Czego boją się Polacy?

Czego boją się Polacy?

Według najnowszych badań boimy się nie tylko śmierci najbliższej osoby, choroby oraz braku pieniędzy na leczenie. W czołówce obaw jest także brak możliwości odkładania pieniędzy na starość.

Jak wynika z najnowszego raportu pt. „Mapa ryzyka Polaków”, opublikowanego przez Polską Izbę Ubezpieczeń (PIU) oraz Deloitte, na liście, wśród obaw egzystencjalnych, znalazł się też wątek związany z wynagrodzeniem czy przyszłymi emeryturami i brakiem pieniędzy na starość.

Polacy zapytani o to, czego najbardziej się boją, byli wyjątkowo zgodni. Najczęściej wymieniali śmierć najbliższej osoby, brak pieniędzy na leczenie poważnej choroby oraz ciężką chorobę. Coraz częściej mówili również o problemach związanych ze zmianami pogodowymi. Jednak dość wyraźnie przebił się również wątek związany z pracą i wynagrodzeniem.

Z badania wynika, że 73 proc. respondentów obawia się, że nie wystarczy im pieniędzy na starość. 80 proc. badanych obawia się braku pieniędzy na leczenie poważnej choroby. 60 proc. braku pieniędzy na podstawowe potrzeby. Przy czym 47 proc. Polaków deklaruje, że nie oszczędza na emeryturę. 25 proc. badanych nie widzi takiej potrzeby. 40 proc. przyznających, że nie oszczędzają, jako powód wskazuje brak środków, by to robić.

Autorzy badania sprawdzili również, jak wyglądają nastroje badanych w kontekście utraty pracy. W lutym 2020 strach ten towarzyszył 59 proc. Polaków, natomiast rok później było to już 61 proc. badanych.
W efekcie pandemia spowodowała, że utrata pracy stała się dla większego odsetka Polaków
najbardziej istotną obawą. Zgodnie z badaniem PIU jest to najistotniejsza obawa dla 8 proc. badanych.
PIU tworząc „Mapę ryzyka Polaków”, przeprowadziła dwie fale badania. Po raz pierwszy Izba zapytała Polaków o ich największe obawy w lutym 2020 r., na kilka tygodni przed pierwszym lockdownem. Po raz drugi – rok po ogłoszeniu pandemii, w lutym 2021 r.
Wyniki jasno pokazały, że pandemia wpłynęła na to, czego najbardziej się boimy. W tym czasie istotnie zwiększył się procent respondentów bojących się skutków ciężkich chorób osób najbliższych (o 4 pkt. proc.) i braku dostępu do opieki medycznej (o 5 pkt. proc.). Dodatkowo coraz więcej osób obawia się kradzieży telefonu i kradzieży pieniędzy przez internet (odpowiednio o 5 i 4 pkt. proc.).

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Cztery pary pociągów to za mało

Cztery pary pociągów to za mało

Samorządy województw łódzkiego i świętokrzyskiego postanowiły nie czekać na program Kolej Plus i podjęły decyzję o reaktywacji połączeń pasażerskich na linii kolejowej Opoczno – Końskie – Skarżysko-Kamienna.

Na to, że stan linii – w ruchu pasażerskim niewykorzystywanej od 2009 r. – obecnie umożliwia kursowanie pociągów z prędkością 80 km/h, zwracaliśmy uwagę w poprzednim numerze „Z Biegiem Szyn”. Wówczas Monika Michalska z samorządu województwa świętokrzyskiego uzależniała uruchomienie połączeń od zakupu przez Polregio pociągów
spalinowo-elektrycznych. Jednakże w połowie czerwca 2021 r. świętokrzyski marszałek Andrzej Bętkowski zapowiedział, że połączenia będą obsługiwane szynobusami posiadanymi przez Polregio i wystartują w połowie grudnia 2021 r.: – Dzięki współpracy z województwem łódzkim uruchomimy minimum cztery pary pociągów. Czy taka oferta przewozowa – po cztery pociągi w każdą stronę – może przekonać mieszkańców do podróży koleją? – W sytuacji zupełnego braku oferty transportu publicznego, cztery pary połączeń są już pewnego rodzaju rewolucją – mówi dr Michał Beim z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, w latach 2016-2017 członek zarządu PKP. – Ważniejsze od liczby kursów jest dopasowanie oferty do potrzeb i rytmu życia lokalnych społeczności. Jednak w tych państwach, gdzie transport publiczny jest najlepszy, standardem dla ruchu regionalnego jest takt godzinny. Na najmniej uczęszczanych trasach dopuszcza się kursy co dwie godziny, przez cały dzień czy tylko poza szczytami.

