Będą domy do 70 metrów?

Będą domy do 70 metrów?

W poniedziałek Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego rozpatrywała drugą wersję projektu nowelizacji Prawa budowlanego i ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym. Budowanie domów o powierzchni do 70 metrów kwadratowych jest oczekiwane społecznie.

Jak informuje portal biznes.interia.pl, w ramach Nowego Ładu ma zostać dopuszczone budowanie domów do takiego metrażu, bez pozwolenia na budowę. Odpowiedzialność za zgodność inwestycji z zapisami warunków zabudowy lub miejscowego planu będzie brał projektant.

Podczas posiedzenia komisji wiceminister rozwoju Piotr Uściński, który odpowiada w Ministerstwie Rozwoju i Technologii za budownictwo, wskazał, że projekt ogranicza formalności dotyczące budowy domów jednorodzinnych do 70 m2 i do wysokości dwóch kondygnacji oraz domów rekreacyjnych parterowych do 70 m2. Podkreślił, że są to zmiany oczekiwane społecznie.

Nie znosimy wymagań techniczno-budowlanych określonych w przepisach. Nadzór budowlany będzie takie inwestycje kontrolował i odbierał. Projektanci, którzy zaprojektują budynek, również mają swoje prawa w zakresie nadzoru nad tym, by inwestycja powstała zgodnie z projektem – mówił.

Zdaniem wielu ekspertów taka ustawa zagrozi planowaniu przestrzennemu i estetyce miast.

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Tesco znika z Polski i wyrzuca ludzi

Tesco znika z Polski i wyrzuca ludzi

Pomimo przejęcia części byłych sklepów Tesco przez sieć Netto, wielu etatów nie udało się zachować.

Wedłu informacji portalu pulshr.pl, pierwsze wieści na temat ewentualnej sprzedaży Tesco w Polsce pojawiły się w październiku 2018 roku. W 2021 r. poinformowano, że przejmuje je duńska firma Salling Group, właściciel sieci Netto. Mimo przejęcia własności, zwolnienia grupowe i likwidacje nie ustały.

W marcu br. zwolniono ponad tysiąc pracowników z biur i sklepów Tesco. Na początku kwietnia 2021 roku pojawiła się informacja o zamknięciu kolejnych sklepów. Tym razem były to placówki w Poznaniu, Lubinie, Tarnowskich Górach, Kaliszu, Głodowie i Przemyślu. Pracę straciło 287 pracowników szczebla podstawowego, a tych, co sprawowali nad nimi nadzór – 29. Podobnie jak poprzednim razem, zwalnianym miało zostać zaproponowane w miarę możliwości podjęcie pracy w innych jednostkach firmy.

W czerwcu z powodu zmiany struktur organizacyjnych wytypowano do redukcji kolejnych 180 osób na stanowiskach podstawowych i 20 osób na stanowiskach kierowniczych. W tym samym miesiącu zamknięto również 11 marketów na terenie kraju, co oznaczało zwolnienie łącznie 462 osób.

We wrześniu tego roku zapowiedziano kolejną falę zwolnień. Zadecydowano o zamknięciu marketów w ponad 30 miastach. Na bruk miało polecieć maksymalnie 2249 pracowników szeregowych i maksymalnie 300 zatrudnionych na stanowiskach sprawujących nadzór. Tylko od połowy marca, więc oficjalnego zakończenia sprzedaży Tesco, pracę straciło 4757 osób.

Stracili wolną niedzielę

Stracili wolną niedzielę

Zakaz handlu w niedziele staje się coraz bardziej fikcyjny. 5 września, pod przykrywką placówek pocztowych, otworzyła się część Lidlów i Kauflandów.

Jak pisze portal pulshr.pl, wraz z kolejnymi otwarciami rośnie liczba skarg od pracowników, którzy dotychczas cieszyli się dniem wolnym, a teraz kierowani są do pracy. Coraz więcej sklepów decyduje się podpisać umowy z operatorami pocztowymi i swoje sklepy (wszystkie lub tylko wybrane) zamienić w placówki pocztowe. Dzięki temu mogą być one otwarte również w niedziele. Pierwszą siecią, która obeszła bezczelnie prawo, była Biedronka.

Ustawa o zakazie handlu w niedziele weszła w życie 1 marca 2018 r. W każdym kolejnym roku jej obowiązywania lista niedziel handlowych była coraz krótsza. W 2021 roku sklepy będą otwarte tylko w siedem niedziel.

Jednak ustawa przewiduje katalog 32 wyłączeń. Zakaz nie obejmuje m.in. działalności pocztowej i właśnie z tego rozwiązania korzystają sklepy najczęściej. Zdecydowały się na to m.in. Żabka (od początku obowiązywania zakazu), Bricomarché i Intermarché, Stokrotka Express, ABC, Lewiatan, Delikatesy Centrum, Dino Polska czy niektóre sklepy Euro RTV AGD. Od kilku tygodni zakupy zrobimy również w wybranych sklepach Biedronka. 5 września do tego grona dołączają Kaufland i Lidl. W kolejnych dniach prawdopodobnie zrobi to Carrefour. Firmy nie boją się kar, bo wykorzystując tę furtkę, działają w zgodzie z prawem.

