Będziemy zaostrzać

Będziemy zaostrzać

Do Sejmu został wniesiony projekt nowelizacji ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i święta, który ma wyeliminować nieprawidłowe stosowania wyłączeń od zakazu. Złożył go poseł PiS Janusz Śniadek.

Jak informują portale Polsat News i business.interia.pl, z projektu wynika, że uszczelnienie ma polegać na wyeliminowaniu możliwości handlu w niedziele przez placówki pocztowe. W uzasadnieniu do projektu wskazano, że przedsiębiorcy prowadzący placówki handlowe omijali zakaz handlu w niedziele powołując się na posiadanie statusu placówki pocztowej.

Projekt przewiduje, że w niehandlowe niedziele otwarte będą mogły być placówki pocztowe w rozumieniu art. 3 pkt 15 ustawy z dnia 23 listopada 2012 r. – Prawo pocztowe, w których działalność pocztowa będzie przeważająca. Jak zapisano, chodzi o przeważającą działalność wskazaną we wniosku o wpis do krajowego rejestru urzędowego podmiotów gospodarki narodowej, stanowiącą co najmniej 50 proc. miesięcznego przychodu ze sprzedaży, uzyskanego w miesiącu poprzedzającym miesiąc, w którym jest prowadzony handel lub są wykonywane czynności związane z handlem. Sklepy spożywcze i inne nie spełniają tego wymogu.

Placówki handlowe korzystające z wyłączenia od zakazu będą zobowiązane do prowadzenia ewidencji miesięcznego przychodu ze sprzedaży, z podziałem na przychód z działalności podlegającej wyłączeniu od zakazu i z pozostałej działalności. Ewidencja ma umożliwić inspektorom pracy kontrolę, czy dana placówka spełnia kryteria określone w ustawie. Z katalogu włączeń od zakazu usunięto też placówki handlowe, których przeważająca działalność polega na sprzedaży wyrobów tytoniowych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

W Portugalii strajkują pracownicy lotnisk

W Portugalii strajkują pracownicy lotnisk

Rozpoczęty w nocy z piątku na sobotę strajk pracowników spółki Groundforce, odpowiedzialnej za obsługę lotnisk w Portugalii, doprowadził do odwołania ponad 200 lotów oraz chaosu na lotnisku w Lizbonie.

Jak informuje pulshr.pl, organizatorzy strajku, który ma potrwać co najmniej 24 godziny, zapowiedzieli, że do sobotniego popołudnia trzeba odwołać 200 połączeń z lotnisk w Lizbonie, Porto, Faro oraz położonych w archipelagu Madery Funchal i Porto Santo. Największe utrudnienia dla pasażerów panują w stołecznym porcie lotniczym, gdzie koczują już dziesiątki osób czekających na swoje loty. Anulowano około 170 połączeń.

Strajkujący pracownicy domagają się wypłaty zaległych pensji, a także poprawy warunków pracy. Nie wykluczają wydłużenia protestu do niedzieli.

Strajk zbiega się w czasie z decyzją Komisji Europejskiej, która w piątek ogłosiła, że uruchomi dochodzenie w sprawie dofinansowania przez rząd Portugalii głównego krajowego przewoźnika pasażerskiego, linii TAP. Otrzymały one wsparcie od państwa w kwocie 3,2 mld euro z powodu strat poniesionych podczas kryzysu pandemicznego. Tymczasem linie Lufthansa otrzymały trzy razy więcej.

 

Urzędnicy planują bunt

Urzędnicy planują bunt

Po tym, jak okazało się, że rząd nie przewiduje automatycznej waloryzacji płac w państwowej sferze budżetowej, wśród urzędników zawrzało. Zwracają uwagę na postępujący ubytek kadr i straszą spadkiem jakości usług publicznych.

Jak informuje Portal Samorządowy, z obawą w przyszłość spogląda też ok. 12 tysięcy pracowników samorządów, którzy do tej pory pracowali przy obsłudze programu 500 Plus. Od 1 stycznia jego obsługą i wypłatą świadczeń ma zająć się ZUS.

