Krajowy Plan Odbudowy już na horyzoncie

Krajowy Plan Odbudowy już na horyzoncie

Polska do końca 2026 r. otrzyma 23,9 mld euro w postaci bezzwrotnych dotacji z UE oraz 34,2 mld euro w formie pożyczek na odbudowę po kryzysie COVID-19. Wyda je na Krajowy Plan Odbudowy.

Jak informuje portal wnp.pl, w piątek premier Morawiecki i ministrowie przedstawili założenia Krajowego Planu Odbudowy i kwoty, które zostaną przeznaczone na poszczególne dziedziny gospodarki i usług publicznych.

Według informacji zaprezentowanych podczas dzisiejszej konferencji prasowej Polska wyda 19,2 mld zł na poprawę jakości służby zdrowia, 27,4 mld zł na zieloną i inteligentną mobilność, niemal 20 mld zł na zwiększenie efektywności pracy.

Plan opierać się będzie na pięciu filarach: wzroście produktywności i odbudowie konkurencyjności gospodarki (np. bodźce zachęcające do bardziej zielonych rozwiązań, zmniejszenie oddziaływania na środowisko i zwiększenie w ten sposób atrakcyjności polskich produktów), cyfryzacji, służbie zdrowia, transporcie oraz transformacji energetycznej.

Kolejny obszar to strukturalna transformacja przemysłu i gospodarka o obiegu zamkniętym. Blisko 4 mld zł przeznaczone zostanie na wspieranie tworzenia rynku surowców wtórnych, testowanie innowacyjnych technologii wykorzystania odpadów, na obniżenie negatywnego oddziaływania na środowisko na każdym etapie funkcjonowania produktu.

Morawiecki podkreślił, że teraz KPO będzie szeroko konsultowany. Konsultacje społeczne potrwają do 2 kwietnia. Dodał, że negocjacje z Komisją Europejską powinny się zamknąć w ciągu dwóch, trzech miesięcy.

KPO to naprawa szkód gospodarczych i społecznych po pandemii COVID-19 oraz strategia uodpornienia gospodarki na przyszłe, nieprzewidziane okoliczności – podkreśliła Kancelaria Premiera.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pamiętajmy Jolę Brzeską

Pamiętajmy Jolę Brzeską

Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów w liście otwartym do posłów Sejmu RP domaga się powołania komisji śledczej w sprawie nacisków politycznych, które skazały na obstrukcję oba śledztwa wokół tragicznej śmierci Jolanty Brzeskiej.

Jolanta Brzeska, działaczka lokatorska, została zamordowana dziesięć lat temu. Sprawa jej śmierci nigdy nie została rozwikłana, a kolejne śledztwa utykały w martwym punkcie. Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów, którego była członkinią, żąda wsparcia od sejmu.

W liście WSL pisze: Brutalne zabójstwo Jolanty Brzeskiej to jedna z największych niewyjaśnionych zbrodni politycznych w III RP. Polskie elity wciąż nie potrafią oczyścić się z odpowiedzialności za stan dojrzałej III RP, w której można bezkarnie zamordować liderkę socjalnego ruchu. Postulaty Jolanty Brzeskiej w kampanii »Mieszkanie prawem nie towarem!« wciąż są dla tych elit nie do przyjęcia, bo są po prostu zagrożeniem dla opłacalnych nierówności w III RP. Umożliwiają zyski nielicznym, kosztem narzucania niewiarygodnie wysokich czynszów ludziom utrzymującym się z pracy.

Działania Brzeskiej w ramach WSL sprawiły, że pojedyncze tragedie i walki lokatorów zebrano w obraz masowej reprywatyzacji jako głównego mechanizmu przyspieszenia przemian własnościowych w Warszawie. Złożone metody taśmowej reprywatyzacji dotarły do mediów, polityków i szerszych grup lokatorskich. Do kompletu metod przekształcania własności w stolicy, w marcu 2010 roku dołączył mord na charyzmatycznej liderce, która te metody blokowała. Historia walki i tragedii Brzeskiej składa się na oskarżenie wobec polskich elit politycznych, które pod przykrywką »walki z komuną« i »przywracania świętej własności« utorowały drogę do największej grabieży w powojennej historii stolicy. Mity założycielskie III RP przekładają się na brak efektów w wyjaśnieniu zbrodni, a kolejne władze ewidentnie mają trudność w zaakceptowaniu tego faktu – pisze stowarzyszenie.