Z zasady pracownicy dyskontów nie chcą wracać do pracy. Wolne niedziele to dla nich dobre rozwiązanie, przyzwyczaili się do komfortu dnia wolnego od pracy. Osoby, z którymi rozmawiałam, wskazują, że dzięki wolnym niedzielom siódmy dzień tygodnia stał się realnie czasem dla rodziny. W obecnej sytuacji to zostanie zweryfikowane, bo należy spodziewać się, że wszystkie dyskonty niebawem będą otwarte w niedzielę. Oczywiście rząd zapowiada zaostrzenie przepisów, ale trudno sprecyzować, kiedy to nastąpi. Pracownicy więc skarżą się, narzekają, często buntują, ale ostatecznie i tak wracają do pracy – mówi Małgorzata Marczulewska ze stowarzyszenia Stop Nieuczciwym Pracodawcom.

Pracownicy pytają o to, czy mogą zostać zmuszeni do pracy w niedzielę, jeżeli tego nie chcą. Odpowiedź jest prosta: tak. Umowy z dyskontami zwykle są tak formułowane, że niedziela jest po prostu kolejnym dniem pracy i pracownikowi przysługują standardowe przywileje za pracę w ten dzień, czyli np. dzień wolny w tygodniu – wyjaśnia Marczulewska.

Krytyki sieciom handlowych nie żałuje Piotr Adamczak, szef Solidarności w Jeronimo Martins Polska. To coś niepojętego dla nas, że niemal codziennie otrzymujemy informacje o otwarciu kolejnych placówek pocztowych w ramach marketów, podczas gdy Poczta Polska bardzo rzadko jest otwarta w niedziele. Cały czas lista sklepów nieobjętych zakazem handlu się rozszerza. Przypuszczamy, że niedługo chyba każda Biedronka będzie otwarta w niedziele – mówił w rozmowie z PulsHR.pl.

Krótsza praca ma sens

Krótsza praca ma sens

Polski Instytut Ekonomiczny podkreśla, że korzyści z krótszej pracy to niższy poziom stresu, niższy poziom absencji chorobowej, a także zadowolenie z możliwości godzenia życia prywatnego i zawodowego.

Jak informuje potral pulshr.pl, przeprowadzone do tej pory eksperymenty wskazują, iż zmniejszenie wymiaru czasu pracy przy zachowaniu dotychczasowej płacy może pomóc w zwiększeniu produktywności pracowników. Do eksperymentów potwierdzających taki wynik należą między innymi te przeprowadzone w firmach Perpetual Guardian (Nowa Zelandia), Toyota (Szwecja) i Microsoft (Japonia). W serwisie Toyoty po wprowadzeniu 6-godzinnego dnia pracy produktywność wzrosła o 14 proc., zaś przychody firmy o 25 proc. w stosunku do standardowego ośmiogodzinnego dnia pracy. Pomysł testowany był również w Polsce, głównie w firmach z sektora IT. Firmy, które wprowadziły sześciogodzinny bądź czterodniowy tydzień pracy, wskazują, że rozwiązanie takie zwiększyło produktywność ich pracowników – napisali eksperci z PIE.

Dyskusja nad wprowadzeniem 4-dniowego tygodnia pracy czy skróceniem dziennego jej wymiaru z 8 do 6 godzin trwa w najlepsze od kilku lat. Co chwilę kolejne państwa czy regiony informują o rozpoczęciu „eksperymentu” w tym zakresie. Mowa o eksperymencie, bo na razie żaden kraj czy też branża nie zdecydowały się na stałe skrócić czasu pracy. Zrobiły to pojedyncze firmy. Niedawno Unilever poinformował, że przetestuje krótsze godziny pracy dla wszystkich swoich pracowników (81 osób) w Nowej Zelandii, pozwalając im zdecydować, które cztery dni chcą przepracować w każdym tygodniu.

Najważniejszą rzeczą w takich projektach jak skrócenie czasu pracy jest gotowość organizacji do wprowadzania wszelkich zmian ułatwiających pracownikom realizację tych samych zadań, ale w krótszym czasie. Kluczem jest wyeliminowanie wszystkich nieefektywnych działań, procesów, które nie pozwalają nam być produktywnym. Jest to ciągła praca nad takimi zmianami.

Przeprowadzone badania sugerują, że efekty skrócenia czasu pracy mogą silnie zależeć od charakteru pracy i mogą być silnie zróżnicowane pomiędzy sektorami gospodarki. W niektórych przypadkach skrócenie czasu pracy może oznaczać konieczność zwiększenia nakładów związanych z zatrudnieniem nowych pracowników.  Dodatkowo wyniki eksperymentów sugerują, że pozytywny wpływ skrócenia czasu pracy na produktywność obserwowany był głównie w firmach świadczących usługi z dziedziny nowych technologii, a także w administracji publicznej.