Podatek od dużych firm już od stycznia

Podatek od dużych firm już od stycznia

W zeszłym tygodniu rząd przyjął projekt podatku od wielkich firm. Ma on dotyczyć tylko przychodów z działalności operacyjnej, a te trudniej ukryć przed urzędem skarbowym.

Jak donosi Portal Samorządowy, rząd przyjął projekt, który przewiduje wprowadzenie podatku od wielkich firm, których udział dochodów w przychodach wynosić będzie mniej niż 1 proc. Podatek będzie miał charakter przychodowy, nie dochodowy. Obejmie on głównie spółki kapitałowe i ich grupy o bardziej skomplikowanych strukturach właścicielskich. Jego bardzo istotnym założeniem jest to, by nie objął firm inwestujących ani najmniejszych firm i prostych spółek.

To odpowiedź na wyzwania związane z dużymi firmami, dużymi koncernami, które mają gigantyczne obroty i wysoki przychód, a jednocześnie nie wykazują u nas dochodu dzięki jakimś sztucznym operacjom finansowym czy transferze pieniędzy na zasadzie udostępniania licencji przez podmioty zagraniczne. One nie płacą wówczas normalnego CIT. Chodzi o sytuację firm, które mają bardzo wysokie przychody, a wykazują jednocześnie bardzo niskie dochody – mówi Łukasz Czernicki, główny ekonomista Ministerstwa Finansów. Mamy nadzieję, że dzięki zaistnieniu tego rozwiązania w porządku prawnym, firmy zorientują się, że unikanie opodatkowania coraz mniej im się opłaca i zrezygnują z obarczonej ryzykiem inżynierii podatkowej na rzecz zapłaty normalnego CIT – dodał.

Podkreślił także, iż podatek przychodowy jest o tyle użyteczny, że przychód trudno jest ukryć przed urzędem podatkowym.

To właściwie nie jest nowy podatek. To jest raczej uszczelnienie przed agresywną optymalizacją, bo jeśli firmy przestaną się optymalizować, to po prostu nie będą go płacić. Uczciwie funkcjonujące firmy nie mają się czego obawiać. Według symulacji MF ten podatek będzie dotyczyć najwyżej kilku proc. spółek w Polsce – podkreśla Czernicki.

Podobne podatki od wielkich firm funkcjonują m.in. w USA, we Włoszech, Austrii czy Kanadzie.

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Więcej wypadków przy pracy

Więcej wypadków przy pracy

W pierwszym półroczu 2021 r. zgłoszono 27 200 osób poszkodowanych w wypadkach przy pracy. To o 13 proc. więcej niż w pierwszym półroczu 2020 r.

Jak informuje pulshr.pl, najnowsze badania GUS ujawniają, że zwiększyła się również liczba osób poszkodowanych, przypadająca na 1000 pracujących (wskaźnik wypadkowości) – z 1,77 w analogicznym okresie ub. roku, do 2,01 w roku 2021. 151 osób uległo wypadkowi ze skutkiem ciężkim, a 95 śmiertelnym – o 0,1 pkt proc. więcej niż rok temu. Liczba osób poszkodowanych w wypadkach z innym skutkiem zwiększyła się o 13 proc.

Niezmienne są branże, w których najczęściej dochodzi do wypadków przy pracy. W podziale według rodzajów działalności gospodarczej, najwyższy wskaźnik wypadkowości odnotowano w górnictwie i wydobyciu. Dominującą grupą wydarzeń powodujących urazy było zderzenie z lub uderzenie w nieruchomy obiekt. Taka sytuacja była przyczyną 34 proc. wypadków. Niespełna 20 proc. wypadków zdarzyło się przez uderzenie przez obiekt w ruchu. Do najczęstszych przyczyn wypadków należą także kontakt z przedmiotem ostrym, szorstkim, chropowatym oraz obciążenie fizyczne lub psychiczne.

Najczęściej poszkodowanymi są mężczyźni (72,9 proc. ogólnej liczby osób poszkodowanych).

