlopów czy zasiłków chorobowych, ale będzie też miała zastosowanie jako precedens w sprawach sądowych dotyczących firm stosujących podobny model biznesowy, np. zatrudniających dostawców jedzenia.

Rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego jest ostatnim etapem toczącej się od 2015 r. sprawy sądowej dotyczącej statusu kierowców Ubera, którą rozpoczęło dwóch jego byłych kierowców. Na wszystkich trzech poprzednich etapach sądy pracy, a później sądy cywilne, przyznawały rację obu kierowcom, ale Uber za każdym razem odwoływał się do wyższej instancji.

Sąd Najwyższy jednomyślnie odrzucił argument Ubera, że firma jest jedynie pośrednikiem między kierowcami a klientami, i orzekł, że kierowcy pracują nie tylko w momencie, gdy akurat przewożą pasażerów, ale przez cały czas, kiedy są zalogowani w aplikacji.