Jaka będzie przyszłość paczkomatów?

Jaka będzie przyszłość paczkomatów?

Szacowana liczba paczkomatów w Polsce to kilkanaście tysięcy. Pojawia się pytanie o ich funkcję i rozwój – czy powinny należeć do jednej sieci, a może być współdzielone i ogólnodostępne?

Portal wnp.pl przeanalizował historię naszej „paczkomatozy” i zadał ważne pytania o przyszłość tego sposobu nadawania i odbierania przesyłek. Pojawia się wątpliwość – czy rzeczywiście paczkomaty powinny być prywatne bądź należeć do tylko jednego operatora?

Głośno o sprawie zrobiło się w grudniu 2020 r., gdy na wrocławskim Biskupinie In Post postawił mierzący około 12 metrów paczkomat. Mieszkańcy nazwali go „Godzillą”, a miejski konserwator zabytków wydał decyzję o usunięciu urządzenia. W tym samym miesiącu Miasto Jest Nasze opublikowało raport pt. „Dzika logistyka miejska. Co zrobić, aby e-commerce nie zrujnował nam życia i nie zniszczył naszych miast”, w którym postuluje stworzenie publicznego systemu dostarczania paczek, z udziałem przesyłkomatów , tramwajów towarowych i rowerów cargo.

Liczbę automatów paczkowych w Polsce można szacować na kilkanaście tysięcy.  Zdecydowanym liderem jest tu In Post, który ma obecnie 11 tys. paczkomatów. Jednak inni operatorzy także dostrzegli już w tej niszy żyłę złota. Sieć maszyn paczkowych chce rozwijać również Allegro, podając informację o uruchomieniu 3 tys. urządzeń paczkowych w naszym kraju. Swoje plany w tym zakresie potwierdzają również inne marketplace’y: AliExpress oraz Amazon. Ten ostatni podpisał umowę z In Postem na początku marca. Ambitne plany budowy sieci maszyn paczkowych ma PKN Orlen, który wchodząc na rynek usług kurierskich, zapowiedział postawienie 2 tys. urządzeń w ciągu najbliższych dwóch lat. Bardzo zbliżone ilościowo plany ma Poczta Polska. Również Żabka rozwija własne automaty nadawania i odbierania paczek lokowane w sklepach sieci i nazywane żabkomatami.

Przesyt automatami paczkowymi w Polsce nie występuje i zapewne długo jeszcze nie nastąpi – ocenia Michał Czechowski, dyrektor zarządzający SwipBox Polska, przedstawiciela duńskiego producenta maszyn – Potencjał rynku oceniamy z naszej perspektywy na 40-50 tysięcy automatów i taki jest obecnie nasz cel biznesowy.

Koncepcja współdzielonych paczkomatów nie cieszy się obecnie w Polsce popularnością. Zjawisko współdzielenia wypierane jest przez konkurencję operatorów i sprzedawców, którzy rozwijają własne sieci automatów. Taką ideę wdraża właśnie SwipBox. Automaty tej firmy widoczne są głównie w sklepach Biedronka, a przesyłki w nich obsługuje DPD, Poczta Polska oraz DHL Parcel.

Ruch Miasto Jest Nasze nie kwestionuje samej idei automatu paczkowego. Proponuje stworzenie, równoległej do obecnie rozwijających się, publicznej sieci urządzeń. Zagrożenie monopolizacją jednego z najbardziej skutecznych i ekologicznych kanałów dostaw jest faktem i to tylko kwestia czasu, kiedy najbardziej popularna w Polsce prywatna sieć paczkomatów zostanie przejęta na wyłączność przez takiego giganta, jak Amazon czy Allegro. Miasto nie może sprzyjać monopolizacji kanałów dostaw – czytamy w raporcie MJN.

In Post nazywa pomysł przejęcia paczkomatów przez samorządy „leninowskim”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Najbogatsi Amerykanie uciekają przed opodatkowaniem

Najbogatsi Amerykanie uciekają przed opodatkowaniem

Z badania National Bureau of Economic Research wynika, że część najbogatszych Amerykanów nie zgłasza ok. 20% swoich dochodów do urzędu podatkowego.

O sprawie pisze portal forsal.pl. Z jego informacji wynika, że oszustwa podatkowe są prowadzone na znacznie większą skalę, niż wcześniej szacowano. Amerykański podatkowy urząd nie radzi sobie z dochodami ukrywanymi w wyrafinowany sposób, na przykład za pomocą struktur zarejestrowanych w rajach podatkowych. Pobranie całego niezapłaconego podatku zwiększyłoby przychody amerykańskiego fiskusa o 175 mld dol. rocznie. Podczas gdy wiele form dochodu, w tym płace, jest automatycznie zgłaszana do IRS i łatwo wykrywana podczas podstawowego audytu, zyski prywatnych przedsiębiorstw i złożonych partnerstw inwestycyjnych są trudniejsze do wyśledzenia.