Wiceprezeska zarządu ds. operacyjnych w PW Krystian, ekspert Koalicji Bezpieczni w Pracy, Elżbieta Rogowska, zauważa, że problem z bezpieczeństwem pracy często pojawia się na etapie przetargu wyłaniającego firmę z zakresu BHP.
Niestety, jak obserwujemy, w rzeczywistości podczas przetargów często cena, a nie jakość, wygrywa na polu BHP – mówi. – Na co dzień mamy okazję współpracować z podmiotami z sektora energetycznego, gazowniczego, budowlanego, stoczniowego i portowego oraz przemysłu chemicznego. Bierzemy udział w przetargach dla różnych branż, proponując określone rozwiązania, w odniesieniu do występujących zagrożeń, zgodne z najnowszymi normami. Jeśli jest taka konieczność, zwracamy uwagę, że firma działa niezgodnie z najnowszymi wytycznymi, a odzież i środki ochrony indywidualnej nie chronią w pełni pracowników. Jednocześnie proponujemy, co można zrobić, aby podnieść standardy bezpieczeństwa w firmie. Niestety, opinie specjalistów często nie są brane pod uwagę. Powodem najczęściej jest brak chęci inwestowania.

.

 

Strajk w Cebi Poland

Strajk w Cebi Poland

9 września ruszył strajk w jednej z sosnowieckich firm motoryzacyjnych. Pracownicy z dumą stanęli przed budynkiem, trzymając w dłoniach flagę z hasłem „Solidarność”.

Jak informuje portal Twoje Zagłębie, w Cebi Poland zgrzyty zaczęły pojawiać się wraz ze zmianą menagera na przełomie września i października ubiegłego roku. Do tamtej pory w firmie były premie, podwyżki i nadgodziny.

Aktualnie pracownicy za swoją ciężką pracę na produkcji mogą liczyć na marne 16,70 złotych brutto za godzinę, premia wynosi 80 złotych, a dodatek stażowy na który trzeba przepracować 10 lat wynosi 350 złotych brutto. Tym samym pracownik z 10-letnim doświadczeniem jest w stanie zarobić jedynie niecałe 2500 złotych – mówi Grzegorz Ufniarski, przewodniczący związków zawodowych.

W zeszłym roku ruszyły negocjacje, do których bardzo szybko przyłączył się mediator. Niestety pomimo usilnych prób ze strony mediatora, nie udało się osiągnąć porozumienia.

Aktualnie nadgodziny zostały wstrzymane, prośby oraz wszelkie rozmowy zostały odrzucone, więc pracownicy mają związane ręce – zaznacza Grzegorz Ufniarski.
Przewodniczący związków zawodowych w Cebi Poland był uczestnikiem w rozmowach z mediatorem a szefostwem firmy. – Odpowiedź ze strony firmy w każdym z sześciu spotkań była tak samo stanowcza i jednostronna. Kolejnym etapem był protokół rozbieżności, który powstał 18 sierpnia z pomocą mediatora – wyjaśnia Grzegorz Ufniarski.

Doprowadziło to do dzisiejszego strajku, który nie skończy się dopóki 300 pracowników produkcyjnych i okołoprodukcyjnych nie usłyszy zgody na podwyżkę, która będzie większa od wcześniejszych odrzuconych ofert.

Pracownicy ZUS zastrajkują na pewno

Pracownicy ZUS zastrajkują na pewno

Pracownicy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych są zdesperowani. Od zapowiadanego bezterminowego strajku dzieli nas zaledwie kilka lub kilkanaście dni.

Jak informuje portal businessinsider.com, na ZUS oparta jest cała krajowa machina wypłat rozmaitych świadczeń – od rent i emerytur po tarcze kryzysowe dla przedsiębiorców.

Pracownicy ZUS domagają się zmian warunków pracy, zwiększenia zatrudnienia i ograniczenia godzin nadliczbowych, ale przede wszystkim podwyżek wynagrodzeń. Związkowcy grożą strajkiem w przypadku niepowodzenia rokowań. Na początek będzie to strajk ostrzegawczy, który jednak może przerodzić się w powszechny protest.

Spór zbiorowy związkowców ZUS z pracodawcą trwa od kilku tygodni. Jako pierwszy swoje postulaty sformułował Związek Zawodowy Pracowników ZUS, który zażądał m.in. podwyższenia wynagrodzeń o 1 tys. zł netto, zwiększenia zatrudnienia w taki sposób, by dostosować je do potrzeb instytucji, zaniechania zlecania pracownikom godzin nadliczbowych w celu realizacji dodatkowych zadań, czy przestrzegania planów urlopowych.

Związkowa Alternatywa złożyła m.in. postulat zwiększenia wynagrodzeń o 60 proc. czyli dokładnie o tyle samo, o ile pensje zwiększyli sobie rządzący politycy. Kolejnym żądaniem jest przywrócenie dodatku stażowego. W przypadku braku porozumienia, związkowcy zapowiadają strajk ostrzegawczy na przełomie września i października. Od biurek może wtedy odejść 40 tys. pracowników urzędów w całej Polsce