Z początkiem września 2021 r. ruszyć mają pociągi pasażerskie z Dębicy do Mielca, który tym samym po 12 latach wróci na mapę połączeń kolejowych. Na rewitalizację liczącej 32 km linii przeznaczono 224,5 mln zł. Zaplanowany rozkład jazdy zakłada kursowanie jedynie czterech par połączeń: z 60-tysięcznego Mielca pociągi mają odjeżdżać tylko o 6:06, 7:32, 14:23 i 16:04.

Podobnie ma być w liczącej 63 tys. mieszkańców Łomży, do której pociągi pasażerskie przestały docierać już w 1993 r., gdy była jeszcze miastem wojewódzkim. – Region łomżyński bardzo potrzebuje połączenia kolejowego. Z pewnością remont linii ze Śniadowa do Łomży da impet do rozwoju dla tej części naszego województwa – podkreśla marszałek województwa podlaskiego Artur Kosicki. W listopadzie 2020 r. zlecono dopiero wykonanie projektu rewitalizacji linii. Na reaktywację połączeń kolejowych łomżanie muszą poczekać więc jeszcze kilka lat, mimo to samorząd województwa podlaskiego już zapowiada, że między Białymstokiem a Łomżą jeździć mają tylko cztery pary pociągów.

W województwie warmińsko-mazurskim taka liczba pociągów obsługuje zmodernizowaną za 380 mln zł linię Szczytno –Ruciane-Nida – Pisz – Ełk. W regionie tym trwa obecnie modernizacja linii Olsztyn – Braniewo, na której przed rozpoczęciem prac kursowały zaledwie trzy pary pociągów. Samorząd województwa został zobligowany przez Unię
Europejską do zaplanowania na linii większej liczby połączeń – w przeciwnym razie przedsięwzięcie nie otrzymałoby rekomendacji do dofinansowania z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.

Tymczasem polskie programy określają cztery pary pociągów jako akceptowalny standard. Zadeklarowanie takiej oferty pozwala na ujęcie inwestycji zarówno w przyjętym przez rząd w maju 2021 r. Programie Budowy lub Modernizacji Przystanków Kolejowych, jak i w programie Kolej Plus (choć tu za każdą kolejną parę pociągów przyznawany jest
dodatkowy punkt w rankingu przedsięwzięć). W Wielkopolsce czterema parami pociągów obsługiwane są odcinki leżące głównie na peryferiach regionu: Jarocin –Krotoszyn, Wągrowiec – Gołańcz i Kępno – Kluczbork. Na odcinku Wolsztyn – Zbąszyń kursują tylko trzy pary, przez co ostatni pociąg z Wolsztyna odjeżdża już o 15:40. Na Pomorzu na linii Chojnice – Człuchów – Szczecinek kursują trzy pary pociągów, a na linii Chojnice – Kościerzyna zaledwie dwie.
Relacja kosztów stałych do zmiennych zachęca do zwiększania liczby kursów. Tabor nawet, gdy nie jeździ, kosztuje – mówi Beim.

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” (nr 4/114 lipiec-sierpień 2021), http://www.zbs.net.pl

Karol Trammer

(Na zdjęciu zlikwidowany w 1993 r. dworzec kolejowy w Łomży).

Koniec biernych pośredniaków

Koniec biernych pośredniaków

Szykuje się rewolucja w urzędach pracy. Będą do nich mogli przychodzić nie tylko bezrobotni, ale także osoby chcące się przekwalifikować i zdobyć nowe umiejętności. Zniknie nazwa „urząd pracy”.

