Potrzeba mieszkań w Holandii

Potrzeba mieszkań w Holandii

Zapotrzebowanie na mieszkania nie było tak duże w Holandii od II wojny światowej, twierdzą organizatorzy protestu przeciwko niedoborowi mieszkań. Demonstracja w tej sprawie odbyła się w Amsterdamie i zgromadziła 10 tysięcy osób wezwanych przez ponad 200 organizacji.

Ostatni raz mieszkańcy Holandii demonstrowali przeciwko niedoborowi mieszkań w kraju w latach osiemdziesiątych. Ceny domów gwałtownie rosną, a lista oczekujących na mieszkania socjalne wydłuża się od lat. Według eksperta rynku mieszkaniowego w Holandii brakuje około 300 tys. mieszkań.

Setki tysięcy osób od lat znajdują się na liście oczekujących, ceny domów poszybowały w górę jak rakieta, a liczba bezdomnych podwoiła się w ciągu ostatnich dziesięciu lat – powiedzieli organizatorzy protestu pismu „Financial Times”. Oskarżają rząd o brak prospołecznej polityki mieszkaniowej, niewielką skalę budownictwa publicznego oraz brak przeciwdziałania grasowaniu bogatych funduszy spekulacyjnych na rynku mieszkaniowym. W ostatnich latach nieruchomości mieszkalne stały się jednym z najpopularniejszych sposobów lokowania kapitału przez zamożne osoby i firmy.

Kolejna demonstracja ma się odbyć w Rotterdamie 17 października.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Zasada pierwszeństwa pieszych działa

Zasada pierwszeństwa pieszych działa

Jak podaje portal brd24.pl, zmiany przepisów dotyczące pierwszeństwa pieszych znacząco poprawiły bezpieczeństwo na przejściach. Dane gromadzone przez policję i opublikowane przez portal wyraźnie pokazują spadek zabitych na przejściach. Zginęło 30 procent mniej pieszych niż w 2019 r., co wynika w głównej mierze z bezpieczniejszej jazdy kierowców, którzy spowodowali mniej wypadków śmiertelnych. Liczba wypadków na przejściach spadła o 20 procent, a to wszystko w zaledwie trzy miesiące po wejściu w życie nowych przepisów.

Portal oparł swoją analizę na danych, które udostępniła mu Komenda Główna Policji. Okres, którego dotyczą dane to 1 czerwca do 31 sierpnia 2021 r., a więc trzy miesiące obowiązywania nowych przepisów. Jak podaje redakcja, w analizie wzięto pod uwagę obecny rok, a także przede wszystkim rok 2019. Zeszły rok nie jest reprezentatywny z powodu pandemii, która znacząco wpłynęła na mobilność Polaków. Badania nawiązują do zmian, które weszły w życie 1 czerwca tego roku i przyznały pierwszeństwo pieszym wchodzącym na przejście dla pieszych. Do tej pory piesi mieli pierwszeństwo tylko w momencie przebywania na pasach.

Brd24.pl wskazuje, że w trakcie trzech wakacyjnych miesięcy tego roku zginęło 30% mniej pieszych niż w analogicznym okresie roku 2019. Ponadto 20 procent mniej pieszych zostało rannych, a liczba samych wypadków także zmniejszyła się o 20 procent. Patrząc na dokładne dane przytaczane przez portal, w tym roku, w ciągu trzech analizowanych miesięcy, na przejściach zginęło 28 osób. W 2019 r. takich przypadków było aż 41. Natomiast w tym roku rannych zostało 416 osób w stosunku do 508 osób dwa lata temu.

Holenderscy kierowcy Ubera są pracownikami

Holenderscy kierowcy Ubera są pracownikami

Kierowcy Ubera to pracownicy, a nie zleceniobiorcy. Tak uznał holenderski sąd.

Jak informuje agencja Reuters, kierowcy Ubera są pracownikami, a nie podwykonawcami, a więc mają większe prawa pracownicze na mocy lokalnych przepisów prawa pracy. Tak orzekł w poniedziałek holenderski sąd, kwestionując europejski model biznesowy amerykańskiej firmy. Było to kolejne sądowe zwycięstwo związków walczących o lepsze płace i świadczenia dla osób zatrudnionych w branży przewozowej, po podobnej decyzji w tym roku w sprawie Ubera w Wielkiej Brytanii.

Sąd Okręgowy w Amsterdamie opowiedział się po stronie Federacji Holenderskich Związków Zawodowych (FNV), która argumentowała, że około 4 000 kierowców Ubera w stolicy to pracownicy firmy taksówkarskiej i powinni otrzymać świadczenia zgodne z wynagrodzeniami sektora taksówkarskiego.

Ze względu na orzeczenie sędziego, kierowcy Ubera są teraz automatycznie zatrudniani przez Ubera – powiedział Zakaria Boufangacha, zastępca prezesa FNV. W rezultacie otrzymają wyższe wynagrodzenie i więcej praw na przykład w przypadku zwolnienia lub choroby. Sąd stwierdził, że kierowcy Ubera są w niektórych przypadkach uprawnieni do zwrotu wynagrodzenia.

Podatek od dużych firm już od stycznia

Podatek od dużych firm już od stycznia

W zeszłym tygodniu rząd przyjął projekt podatku od wielkich firm. Ma on dotyczyć tylko przychodów z działalności operacyjnej, a te trudniej ukryć przed urzędem skarbowym.

Jak donosi Portal Samorządowy, rząd przyjął projekt, który przewiduje wprowadzenie podatku od wielkich firm, których udział dochodów w przychodach wynosić będzie mniej niż 1 proc. Podatek będzie miał charakter przychodowy, nie dochodowy. Obejmie on głównie spółki kapitałowe i ich grupy o bardziej skomplikowanych strukturach właścicielskich. Jego bardzo istotnym założeniem jest to, by nie objął firm inwestujących ani najmniejszych firm i prostych spółek.

To odpowiedź na wyzwania związane z dużymi firmami, dużymi koncernami, które mają gigantyczne obroty i wysoki przychód, a jednocześnie nie wykazują u nas dochodu dzięki jakimś sztucznym operacjom finansowym czy transferze pieniędzy na zasadzie udostępniania licencji przez podmioty zagraniczne. One nie płacą wówczas normalnego CIT. Chodzi o sytuację firm, które mają bardzo wysokie przychody, a wykazują jednocześnie bardzo niskie dochody – mówi Łukasz Czernicki, główny ekonomista Ministerstwa Finansów. Mamy nadzieję, że dzięki zaistnieniu tego rozwiązania w porządku prawnym, firmy zorientują się, że unikanie opodatkowania coraz mniej im się opłaca i zrezygnują z obarczonej ryzykiem inżynierii podatkowej na rzecz zapłaty normalnego CIT – dodał.

Podkreślił także, iż podatek przychodowy jest o tyle użyteczny, że przychód trudno jest ukryć przed urzędem podatkowym.

To właściwie nie jest nowy podatek. To jest raczej uszczelnienie przed agresywną optymalizacją, bo jeśli firmy przestaną się optymalizować, to po prostu nie będą go płacić. Uczciwie funkcjonujące firmy nie mają się czego obawiać. Według symulacji MF ten podatek będzie dotyczyć najwyżej kilku proc. spółek w Polsce – podkreśla Czernicki.

Podobne podatki od wielkich firm funkcjonują m.in. w USA, we Włoszech, Austrii czy Kanadzie.