 

 

PKS Częstochowa przetrwa

PKS Częstochowa przetrwa

Kilka dni temu PKS Częstochowa uchylił decyzję o własnej likwidacji. Spółce udało się spłacić długi. Kosztowało ją to jednak utratę dworca, który musiał zostać sprzedany. Na szczęście trafił w ręce PKP.

Jak informuje Portal Samorządowy, Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej SA w Częstochowie 18 marca podjęło uchwałę w sprawie uchylenia likwidacji spółki. Było to możliwie m.in. dzięki sprzedaży części majątku – pozyskane środki pozwoliły na spłacenie długów. W firmie nastąpiło oddłużenie, więc nie ma już przesłanek do prowadzenia działalności „w likwidacji”.

Decyzja w sprawie rozpoczęcia procesu likwidacji częstochowskiego przedsiębiorstwa zapadła 18 października 2019 r. Od tego dnia przewoźnik funkcjonował pod nazwą „PKS Częstochowa SA w likwidacji”. Wydawało się, że oznacza to rychły koniec funkcjonowania jednej z ostatnich należących do Skarbu Państwa spółek autobusowych, tym bardziej, że w poprzednich latach znacznie zredukowała ona liczbę kursów.

PKS postanowił sprzedać obciążony hipoteką dworzec autobusowy, choć sama spółka przyznawała, że nie jest wcale zbędny. Nie było jednak wyboru. Przetarg na zakup dworca wygrały Polskie Koleje Państwowe z ofertą na 12,6 mln zł. W kolejnych miesiącach prezes-likwidator rozpoczął rozmowy w sprawie włączenia częstochowskiej spółki w skład dywizji PKS-ów, które pod zwierzchnictwem PKP miały przemodelować swoją działalność i skupić się na obsługiwaniu linii i kursów dowożących mieszkańców do dworców kolejowych. Obecnie przygotowywana jest koncepcja funkcjonowania tej dywizji. Sprzedaż dworca na rzecz PKP udało się sfinalizować w drugiej połowie 2020 r., dzięki czemu spółka zyskała pokaźne środki finansowe na uregulowanie długów.

Uchwała o uchyleniu likwidacji pozwoli odbudować nadwyrężoną pozycję przewoźnika na lokalnym rynku transportu zbiorowego. Spółka zapewniła jednocześnie pasażerów, że mimo trudności wynikających z pandemii COVID-19, jest w pełni gotowa do świadczenia usług przewozowych oraz planuje kontynuację obsługi dotychczasowej sieci komunikacyjnej i realizację rozkładu jazdy dostosowanego do sytuacji epidemiologicznej.

Musimy zacząć zdobywać to, co utraciliśmy, czyli intensywnie pracować nad rynkiem i rozwiązaniami komunikacyjnymi, które zachęcą samorządy do tego, żeby chciały z nami współpracować – mówi prezes Ludwik Kubasiak.

Sojusz związków pocztowych

Sojusz związków pocztowych

Nigdy jeszcze nie było tak ostrego sporu pomiędzy Pocztą Polską a związkami zawodowymi. Poczta chce zwolnić ponad 7 tys, osób.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, NSZZ Solidarność i OPZZ, a także ponad 20 innych związków zawodowych działających w państwowej spółce zawarło sojusz. Zamierzają walczyć o zachowanie tysięcy miejsc pracy, które zarząd Poczty chce zlikwidować.

Redukcja ma dotyczyć niemal 7,3 tys. etatów, z czego 2 tys. osób ma odejść w ramach zwolnień grupowych. To, jak twierdzi gazeta, aż 11 proc. obecnego stanu zatrudnienia. Pracownicy postawili sprawę na ostrzu noża i domagają się rezygnacji z tego planu. Na spełnienie tego warunku dają zarządowi czas do piątku. Inaczej ogłoszą spór zbiorowy, a nawet strajk.

Co ciekawe, Poczta Polska narzeka… na konieczność bycia tzw. operatorem wyznaczonym, czyli obowiązek świadczenia usług pocztowych w wymiarze powszechnym i posiadania placówek w całym kraju. Zdaniem władz Poczty jest to nierentowne i generuje straty. Operator zamierza zatem „oszczędzać” za pomocą zwolnień.