Jak informuje portal pulshr.pl, nowe placówki będą nazywały się centrami wspierania zatrudnienia. Zmieni się także podejście pracujących w nich osób. To będą osoby, które wyposażymy w wiele nowych kompetencji. Dlatego chcemy stworzyć centrum szkolenia kadr dla służb zatrudnienia. Tam chcemy zaproponować różnego typu propozycje kursowe, szkoleniowe dla tych, którzy już pracują w urzędach pracy. Chcemy, żeby oni nie tylko obsługiwali bezrobotnego, ale zajęli się problemem – wyjaśnia Iwona Michałek, wiceministerka rozwoju, pracy i technologii. – Chcemy, żeby do Centrum Wspierania Zatrudnienia trafiały również osoby, które chcą zmienić pracę, chcą nabyć nowych kwalifikacji, chcą się przekwalifikować, nabyć nowych kompetencji. Chcemy, żeby ten nasz pracownik potrafił indywidualnie prowadzić taką osobę – dodaje.

Nowe urzędy pracy mają być scyfryzowane i skupione na tym, by wspierać zarówno bezrobotnych, jak i osoby, które chcą zmienić branżę. To mają być miejsca, do których pracodawca pójdzie i otrzyma pomoc, gdy będzie potrzebował pracownika z określonymi kompetencjami, wykształceniem i wiekiem. Zadaniem nowych urzędów będzie wyłuskiwanie takich ludzi. Ułatwienia obejmą także udzielanie pozwoleń na zatrudnianie cudzoziemców. Ta kompetencja ma zejść niżej – z urzędów wojewódzkich na powiatowe.

 

Koniec nieutwardzonych dróg?

Koniec nieutwardzonych dróg?

Niebawem zniknie problem z nieutwardzonymi drogami. Szlak wyznacza gmina Świdnik, a za nią podążają kolejne.

Jak pisze portal lublin112.pl, jedna za drugą osiedlowe ulice w Świdniku otrzymują bitumiczną nawierzchnię. Prace wykonuje miejska spółka, co sprawia, że ich koszt jest bardzo niski. Dzięki temu, do początku przyszłego roku większość dróg zostanie utwardzona.

W Świdniku zakończył się pierwszy etap programu związanego z utwardzaniem dróg gruntowych. Od grudnia 2019 roku prace przeprowadzono na 38 ulicach, których łączna długość wynosi 8,5 km. Wiele z nich znajdowało się w takim stanie, że wiosną i jesienią ciężko było przejechać oraz przejść bez wpadania w kałuże, latem zaś mieszkańcom dokuczały kłęby kurzu i pyłu. Urzędnicy postanowili zrobić z gruntowymi ulicami porządek. Wszystko dlatego, że mieszka przy nich łącznie około 4 tys. osób, co stanowi blisko 10 procent wszystkich mieszkańców miasta. Zapadła więc decyzja, aby zapewnić im normalne warunki w dojeździe do swoich domów. Plan był ambitny, zakładał utwardzenie większości gruntówek w dwa lata.

Aby go wykonać, urzędnicy dokonali zmian w miejskiej spółce Pegimek, poprzez utworzenie w niej Zakładu Budowy Dróg. Dodatkowo zakupione zostały odpowiednie maszyny i zatrudniono specjalistę, który posiada bardzo dużą wiedzę z tej dziedziny. Zastosowano też nowatorską technologię.

Teraz, po utwardzeniu 38 ulic gmina zapewnia, że przez minimum 10 najbliższych lat drogi te nie będą one wymagały żadnych prac naprawczych. Dzięki betonowej podbudowie, zagwarantowana jest duża trwałość nawierzchni. Z kolei zastępca burmistrza Świdnika Marcin Dmowski dodaje, że utwardzenie tych ulic kosztowało zaledwie 4,5 mln zł. Kwota jest tak niska, gdyż Pegimek jest spółką miejską, której zadaniem nie jest generowanie jak największego zysku, tylko zaspokajanie potrzeb mieszkańców. Wiadomo już, że niebawem ruszą prace przy kolejnych 12 ulicach.

Realizowany w Świdniku program wzbudził już zainteresowanie innych samorządów. Zwłaszcza, że spółka posiadając nowy sprzęt i wyszkolonych pracowników zapewniła, że jest w stanie obsługiwać także inne gminy.