Związki grożą strajkiem, a w wielu branżach już trwają spory zbiorowe z pracodawcami. Jesień może więc stać pod znakiem protestów setek tysięcy pracowników budżetówki. Wszystko przez kolejny rok zamrożonych pensji. – To niedopuszczalne i skandaliczne – tak o decyzji rządu mówi Marek Lewandowski, rzecznik „Solidarności”.

Rząd w założeniach ustawy budżetowej na 2022 r. przyjął, że pensje w budżetówce pozostaną na takim samym poziomie jak dziś. A to oznacza kolejny rok nawet bez waloryzacji wynagrodzeń. Związkowcy mówią, że to nie tylko brak podwyżki, ale wręcz obniżka wypłat dla setek tysięcy urzędników, przedstawicieli służb, nauczycieli, pielęgniarek, pracowników sądów i prokuratur czy inspektorów w sanepidach. W efekcie przedstawiciele pracowników zaczynają mówić o protestach jesienią. W poszczególnych branżach weszli już w spory zbiorowe z pracodawcami.

Czego boją się Polacy?

Czego boją się Polacy?

Według najnowszych badań boimy się nie tylko śmierci najbliższej osoby, choroby oraz braku pieniędzy na leczenie. W czołówce obaw jest także brak możliwości odkładania pieniędzy na starość.

Jak wynika z najnowszego raportu pt. „Mapa ryzyka Polaków”, opublikowanego przez Polską Izbę Ubezpieczeń (PIU) oraz Deloitte, na liście, wśród obaw egzystencjalnych, znalazł się też wątek związany z wynagrodzeniem czy przyszłymi emeryturami i brakiem pieniędzy na starość.

Polacy zapytani o to, czego najbardziej się boją, byli wyjątkowo zgodni. Najczęściej wymieniali śmierć najbliższej osoby, brak pieniędzy na leczenie poważnej choroby oraz ciężką chorobę. Coraz częściej mówili również o problemach związanych ze zmianami pogodowymi. Jednak dość wyraźnie przebił się również wątek związany z pracą i wynagrodzeniem.

Z badania wynika, że 73 proc. respondentów obawia się, że nie wystarczy im pieniędzy na starość. 80 proc. badanych obawia się braku pieniędzy na leczenie poważnej choroby. 60 proc. braku pieniędzy na podstawowe potrzeby. Przy czym 47 proc. Polaków deklaruje, że nie oszczędza na emeryturę. 25 proc. badanych nie widzi takiej potrzeby. 40 proc. przyznających, że nie oszczędzają, jako powód wskazuje brak środków, by to robić.

Autorzy badania sprawdzili również, jak wyglądają nastroje badanych w kontekście utraty pracy. W lutym 2020 strach ten towarzyszył 59 proc. Polaków, natomiast rok później było to już 61 proc. badanych.
W efekcie pandemia spowodowała, że utrata pracy stała się dla większego odsetka Polaków
najbardziej istotną obawą. Zgodnie z badaniem PIU jest to najistotniejsza obawa dla 8 proc. badanych.
PIU tworząc „Mapę ryzyka Polaków”, przeprowadziła dwie fale badania. Po raz pierwszy Izba zapytała Polaków o ich największe obawy w lutym 2020 r., na kilka tygodni przed pierwszym lockdownem. Po raz drugi – rok po ogłoszeniu pandemii, w lutym 2021 r.
Wyniki jasno pokazały, że pandemia wpłynęła na to, czego najbardziej się boimy. W tym czasie istotnie zwiększył się procent respondentów bojących się skutków ciężkich chorób osób najbliższych (o 4 pkt. proc.) i braku dostępu do opieki medycznej (o 5 pkt. proc.). Dodatkowo coraz więcej osób obawia się kradzieży telefonu i kradzieży pieniędzy przez internet (odpowiednio o 5 i 4 pkt. proc.).