Lokatorzy deklarują, że w „dziesiątą rocznicę spalenia Jolanty Brzeskiej, nie mają wątpliwości co do stanu rzeczy”. Oba śledztwa ws. Brzeskiej – o zabójstwo oraz udział policji oraz prokuratury w zacieraniu jego śladów – okryto kompletnym milczeniem, zamieciono pod dywan prokuratora generalnego. Tym samym, polskie elity wciąż nie potrafią oczyścić się z odpowiedzialności za stan dojrzałej III RP, w której można bezkarnie zamordować liderkę socjalnego ruchu – czytamy w liście do posłów.

PIP bierze się za śliskich pracodawców

PIP bierze się za śliskich pracodawców

Ponad 45,6 tys. kontroli, w trakcie których stwierdzono naruszenie przepisów Kodeksu pracy regulujących kwestie wynagrodzeniowe, wykonali inspektorzy pracy w latach 2018-2020.

Jak informuje portal pulshr.pl, w czasie pandemii COVID-19 w okręgowych inspektoratach pracy zarejestrowano łącznie 27 705 umów zgłoszonych przez 24 378 podmiotów. W 566 takich podmiotach stwierdzono naruszenia przepisów Kodeksu pracy regulujących kwestie wynagrodzeniowe.

To tylko okres pandemii. W latach 2018-20 do Państwowej Inspekcji Pracy wpłynęło ponad 74 tys. skarg związanych z tą problematyką. W wyniku przeprowadzonych kontroli inspektorzy pracy skierowali do pracodawców 15,9 tys. decyzji nakazujących wypłatę wynagrodzeń i innych świadczeń ze stosunku pracy dla 112,4 tys. pracowników na łączną kwotę blisko 278,1 mln zł. Średnio w co piątej kontroli spośród wszystkich przeprowadzonych przez PIP w latach 2018-2020 ujawniono nieprawidłowości przy wypłacie wynagrodzeń i innych świadczeń. Najwięcej naruszeń z tego zakresu wystąpiło w branżach: handel, naprawy, przetwórstwo przemysłowe, transport i gospodarka magazynowa oraz budownictwo. Dotyczyły one głównie terminu wypłaty wynagrodzenia, miejsca i formy takiej wypłaty, wypłaty ekwiwalentu za urlop wypoczynkowy i wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych

Stan przestrzegania przepisów dotyczących wynagrodzeń i innych świadczeń ze stosunku pracy wciąż jest niezadowalający. Nie pomagają w tym przedłużające się ograniczenia w działalności pracodawców. Mogą sprawić, że skala nieprawidłowości będzie stopniowo narastać. Dlatego Okręgowym Inspektorom Pracy polecono przeprowadzenie ponownej kontroli w firmach, by sprawdzić czy wykonały one wszystkie decyzje płacowe, jakie wcześniej zostały na nie nałożone.

 

 

Węgierskie związki za europejską płacą minimalną

Węgierskie związki za europejską płacą minimalną

Europejska Konfederacja Związków Zawodowych (ETUC) rozpoczęła kampanię mającą na celu przekonanie państw członkowskich do przestrzegania na szczeblu europejskim przepisów dotyczących płacy minimalnej. Mocno wspierają ją związkowcy z Węgier, które mają jedną z najniższych płac w UE.

Jak informuje portal dailynewshungary.com, Klára Dobrev, wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego, powiedziała we wtorek na internetowej konferencji prasowej, że projekt ustawy w sprawie europejskiej płacy minimalnej jest gotowy. Dodała, że „nadal jest dużo do zrobienia”, zanim dyrektywa zostanie przyjęta jako obowiązkowy dekret. Dobrev nazwała dramatycznym fakt, że podczas gdy ceny żywności wzrosły na Węgrzech o 9 procent, pracownikom zaoferowano w 2021 roku podwyżkę płac o 3,6 procent.

Unijna regulacja płacy minimalnej oznaczałaby, że „umów dotyczących płacy minimalnej nie można by ignorować ani umniejszać pustymi wymówkami”, powiedziała Dobrev. László Kordas, szef Węgierskiej Konfederacji Związków Zawodowych, stwierdził, że rozmowy w sprawie węgierskiej płacy minimalnej były długie z powodu „bezczynności i bezradności rządu”. Zdaniem obojga może być ona nadal jedną z najniższych w Unii.

Gdyby obowiązywała dyrektywa w sprawie europejskiej płacy minimalnej, rozmowy na temat jej wysokości za punkt wyjścia przyjmowałyby 50 procent średniej płacy lub 60 procent mediany płac.

Kampania ETUC ma również na celu objęcie ochroną jak największej liczby pracowników UE na mocy układu zbiorowego. Obecnie tylko około 20 procent węgierskich pracowników jest objętych układem zbiorowym, podczas gdy zgodnie z dyrektywą celem powinno być 70 procent.